languageJęzyk

3. Sen

Autor: Aeliana Moreau 30 mar 2026

RAYHAN

Dźwięk kobiecego śmiechu wypełnił pokój. Jedyne, co mogłem dostrzec, to biała mgła i oślepiające, złote światło.

Gdzie ja byłem?

– Zgodziłem się na twój warunek lata temu, kiedy stworzyłem tę więź. Przynajmniej potrafisz przyznać, że twoje dzieci podążają mroczną ścieżką – przemówił głos, tak głęboki i melodyjny. Brzmiał kojąco, majestatycznie i było w nim coś, co sprawiało, że chciałem mu ulec.

– Twoje wcale nie są takie niewinne. Ten warunek wyjdzie nam obojgu na dobre. Zobaczmy, czy zdołają przejść ten test. – Ten głos był bardziej… magiczny. Przypominał szept wiatru, a jednak krył w sobie coś kuszącego…

– Stało się, pod wpływem mocy krwawego księżyca… Czy zjednoczą swój gatunek, czy zerwą tę świętą więź? Tylko czas pokaże, moje dzieci kochają głęboko.

Po tym nastąpił kolejny melodyjny śmiech, a potem nagle wszystko pochłonęła czerń.

Znów znalazłem się na krawędzi tego klifu. Było ciemniej niż poprzednio.

Wiedziałem, że to sen, sen o tym wspomnieniu, które odmawiało opuszczenia mnie, choć minęły lata…

Złamana, wychudzona czarownica, która wyglądała, jakby przeszła przez piekło i z powrotem. Po raz kolejny nawiedzała moje sny.

– Córki Hekate zawsze proszą o coś w zamian za pomoc… Wiem, że jestem ciemnością, ale czy mimo to mogę prosić o przysługę? – Jej kruchy, ale miękki głos odbił się echem w mojej głowie.

Dlaczego wtedy skinąłem głową? Nie powinienem był się zgadzać.

– Nie zatrzymuj mnie!

Krzyknąłem w panice, gdy zeskoczyła z klifu, po czym usiadłem gwałtownie na łóżku; moje serce waliło jak młot. Całe moje ciało pokrywała cienka warstwa potu, gdy przeczesałem dłonią włosy. Biorąc głęboki oddech, by się skupić, odrzuciłem kołdrę i wstałem z łóżka, wpatrując się w Krwawy Księżyc, który świecił przez okno.

O czym ja śniłem? Wszystko, co mogłem sobie przypomnieć, to ta czarownica skacząca z klifu. Było coś jeszcze przedtem... Ale bez względu na to, jak bardzo starałem się to uchwycić, wydawało się opuszczać mój umysł jeszcze szybciej.

– Cholera… – mruknąłem, wstając z łóżka i spoglądając na zegarek.

1:20 w nocy

Nie spałem nawet godziny… Podszedłem do okna i wyjrzałem na miasto. Mimo późnej pory, samochody wciąż jeździły po tej części miasta, która o tej godzinie wciąż tętniła życiem.

Gdybym był na balu łączenia w pary, czy znalazłbym tym razem moją przeznaczoną? Może, ale nie miałem ochoty jechać aż do Bristolu na tę imprezę… Czy to o to chodziło? A może z jakiegoś powodu czułem pociąg do tego miasta? Sama Bogini raczy wiedzieć. Nie mogłem zaprzeczyć faktowi, że mieliśmy wyjechać z tego miasta wczoraj w nocy… ale nie chciałem.

I na pewno nie zatrzymywały mnie tu gorące laski czy te seksowne tancerki…

Tata upierał się, żebym poszedł na bal, że muszę znaleźć moją Lunę, ale to mnie nie pociągało.

Wszedłem do łazienki, by wziąć szybki prysznic, nagle czując się lepko i gorąco. Pozwalając, by zimna woda spływała po moim ciele, zatonąłem w myślach.

To miała być podróż samochodem z kilkoma gorącymi punktami po drodze. Nawet namówiłem Lolę, Rose i Chrisa, żeby dołączyli. Było całkiem nieźle i obskoczyliśmy kilka klubów. Ale kiedy przyjechaliśmy tutaj, po prostu chciałem zostać na trochę...

Chris całkowicie wszedł w tryb dziwkarza, podczas gdy ja po prostu poobcierałem się z kilkoma dziewczynami na parkiecie, ale nie przyprowadziłem żadnej z nich ze sobą. Dobra, może zgodziłem się na loda czy dwa, gdy tam byłem... Ale hej, jestem Alfą, mam wysoki popęd seksualny, i wszystko, co musiałem zrobić, to posłać tym dziewczynom jeden zabójczy uśmiech, a były gotowe paść przede mną na kolana. Co do pieprzenia ich, to nie było dla mnie.

