***
Kiedy się budzę, jestem w domu. W moim pokoju w rezydencji. W ustach czuję suchość i gorzki posmak. Odrzucam koc i wlokę swoje ciało do łazienki. Poruszam się powoli, ale nie jest mi już niedobrze.
Ojciec chrzestny Aldo i Greco nie żyją.
Biorąc prysznic, próbuję ogarnąć umysłem całe to szaleństwo. Bo to właśnie było szaleństwo.
Ale Enzo mnie uratował, przyszedł po mnie.
Wychodzę z






