Kiedy wracam, Enzo pochyla się nad łóżeczkiem Caeli. Jest w domu wcześnie, bo dochodzi dopiero szósta wieczorem. Musiał wrócić, kiedy byłam jeszcze w kuchni na dole. – Gdzie jest Marco? Nie zostawił ich samych, prawda? – pytam, marszcząc brwi i zamykając za sobą drzwi. Przecież wyraźnie zgodził się ich popilnować, a nie sądzę, żebym wyszła na długo.
– Przed chwilą wyszedł. – W końcu odwraca się do






