Enzo podnosi się z moich kolan jak trup w strasznym filmie, odrzucając nogi na bok, jednocześnie wyciągając skądś telefon. "Niech to szlag" – przeklina pod nosem. Porusza szczęką w prawo, potem w lewo, aż strzelają mu kości, po czym kręci raz głową.
Z telefonem przy uchu warczy: "Przyjdź tu natychmiast." Jego palce błyskawicznie latają po klawiaturze, domyślam się, że wysyła wiadomości.
Moje brwi






