languageJęzyk

2. Moje życie

Autor: Aeliana Moreau 30 mar 2026

CZASY OBECNE

DELSANRA

– Proszę, Horace, czy nie mógłbyś mi wcisnąć jeszcze kilku godzin? – zapytałam błagalnie, zerkając w stronę otwartych drzwi do knajpy. Ciepłe światło i gwar ludzi dobrze bawiących się w piątkowy wieczór tworzyły przyjemny szum.

Spojrzał na mnie z góry; jego zwaliste ciało wybrzuszało się w źle skrojonym garniturze, a jasnoniebieskie oczy wodziły po mojej sylwetce. Czułam obrzydzenie, ale zachowałam beznamiętny wyraz twarzy.

– Wiesz, laleczko, są inne sposoby na dobry zarobek... Jestem skłonny zapłacić niezłą sumkę – wychrypiał.

Zacisnęłam usta. Akurat, jakbym kiedykolwiek miała pozwolić, by ten wołowy burger ze swoją parówką zbliżył się do mnie.

– Horace, czy ty nie jesteś żonaty? – zapytałam, starając się nie patrzeć morderczym wzrokiem na stojącego przede mną mężczyznę.

To twój szef, Del. Pamiętaj o tym.

– Jill nie musi o niczym wiedzieć – mruknął, odgarniając z mojej twarzy kosmyk białych włosów. Starałam się nie wzdrygnąć, gdy jego nieświeży, przesiąknięty dymem oddech uderzył w moją twarz. – Jesteś uroczą istotką, Ano, jestem pewien, że każdy zapłaciłby ładny grosz…

Cofnęłam się, resztką sił powstrzymując się, by nie spoliczkować go za te obleśne komentarze.

– Nie, dziękuję, Horace. Pytałam tylko, czy masz jakieś dodatkowe zmiany w knajpie. Skoro nie, lepiej wrócę do pracy – powiedziała, odwracając się w stronę otwartych drzwi, które zapraszały mnie do ciepłego wnętrza.

Zaledwie zrobiłam dwa kroki, jego wielka dłoń zacisnęła się na moim smukłym ramieniu i szarpnięciem odwrócił mnie do siebie. Spięłam się, a przebłyski z przeszłości wysunęły się na pierwszy plan mojego umysłu.

– Daj spokój, laleczko, tylko jedna noc... Podaj swoją cenę – mruknął, a jego ramię oplotło moją talię. Serce we mnie zabiło mocniej, gdy wyrwałam się, dysząc ciężko i mierząc go wściekłym wzrokiem.

– Trzymaj. Się. Z daleka. – ostrzegłam chłodno.

Jego przepełnione pożądaniem spojrzenie zniknęło, gdy popatrzył na mnie z wyraźną irytacją na twarzy, a ja odwróciłam się i wbiegłam do środka. Mogłabym mu coś zrobić. Chociaż większość mojej mocy została zapieczętowana przez Endorę, byłam w stanie rzucić wystarczająco dużo zaklęć, aby utrzymać moją magię w ukryciu, i znałam jeszcze kilka innych sztuczek!

Przeskanowałam wzrokiem knajpę. Wiedziałam, że przez miasto przejeżdżają wilkołaki, inne czarownice i niezwykle rzadkie wampiry, które mogły wpaść do środka, ale nie mogłam sobie pozwolić na to, by ktokolwiek odkrył moją tożsamość.

Dla świata byłam tylko Aną, dziewczyną, która nigdy nie zatrzymywała się w jednym miejscu wystarczająco długo, ponieważ bała się, że zostanie złapana.

– Ana! Stolik szósty! – krzyknęła Gwen zza lady.

Skinęłam głową, zacieśniając paski fartucha, i pospieszyłam do niej, a moje białe włosy podskakiwały z każdym krokiem. Chwyciłam tace i wróciłam do pracy.

Pracowałam szybko, wszystko zlało się w rutynowe działanie, gdy sprzątałam stoliki, dolewałam klientom napoje i pytałam, czy ktoś czegoś nie potrzebuje. Sprzątałam po hałaśliwych osiłkach.

Życie było trudne; odkąd byłam dzieckiem, byłam bita, odkąd tylko sięgam pamięcią. Potem sprzedano mnie strażnikowi ciemności. Wiedziałam, że moc, którą kryłam w sobie, była czymś, o czym marzyłby każdy praktykujący czarną magię, ale ani on, ani ja nie wiedzieliśmy, jak kontrolować moje moce. To właśnie wtedy, gdy przypadkowo go zabiłam i uciekłam, zostałam schwytana przez Endorę. Wciąż robiło mi się niedobrze na myśl o wszystkim, czego ode mnie żądała, bijąc mnie i grożąc, dopóki nie zrobiłam tego, co kazała. Zagłębiłam się w czarną magię i zaklęcia.

