languageJęzyk

Lojalność

Autor: Aeliana Moreau 31 mar 2026

LUCIUS

Lisa wyszła, a ja siedziałem za biurkiem w moim domowym biurze, próbując pracować, byle tylko wyrzucić myśli o niej z mojej głowy.

Uczucie i smak jej ust nieustannie odciągały mnie od pracy. Nigdy się tak nie czułem. Praca zawsze była dla mnie na pierwszym miejscu i zupełnie nic nie zaprzątało mojej głowy, kiedy pracowałem, a teraz tu byłem, próbując z całych sił zabrać się do pracy, rozpraszany przez tę myśl o dwudziestokilkuletniej kobiecie, kobiecie, którą powinienem traktować jak córkę.

Ale naprawdę podobał mi się jej tyłek w mojej dłoni i jej słodki jęk. Kurwa! Jak słodko by jęczała, gdybym tak zanurzył twarz między jej nogami i....

Zadzwonił mój telefon, przerywając moje myśli, i bardzo się z tego cieszyłem, bo o czym ja, do cholery, myślałem? Sięgnąłem po telefon i zgarnąłem go ze stołu.

To dzwonił nieznany numer; zmrużyłem oczy, patrząc na cyfry. Ze stwardniałym wyrazem twarzy odebrałem połączenie i przyłożyłem telefon do ucha, pozostając w milczeniu.

Przez kilka pierwszych sekund na linii panowała całkowita cisza, dopóki ktoś nie odezwał się znajomym głosem.

"Cześć, Lucius" – przywitał się, a ja oparłem się głęboko w fotelu.

"Dlaczego dzwonisz?" Zapytałem.

"Słyszałem, że wróciłeś do kraju i że jesteś teraz miliarderem" – odpowiedział z chichotem.

"Masz coś do powiedzenia?" Zapytałem surowym głosem.

"Ile żyć zmarnowałeś, żeby zdobyć tyle pieniędzy?" Zapytał, jego ton stał się równie surowy.

"Wystarczająco, by tu dotrzeć" – odparłem.

"Jest pewna wielka robota i pomyślałem, że powinienem cię w to wciągnąć...."

"Już tego nie robię. Skończyłem z tym rok temu" – przerwałem mu, a na linii zapadła cisza na dwie sekundy, zanim nie wybuchnął śmiechem.

"Już tego nie robisz? Od roku? Chcesz mi powiedzieć, że od roku nie ubrudziłeś sobie rąk?"

"Nie zamierzam do tego wracać."

"Lucius Devine mówi mi, że nikogo nie zabił od roku. To ostatnia rzecz, w którą bym uwierzył. Jesteś zawsze żądny krwi, nie potrafisz przestać. Wiesz to, Lucius."

"Jeśli w tej chwili nie rozłączysz się, mogę stać się na tyle żądny krwi, by wyssać z ciebie życie" – zagroziłem.

"W porządku, zakończę połączenie, ale jestem pewien, że wkrótce wrócisz. Nie możesz odejść, wiesz o tym, ale do tego czasu stracisz ten ogromny interes" – powiedział i rozłączył się.

Z jękiem odłożyłem telefon z powrotem na biurko i spojrzałem gniewnie na regał z książkami biznesowymi naprzeciwko mnie.

Gdy raz weszło się w brudny interes, odejście było trudne. Nie, było niemożliwe. A jednak rok temu dokonałem niemożliwego i opuściłem mafię.

Ale nawet ja, Lucius Devine, nie mogłem odejść całkowicie. Całkowite odejście oznaczałoby narażenie mojego życia na niebezpieczeństwo i natychmiastowe zabicie mnie. Byłem po prostu nieaktywny i zamierzałem utrzymać ten stan aż do mojej jebanej śmierci.

Skończyłem z interesem, który zabrał mi wszystkich, ale nadal wiedziałem, że Ronald miał rację: byłem zbyt żądny krwi, żeby całkowicie z tym skończyć.

*

Następnego dnia

MONALISA

Ja i Francesca byłyśmy w naszej stałej kawiarni, a Francesca nie przestawała paplać o tym, jak bardzo spodoba mi się Bryant, facet, z którym zamierzała mnie zapoznać.

"Jest taki cholernie przystojny i wszystkie dziewczyny, z którymi był, mówią, że jest dobry w łóżku!"

"Playboy?" Zapytałam Francescę, marszcząc lekko brwi.

"Nie, żaden playboy. Nigdy bym cię nie umówiła z playboyem. Z tego, co słyszałam, to miły i lojalny chłopak" – odpowiedziała, a moja twarz nieco złagodniała.

Byłam tu z Francescą, ale w myślach wracałam wciąż do kogoś innego.

