languageJęzyk

Rozdział 6

Autor: Aeliana Thorne 30 mar 2026

Z perspektywy Natalii

Kiedy otworzyłam oczy, zorientowałam się, że jestem w szpitalnej sali. Ostatnią rzeczą, jaką pamiętałam, był dyskomfort w brzuchu. W panice usiadłam i położyłam dłoń na brzuchu.

– Nie martw się. – do moich uszu dobiegł głos doktora Harolda. – Z twoimi dziećmi wszystko w porządku. Ale...

– O czym pan mówi? – zapytałam, marszcząc brwi.

– Jeden z zarodków obumarł, więc teraz wciąż masz w łonie dwoje dzieci.

Na jego słowa moje serce zamarło. Przypomniałam sobie wcześniejszą scenę — Adrian mnie nie uratował. Gdyby uratował mnie zamiast Lyndy, być może nie straciłabym tego dziecka! Płakałam w milczeniu.

Odwróciłam głowę, by spojrzeć, jak przegląda coś, co wyglądało na wyniki badań.

– Gdzie jest Adrian? – zapytałam o niego.

Odłożył dokumenty na mały stolik znajdujący się blisko łóżka, po czym odwrócił się i podszedł do mnie. – Jest w drugiej sali z... Lyndą...

Znowu rozczarowanie. Okazało się, że przez cały ten czas był z Lyndą i nawet nie zadał sobie trudu, by na mnie spojrzeć.

– Czy on wie o mojej ciąży? – zapytałam, starając się, by w moim głosie nie zabrzmiało przerażenie.

– Nie, jeśli mu o tym nie powiedziałaś.

Wypuściłam powietrze, a moje ciało się rozluźniło. Jednak w tym samym momencie naszła mnie pewna myśl.

Doktor Ried był głównym lekarzem w szpitalu watahy. A zatem w jakiś sposób był blisko z Adrianem. W przyszłości prawdopodobnie mógłby podzielić się z nim nowiną o moich dzieciach.

– Doktorze Ried, czy mogę pana o coś prosić?

– Oczywiście.

– Proszę, niech pan nie mówi Adrianowi o moich dzieciach.

Uniósł brwi. – Jeszcze mu nic nie powiedziałaś?

– Nie i nigdy tego nie zrobię.

– Ależ, Natalio, to dziedzice Adriana. Przyszłość tej wa...

– Nie. On ich nigdy nie zaakceptuje, co oznacza, że muszę je przed nim chronić. Błagam pana, jeśli chce pan zapewnić im bezpieczeństwo, proszę mu nie mówić.

Milczał przez długą, niepokojącą chwilę, a ja nie potrafiłam odczytać wyrazu jego twarzy. W końcu jednak skinął głową ze zmarszczonymi brwiami, patrząc na mnie z troską. – Dobrze – powiedział. – Ale pewnego dnia i tak się o nich dowie.

Pokręciłam głową. – Zamierzam opuścić watahę.

Otworzył szeroko oczy, zanim zapanował nad szokiem. – Ale to oznacza, że staniesz się samotnikiem. To ryzykowne.

– Tak, ale nie mam wyboru.

Pokręcił głową. – Natalio, biorąc pod uwagę obecne okoliczności, musisz postępować z najwyższą ostrożnością.

– Wiem. Ale to lepsze niż pozostawanie tutaj, w niebezpieczeństwie i bólu.

Krótko po rozmowie z doktorem Riedem opuściłam szpital watahy. Ponieważ to Adrian mnie tu przywiózł, rozejrzałam się za jego samochodem. Oddał mi go do użytku kilka lat temu. Nigdzie jednak nie mogłam go znaleźć. Bez telefonu nie byłam też w stanie wezwać taksówki. Na szczęście w końcu jakąś dostrzegłam i natychmiast ją zatrzymałam.

Kiedy poinstruowałam kierowcę, by zabrał mnie do domu watahy, zauważyłam w jego oczach cień strachu. – Do domu watahy? – zapytał z powątpiewaniem, wyraźnie niepewny, czy komukolwiek wolno tam wjechać.

Niezrażona, uprzejmie powtórzyłam swoją prośbę.

Gdy taksówka dotarła pod główną bramę domu watahy, ochroniarze zatrzymali pojazd i zaczęli go przeszukiwać. Ku mojemu zaskoczeniu, pokłonili się, gdy tylko zorientowali się, że to ja. Taksówkarz również był zaskoczony.

Chwilę później otworzyli główną bramę. Z ekscytacją w oczach taksówkarz wjechał na długi podjazd prowadzący do przypominającego pałac domu watahy, który należał do rodziców Alfy Adriana. Wiedziałam, co czuje. Kiedyś czułam to samo. Wizyta tutaj przynajmniej raz w życiu była spełnieniem marzeń dla każdego członka watahy. Nie mogłam uwierzyć, że wkrótce opuszczę to wymarzone miejsce.

Gdy taksówka się zatrzymała, stojący w pobliżu ochroniarze pośpieszyli do wejścia, by otworzyć mi drzwi. Dopiero wtedy zorientowałam się, że nie mam przy sobie pieniędzy. Jeden ze strażników uregulował należność, a ja wyraziłam swoją wdzięczność, po czym weszłam do domu.

Wewnątrz służący spojrzeli na mnie i skłonili się, a następnie zaoferowali mi miejsce w salonie.

– Gdzie jest Alfa Adrian? – zapytałam. – Proszę, zawołajcie go i powiedzcie, że muszę z nim porozmawiać. To pilne.

Służąca poszła na górę, by zawołać Alfę.

Podczas gdy czekałam, po schodach pewnym krokiem zszedł ojciec Alfy Adriana, Alfa Lucas Miller. Zbudowany jak dąb mężczyzna przed pięćdziesiątką wyglądał na tyle silnie, by rządzić tą watahą przez kolejne dziesięć lat.

Wstałam i ukłoniłam się. – Alfo. – Moje serce biło jak szalone. – Alfo Lucasie, chcę opuścić Watahę Kryształowej Krwi – powiedziała.

Westchnął, wyraźnie niechętny. – Czy naprawdę chcesz rozwieść się z Adrianem? Wiem, że to egoistyczne z mojej strony, ale on w rzeczywistości nie wie, że to ty przez te wszystkie lata dbałaś o jego zdrowie. Myślę, że nie powinnaś się poddawać. Z twoją pomocą jego zaburzenia lękowe wkrótce miną.

Pokręciłam głową. – Zostawię receptę u pokojówki, więc nie musi się pan o nic martwić.

Patrzyłam na niego niezłomnie.

W końcu Lucas przemówił. – Dobrze. Ja, Alfa Lucas, wykluczam cię z Watahy Kryształowej Krwi.

Ból uderzył we mnie natychmiast, jakby moje ciało było rozrywane na strzępy. Zachłysnęłam się powietrzem, ale utrzymałam się na nogach.

Przez ból przebiła się jedna myśl: w końcu jestem wolna. Teraz jestem samotnikiem.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 6: Rozdział 6 - Za późno, Alfo: Ucieczka z jego bliźniakami | StoriesNook