W przeciwieństwie do żeńskich czarownic, mężczyźni z rodów czarownic mogli praktykować tylko określone zaklęcia. Byli silniejsi i bardziej intuicyjni niż ludzie, ale poza tym nie dorównywali siłą czarownicom... a mimo to to mężczyźni rządzą sabatami.

Endora… kolejny koszmar... Właściwie zastanawiałam się, kto był gorszy? Mężczyzna, który więził mnie przez dwa lata, zmuszając do praktykowania nekromancji, czy czarownica, która mnie biła i wysysała moją energię życiową, aby zasilić swoją czarną magię… Zawsze doprowadzała mnie na skraj życia, zanim przestała, wiedząc, że mnie potrzebuje. To właśnie wtedy moje włosy zsiwiały od nadmiernego nadużywania moich mocy. Zmusiła mnie do połączenia się z mrocznymi czarownicami z przeszłości, szukając odpowiedzi na niektóre z najchorszych planów, jakie miała w głowie. A jednak jej pomagałam. Nie pozwoliła mi umrzeć, nie pozwoliła mi też żyć.

Czułam się winna za wszystko, w czym brałam udział, byłam ciemnością… Miałam zaledwie szesnaście lat, a popełniłam więcej zbrodni niż większość ludzi przez całe życie. Żołądek wywrócił mi się na drugą stronę, gdy przypomniałam sobie, jak rozkazała wilkołakom, którzy z nią współpracowali, by mnie pobili, gdy odmówiłam udzielenia jej odpowiedzi, jakich chciała. Serce zabiło mi mocniej, gdy przypomniałam sobie jej przerażające groźby, gdybym się nie odezwała. Widok tych wilków obserwujących mnie…

Czułam się słaba, bezużyteczna, pozbawiona nadziei i martwa w środku.

Chciałam umrzeć.

Kiedy udało mi się uciec, myślałam, że to może szansa na wolność albo przynajmniej na odebranie sobie życia. Ale ci zmiennokształtni ruszyli za mną. Żołądek skręcił mi się, gdy przypomniałam sobie chłopaka, który mnie odnalazł... Dlaczego im pomogłam? Czy to przez szczerość w jego oczach? Czy było to jakieś odkupienie za ciemność, w którą się zagłębiłam? Nie wiem, ale dałam mu odpowiedzi, których szukał, i skoczyłam, gotowa objąć śmierć.

Jego puste obietnice pomocy, gdy oboje wiedzieliśmy, że wszystko, czego chciał, to odpowiedzi, które miałam.

– Ana! Są naczynia do zmywania. Pójdziesz je umyć?

Zostałam po raz kolejny wyrwana z zamyślenia, gdy podeszła Coleen, menedżerka. Jej twarz złagodniała, gdy na mnie spojrzała.

– Wszystko w porządku, dziewczyno?

– Oczywiście, Axel ma wolne? – zapytałam. W piątki zazwyczaj to on zajmował się zmywaniem.

– Jego dziewczyna ma skurcze; przysięgam, że to tylko fałszywy alarm, ale wiesz, jaka ona jest. – Przewróciła oczami.

Skinęłam głową.

– Cóż, tak czy inaczej, przynajmniej jest przy niej. Pójdę zmywać.

– Och, jesteś kochana. Zapakuj sobie trochę jedzenia na jutro, zanim wyjdziesz!

– Dzięki, Coleen – odpowiedziałam z wdzięcznością.

Ci ludzie okazywali mi więcej współczucia niż jakakolwiek inna rasa. Chciałabym móc tu zostać na zawsze...

Może to mogłoby być moje życie... Weszłam na zaplecze; dźwięk szafy grającej był teraz w większości tłumiony przez ciężkie drzwi.

Chciałabym, ale wiedziałam, że to tylko marzenie… Zawsze będę celem. Zawsze byłam kimś poszukiwanym. Bez względu na to, jak bardzo zacierałam ślady, ukrywałam magię, wiedziałam, że są tacy, którzy mnie tropią, zbliżając się z każdym dniem, im dłużej przebywałam w jednym miejscu. Czasami się pojawiali, ale nie wyglądałam już jak dawniej.