"O, już jest" – powiedziała z ekscytacją Francesca, poprawiając się na krześle. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam zbliżającego się Bryanta.

Kiedy podchodził do naszego stolika, posłał mi delikatny uśmiech.

"Cześć, dziewczyny" – uśmiechnął się najpierw do mnie, a potem do Franceski.

"Cześć" – uśmiechnęłam się do niego, a on spojrzał na puste krzesło, a potem znów na mnie.

"Och, proszę. Usiądź" – powiedziała szybko, rozumiejąc o co pyta.

"Dziękuję" – powiedział słodko i usiadł na krześle naprzeciwko mnie.

"Bryant, to jest Lisa, moja najlepsza przyjaciółka. A Lisa, to jest Bryant" – przedstawiła nas sobie Francesca.

"Miło mi cię poznać, Liso. Wyglądasz tak pięknie, teraz kiedy siedzę blisko ciebie" – powiedział i pochylił się nieco bardziej nad stołem.

"Ty też wyglądasz bardzo przystojnie. Uhm... Francesca mówiła mi, że jesteś przystojny, a widząc cię teraz, myślę, że miała więcej niż rację" – odpowiedziałam, a on zachichotał.

"Wygląda na to, że świetnie się dogadujecie, powinnam was teraz zostawić samych. Mam coś do załatwienia. Powinniście lepiej się poznać" – Francesca puściła do mnie szybkie oczko, podnosząc się z krzesła.

"Cześć w takim razie" – Bryant pomachał do niej, i Francesca wyszła.

"Uhm, Lisa. Widzę, że pijesz tylko kawę, masz ochotę na coś jeszcze?" Zapytał Bryant.

"Nie, nie za bardzo, ale ty powinieneś sobie coś zamówić" – odpowiedziałam.

"To prawda, ale na razie nic nie chcę. Słuchanie twojego głosu sprawia, że czuję się lepiej niż jakikolwiek posiłek mógłby sprawić, że czułbym się w tym momencie" – powiedział z czarującym uśmiechem, i wysłuchajcie mnie, na pewno dałabym się uwieść tym słowom. Spodobałby mi się jego dobór słów, ale jedyną osobą, o której mogłam teraz myśleć, był najlepszy przyjaciel mojego ojca. Lucius Devine.

Nie mogłam nie zauważyć, jak bardzo jego głos był wyższy w porównaniu do głosu Luciusa. Jak wiele niższy był i o ile drobniejszą miał posturę, i byłam wręcz przekonana, że kutas Bryanta nie mógł się w żaden sposób równać z tym, co miał Lucius.

Niech to szlag! Jedynym powodem, dla którego przyszłam zobaczyć się z Bryantem, była nadzieja, że spotkanie kogoś innego sprawi, iż przestanę myśleć o Luciusie, o tym, jak mocno mnie wczoraj pocałował, i o tym, jak bardzo nagle pożądałam tego mężczyzny. A to wyraźnie nie działało.

"Wszystko w porządku?" Głos Bryanta przerwał moje myśli.

"Tak, w porządku" – odpowiedziałam szybko.

"To dobrze" – wymamrotał.

"Właściwie, to widywałem cię w okolicy w ciągu ostatnich kilku tygodni i bardzo mi się spodobałaś. Nie wiesz, jak bardzo się ucieszyłem, kiedy Francesca powiedziała mi, że nas pozna."

"Jesteś jednym z najgorętszych facetów w szkole i wpadłam ci w oko?" Próbowałam udawać zainteresowanie rozmową, też pochylając się bliżej nad stołem.

"Czy to dlatego, że nie wiesz, jak gorąco wyglądasz? Czy po prostu jesteś naprawdę, naprawdę skromna?" Zapytał, a ja zaśmiałam się cicho.

"Masz dziewczynę?" Poruszyłam ten temat.

"Nie, ale wkrótce będę miał. Ciebie." Odpowiedział, ale nie mogłam powstrzymać się od zauważenia, że nie brzmiał zbyt pewnie wymawiając te słowa, i mimo że patrzył prosto na mnie, jego spojrzenie nie sprawiało, że czułam nawet ćwierć tego, co sprawiało spojrzenie Luciusa.

'To pożądanie jest grzeszne, Lisa. Nie powinnaś pragnąć najlepszego przyjaciela swojego ojca. Musisz się z tego otrząsnąć. Musisz wyrzucić tego mężczyznę z głowy i zbudować relację z Bryantem.' Zganiłam się w myślach, z silną determinacją, że wyrzucę Luciusa Devine'a całkowicie z mojej głowy.....

Cóż, przynajmniej tak mi się wydawało.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Lojalność - Zakazane Przebudzenie: Najlepszy Przyjaciel Mojego Ojca | StoriesNook