languageJęzyk

5. Dług

Autor: Aeliana Moreau 30 mar 2026

DELSANRA

"Ukryta na widoku… Dobrze ci szło pozostawanie w cieniu. Pomyśleć, że przechodziliśmy tu zupełnie przypadkiem."

Odwróciłam się, by spojrzeć na czarownicę, która miała czarne włosy i przenikliwe, zielone oczy, a ubrana była w czarny płaszcz. Mężczyzna miał na sobie skórzaną kurtkę z naszywką na lewym ramieniu, przedstawiającą czarną, sześcioramienną gwiazdę na krwistoczerwonym tle. Wiedziałam, kim był. Wysoki rycerz sabatu, syn potężnej czarownicy. Kimś, kim Dawson lata temu szkolił się, by zostać.

Nie rozpoznałam żadnego z nich, ale oboje byli potężni. Kiedy ustanowiono projekt rycerzy, wiedziałam, że kładą fundamenty pod stworzenie potężnej armii.

Cofnęłam się. Było już za późno, by udawać głupią. Jakoś dowiedzieli się, kim jestem… Ale jak?

"Możesz przestać grać głupią. Jest całkiem ładna jak na przeklętą, nie sądzisz?" – wymamrotał mężczyzna.

Wyciągnął coś z kieszeni, a ja zmarszczyłam brwi na widok czegoś, co wyglądało jak papiery z runami.

Cholera, miał zaklęcia pod ręką! Moje moce wciąż były tłumione przez Endorę, mogłam korzystać z nich tylko w minimalnym stopniu... W tym tempie daleko bym nie zaszła. Ale mogli się wszyscy pieprzyć, jeśli myśleli, że tak po prostu z nimi pójdę bez walki.

"Spieprzajcie" – powiedziałam, wkładając w swój głos każdy gram jadu, na jaki było mnie stać, i rzuciłam w nich pojemnikiem z jedzeniem. Tego się nie spodziewali. Trafił w kobietę, pękając i oblewając ją spaghetti oraz wszystkim tym, co jeszcze spakowała dla mnie Gwen.

Nie zatrzymałam się, żeby dokładnie zobaczyć, co to było. Zamiast tego odwróciłam się i rzuciłam do ucieczki.

Mężczyzna zaintonował zaklęcie i poczułam, jak coś świszczy tuż obok mnie. Instynktownie rzuciłam się w bok, dokładnie w chwili, gdy mała eksplozja wybuchła w miejscu, w którym znajdowałam się sekundy wcześniej.

Jeśli w czymś byłam wyjątkowo dobra, to w uciekaniu. Byłam szybka; może to lata prób ucieczki i ciągłych niepowodzeń sprawiły, że nieustannie się zmuszałam do wysiłku, budując w ten sposób swoją wytrzymałość. Nigdy nie wiedziałam, kiedy będę jej potrzebować. Ziemia zadrżała, gdy kobieta wyszeptała zaklęcie.

Szlag, była czarownicą ziemi! Przeskoczyłam nad powiększającymi się pęknięciami, przyspieszając. Moje serce tłukło się w piersi, gdy oglądałam się przez ramię.

Nawet nie patrząc, gdzie biegnę, skręciłam za róg, a moje stopy ledwie dotykały ziemi, gdy gnałam przed siebie tak szybko, jak tylko potrafiłam. Nagle z impetem wpadłam na ścianę czystych mięśni i gorąca.

Zachłysnęłam się powietrzem, a moja głowa odskoczyła w górę, gdy spojrzałam na niebezpiecznie przystojnego nieznajomego, na którego wpadłam. Mój żołądek skurczył się, gdy zdałam sobie sprawę, że to wilkołak. Jego oczy zabłysły olśniewającą, szmaragdową zielenią, gdy spojrzał na mnie zaborczo.

Od jednego wroga… prosto w ramiona kolejnego.

Próbowałam się wyrwać; wypełniła mnie panika, gdy spojrzałam przez ramię i ujrzałam zbliżające się cienie tamtej dwójki.

"Puść mnie!"

Cholera! Był silny! Z czego on był zrobiony? Z czystej skały? Jego wielka dłoń trzymała mnie mocno; wydawał się nawet nie drgnąć, kiedy naparłam na niego z całych sił.

"Szlag! Koleś, puść mnie!"

Czy dziś w nocy nie wypadał krwawy księżyc? Czy on nie powinien teraz robić czegoś użytecznego, tak jak to mają w zwyczaju wilki podczas krwawego księżyca?

Nie odzywał się. Jego oczy były utkwione w dwójce, która teraz się zatrzymała. Napięcie w powietrzu było tak silne, że można by je kroić nożem.

