Dotyk lekki jak piórko, pieszczący moje ramię, budzi mnie ze snu. Chronię twarz przed światłem, wtulając się głębiej w ciepło, o którym wiem, że jest moim mężem.
Zdążyłam już zaakceptować to, w jaką ośmiornicę zmieniam się podczas snu. A on jest po prostu taki ciepły. Z drugiej strony, nigdy nie narzekał, a dopóki tego nie zrobi, odmawiam obwiniania się za coś, co robię przez sen.
Gładkie palce