Przede wszystkim nabrałam ciałka. To znaczy, nadal byłam szczupła, trochę urosłam, mając teraz metr sześćdziesiąt wzrostu, a moja skóra nie była już tak chorobliwie blada jak kilka lat temu. Przybrałam na wadze, a nawet zyskałam trochę krągłości.

Ale gdyby ktokolwiek zobaczył moje ciało pod tymi ubraniami, poczułby odrazę. Runy, siniaki i blizny po wielu pobiciach… To był jeden z powodów, dla których nigdy przed nikim nie otworzyłam serca. Nikt by mnie nie chciał. Byłam też przerażona, że pewnego dnia się zakocham, a wtedy to oni ponieśliby konsekwencje.

Strzepałam trochę piany z rękawów; nawet podczas zmywania nie odważyłam się ich podwinąć, w obawie, że ktoś zobaczy moje ramiona. Nigdy nie będę nikim więcej niż kimś, kto wciąż ucieka. Nie zasłużyłam na nic więcej, prawda?

Często żałowałam, że nie zostawiono mnie na śmierć, ale para, która znalazła mnie po tym upadku z klifu, opiekowała się mną przez miesiące, gdy balansowałam na granicy życia i śmierci. Westchnęłam ciężko, szorując talerze. Wszystko szło zbyt dobrze; wiedziałam, że wkrótce będę musiała znów uciekać, ale to była najlepsza praca, jaką udało mi się znaleźć od dawna. Cóż, poza prosiakiem Horace'em, wszystko układało się nieźle. Chciałam tylko przetrwać jeszcze trochę, odłożyć trochę więcej pieniędzy i przenieść się w nowe miejsce.

-----

Minęło kilka godzin; chciałam stamtąd wyjść, zanim Horace wróci po gotówkę. Ten chciwy człowiek nigdy nie lubił, gdy pieniądze zostawały w kasie lub u Coleen. Po prostu nie chciałam go widzieć. Wymknęłam się tylnymi drzwiami, ale ku mojemu przerażeniu on tam czekał. Uśmiechnął się do mnie kpiąco, zaciągając się papierosem.

– Chodź, podrzucę cię do domu.

– Nie zrozumiałeś wcześniej aluzji? – powiedziałam, przyciskając mocno do brzucha pojemniki z resztkami jedzenia.

Miały mi wystarczyć na cały weekend… Musiałam oszczędzać każdy grosz, by wyjechać z kraju i to daleko…

– Jeśli nie będziesz współpracować… wylatujesz – powiedział chłodno.

Serce zamarło mi w piersi. Co znowu zrobiłam źle? Czym sobie zasłużyłam na takie traktowanie? Tylko mnie w ten sposób traktował. Nie wyróżniałam się niczym szczególnym, więc dlaczego ja?

– Proszę, Horace, potrzebuję tej pracy – szepnęłam.

– Przemyśl to. Masz tydzień, albo znikaj. Nie pozwolę ci tu zostać, jeśli zamierzasz tylko kręcić tyłkiem, żeby mnie drażnić – mruknął.

Wiedziałam, że mówi poważnie, widziałam żądzę i gniew w jego oczach. Odwróciłam się, nie pozwalając, by jego słowa mnie zraniły. Skupiłam się na oddychaniu, idąc ulicą.

Nie płacz, jesteś od tego silniejsza. Uśmiechnęłam się do zachmurzonego nieba, próbując myśleć pozytywnie. Chyba mój czas tutaj dobiegł końca; przeniosę się przed końcem tygodnia. Poproszę Coleen o wypłatę za ten miesiąc i pojadę gdzieś indziej.

Jesteś warta o wiele więcej.

Będę to sobie powtarzać; nie obchodzi mnie, czy ktoś w to uwierzy, ja będę próbowała w to wierzyć.

Jesteś sama.

To była prawda, której nie musiałam sobie powtarzać; to chłodne przypomnienie było zawsze obecne.

Ulice były ciche, sporadycznie przejeżdżała jakaś taksówka, ale nikt mnie nie niepokoił. Byłam w połowie drogi do domu, gdy wyczułam mrożącą krew w żyłach magię, która podpowiedziała mi, że w pobliżu jest czarownica. Moje serce zabiło mocniej, gdy przyspieszyłam.

– Kto by pomyślał, że będzie ukrywać się na samym cholernym widoku? – rozległ się mroczny, złowieszczy głos.

Cholera. Znaleźli mnie.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: 2. Moje życie - Zawłaszczona przez wrogiego Alfę | StoriesNook