"Oddaj nam tę dziewczynę, a będziesz mógł odejść" – powiedziała kobieta z chłodnym uśmiechem na ustach.

Wrogość i nienawiść między naszymi gatunkami tylko wzrosły w ciągu ostatnich kilku lat, i choć wydawało się to idealnym momentem na ucieczkę, nie mogłam tego zrobić. Po pierwsze, ten zwierz trzymał mnie jak nagrodę, którą właśnie wygrał, i którą najwyraźniej miał ochotę pożreć, a po drugie; to nie była jego walka.

"Puść mnie" – rozkazałam.

Po prostu spojrzał na mnie z góry, podczas gdy ja wpatrywałam się w niego z głębokim oburzeniem. Argh! To nie zadziałało.

"Odejdźcie, a nikomu nie stanie się krzywda" – powiedział cicho do tamtych.

Moje serce zatrzepotało dziwnie na dźwięk jego głosu. Był głęboki i męski, z seksownym... przestań. Przestań, Del. Co u licha... Czy ja właśnie obczajam wilkołaka? Obrzydliwe.

Wydawał mi się znajomy, ale pamiętałabym, gdybym spotkała kogoś tak przystojnego. Zmarszczyłam brwi, gdy moje myśli powędrowały w niepotrzebnym kierunku.

Puścił mnie, przesuwając ochronnym gestem za siebie. Samo to wprawiło mnie w osłupienie. A właściwie nie… Najprawdopodobniej dostrzegł po prostu bezradnego człowieka... Gdyby wiedział, że jestem czarownicą, i to w dodatku czarownicą mroku, z chęcią rzuciłby mnie do ich stóp.

Cofnęłam się. Chęć ucieczki była silna, a jednak…

Obserwowałam, jak rzucił się naprzód, a jego potężna aura wylała się z niego, i natychmiast uświadomiłam sobie, że był Alfą. O cholera, miałam tylko nadzieję, że nie będzie oczekiwał niczego w zamian. Z drugiej strony, nie byłam nikim wyjątkowym, wątpię, żeby tak było. Ach, uroki bycia szarą myszką.

Jako pierwszego zaatakował mężczyznę. Obaj byli sprawnymi wojownikami, ale wilkołak radził sobie znacznie lepiej. Czystym cięciem wyrwał mu głowę z ciała, przez co aż podskoczyłam ze strachu.

Uciekaj, Del.

Odwróciłam się, ale zobaczyłam, jak kobieta szepcze zaklęcie, a potem krew. Wciągnęłam z sykiem powietrze, gdy Alfa zachwiał się, a ziemia zagrzmiała, zanim stracił równowagę. Zdołał jednak wstać i rzucił się na nią, tym razem wyciągając coś z kieszeni.

"Uważaj!" – krzyknęłam, zauważając triumfalny uśmiech czarownicy.

Nie poruszył się; utrzymał postawę, rzucając nożem dokładnie w chwili, gdy kilka drewnianych pali przebiło jego ciało.

Nóż rozciął policzek czarownicy, a ja podbiegłam tam bez zastanowienia. Ale to nie był jego koniec. Gdy tylko czarownica skupiła swoją uwagę na mnie, a w jej oczach zapłonęła nienawiść, on skoczył naprzód z mrożącym krew w żyłach warkotem. Z obnażonymi kłami i płonącymi oczami, wyrwał jej serce z piersi, zanim zdążyła chociażby dokończyć zaklęcie.

Zmiażdżył je w pięści i padł na kolana. Moje serce łomotało; spojrzał na mnie, jakby chciał coś powiedzieć, po czym upadł twarzą na ziemię. Zatoczyłam się do tyłu.

Byłam przerażona. Powinnam opuścić to miasto? Ale jak sami powiedzieli… nie spodziewali się znaleźć mnie tutaj. W dodatku, jeśli ktoś ich tu znajdzie, to wyglądało na atak wilka. Nikt nie będzie wiedział, że tu jestem. Cofnęłam się, patrząc na krew, która malowała ziemię.

Uciekaj.

Ale nie mogłam, nie po tym, jak mi pomógł. Musiałam mu się odwdzięczyć, córki Hekate zawsze spłacały swoje długi. Podeszłam do niego. Był ogromny, nie sądziłam, żeby moja znacznie drobniejsza sylwetka była w stanie go udźwignąć. Obróciłam go na plecy, wyciągając pale. Wilkołaki potrafią się leczyć, prawda? Może gdybym po prostu została tu z nim, dopóki by się wystarczająco nie zregenerował… prawda?

To nie wchodziło w grę, musiałam zatamować krwawienie… Chyba. A co, jeśli ktoś by go tu zobaczył? Tracił mnóstwo krwi. W końcu wyrwałam ostatni pal i wzięłam głęboki oddech.

Dobra, Del, po prostu wciągnij go na plecy. Dasz radę.

Pociągnęłam go w górę; jego głowa opadła, a czarne, lśniące włosy zasłoniły mu oczy. Pragnienie, by ich dotknąć i sprawdzić, czy są tak samo jedwabiste, na jakie wyglądały, kusiło mnie, ale odepchnęłam tę myśl i po kilku próbach zdołałam zarzucić go sobie na plecy.

Dobra, a teraz wstań.

Stęknęłam, zmuszając się, by go zanieść – a właściwie dociągnąć – do mojego mieszkania. O Boże, jakie to było cholernie trudne! Nie mówiąc już o tym, że pewna jego część opierała się o mój tyłek. Moje policzki zapłonęły, ale starałam się to zignorować, wlekąc go w stronę mieszkania. Zatrzymałam się, patrząc na ślad krwi.

Wyszeptałam zaklęcie, ignorując bolesny ścisk w klatce piersiowej, gdy sięgnęłam po moce, które w większości były we mnie zapieczętowane. Patrzyłam, jak krew blaknie na ziemi, a zjawisko to rozprzestrzeniło się wzdłuż całego śladu, dopóki na podłodze nie została nawet kropla.

Idealnie. A teraz do domu.

-

To, co powinno zająć pięć minut marszu, zamieniło się w dwudziestominutową przeprawę. Moje nogi krzyczały z bólu, a nie znałam żadnego zaklęcia, które mogłoby mi pomóc. W końcu zdołałam otworzyć drzwi do mojego małego mieszkanka, po raz pierwszy ciesząc się, że znajduje się na parterze. Kopnięciem zamknęłam za sobą drzwi, po czym podeszłam chwiejnym krokiem do łóżka, tak bardzo szczęśliwa na jego widok.

Wątpiłam, czy w ogóle się na nim zmieści; ten facet był gigantem. Odwinęłam jego ramię z mojej szyi, starając się zignorować apetyczny zapach jego wody po goleniu. Mając zamiar przerzucić go na łóżko, potknęłam się i upadłam na materac twarzą w dół, a on wylądował prosto na mnie.

"Ał…"

Zepchnęłam go z siebie, nie przejmując się zbytnio tym, że jego głowa uderzyła w ścianę obok łóżka. Zanim wykaraskałam się spod niego, wypuściłam z ust głębokie westchnienie ulgi.

"Nareszcie."

Pociągnęłam go za ramię, zmuszając do ułożenia się w odpowiedniej pozycji, po czym rozerwałam to, co zostało z jego koszuli. Moje serce zabiło mocniej, gdy spojrzałam na jego ciało. To nie był mit, gdy mówili, że ciała samców Alfa są wręcz boskie…

Mężczyzna przede mną został rzeczywiście hojnie obdarzony wszystkim. Każdy centymetr jego muskularnego, szczupłego ciała był wyrzeźbiony do perfekcji.

Dobra, koniec tego podglądania, trzeba opatrzyć te rany.

Szybko chwyciłam moją apteczkę. Wyciągnęłam duże, kwadratowe plastry z opatrunkiem i zakleiłam dziury. Mój wzrok powędrował do jego nogi. Tam też była jedna… ale nie zamierzałam zdejmować mu spodni... Zamiast tego chwyciłam jedną z moich koszul i obwiązałam ją wokół jego nogi.

O tak, idealnie.

Wstałam i klepnęłam się po udach, z dumą podziwiając swoje dzieło. Teraz ja też mogę iść pod prysznic.

Mój uśmiech zniknął, gdy zaczęłam się zastanawiać, czy powinnam była najpierw oczyścić i osuszyć te miejsca? Nigdy nie miałam pod ręką niczego do opatrywania własnych ran, więc jakoś o tym nie pomyślałam… Ale to chyba było logiczne, co nie?

No trudno, za późno, przeżyje.

Miałam już się odwrócić, gdy wspomnienia z dawnych lat znów wypłynęły na pierwszy plan mojego umysłu. Zamarłam, odwracając się gwałtownie i wpatrując się w twarz mężczyzny. Moje serce łomotało w klatce piersiowej.

Cofnęłam się, gdy wspomnienie tamtego dnia uderzyło we mnie jak brutalna fala pływowa.

Wiedziałam, dlaczego wydawał mi się tak znajomy…

To był ten tropiciel z lasu, sprzed tych wszystkich lat...

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: 5. Dług - Zawłaszczona przez wrogiego Alfę | StoriesNook