To znaczy, w przeszłości bym to zrobił, ale w ciągu ostatnich dwóch lat bardzo przystopowałem. Zbyt wiele gówna nasłuchałem się od facetów żałujących swojej przeszłości, kiedy już znaleźli swoje przeznaczone, a ja tego nie chciałem.

Westchnęłem, nie sądzę, żebym był w stanie znowu zasnąć. Może faktycznie potrzebowałem wyjść i pobiegać albo coś w tym stylu.

Chwyciłem jakieś spodnie, koszulę, skórzaną kurtkę i moje buty. Gdy już się ubrałem, wyszedłem z luksusowego penthouse'u, który zarezerwowałem dla naszej czwórki.

Dźwięk jęków dobiegł moich uszu i westchnęłem, nie trudząc się z zapewnieniem im prywatności i spoglądając na parę na kanapie. Rose siedziała okrakiem na Loli, której ręce znajdowały się pod jej bluzką, gdy namiętnie się całowały. Zapach ich podniecenia był silnie wyczuwalny w powietrzu.

– Drogie panie, czy możecie przenieść to do sypialni? To przestrzeń wspólna – rzuciłem, chwytając mój telefon ze stołu. Rose sapnęła, odsuwając się i rumieniąc ze wstydu. Oczywiście nie zorientowała się, że wszedłem.

Cóż, jako jeden z najlepszych tropicieli wiedziałem, jak skradać się do kogoś, utrzymując niskie tętno.

Lola uniosła brew z uśmieszkiem. W przeciwieństwie do swojej partnerki, jej to kompletnie nie obchodziło.

– Powiedz mi, Ray, czy jesteś zazdrosny, że jesteś wolny i samotny w tę chłodną zimową noc? – zapytała, całując ramię Rose.

– Właściwie nie, nie kiedy widzę, z czym Rose musi się użerać – powiedziałem do niej dobitnie. Posyłając jej protekcjonalny uśmiech.

Lola była dla mnie jak Raihana; dorastaliśmy razem. Jasne, była bombą z lśniącymi brązowymi włosami, dużymi piwnymi oczami i seksowną wysportowaną sylwetką, ale dla mnie była jak siostra. Rose była nieco drobniejsza i miała pełniejsze kształty. Miała popielato-blond włosy i szare oczy. Obie odnalazły się na balu łączenia w pary rok temu, a Rose szybko stała się częścią naszej małej grupy.

Zdecydowanie się z tego cieszyłem, ponieważ Lola bywała dość uparta, a Rose była idealnym lekarstwem, by ją uspokoić. Coś, z czym ja często musiałem się użerać, zanim w obrazku pojawiła się Rose.

– Zatem kiepsko być tobą – wzruszyła ramionami Lola, mrużąc oczy, gdy przenikliwie mi się przyglądała. – Dlaczego nie śpisz? Nie zdecydowałeś się na wczesny sen po telefonie od Luny Marii?

– Ta, tak zrobiłem… a potem coś mi przerwało – odparłem, odblokowując telefon.

Telefon od mamy... To nie poszło dobrze. Naprawdę powinna przestać tak panikować. Byłem Alfą, a nie nowo narodzonym szczeniakiem. Przewinąłem wiadomości.

Raihana narzekała, że nie znalazła swojego przeznaczonego…

Liam życzył mi wszystkiego najlepszego… Nie powiedziałem mu, że tym razem sobie odpuszczam. Ten temat wciąż był dla niego bolesny. Ten facet przeszedł przez gówno.

– Czy to znowu ten sen? – Lola zmarszczyła brwi.

Powiedziałem jej i Chrisowi o nich; jestem pewien, że Rose prawdopodobnie też wiedziała, chociaż nie rozmawiałem z nią o tym bezpośrednio, ale w końcu była przeznaczoną Loli.

– Może to twoje poczucie winy, kochanie? – zapytała mnie Rose z troską.

Nie odpowiedziałem. Poczucie winy? Może. Często czułem, że to ja popchnąłem ją do tej ostateczności. Nawet teraz nikt nie wspominał o młodej czarownicy, która nam pomogła. Dla naszego gatunku wszystkie czarownice były tylko śmieciami, zapominając o tym, że gdyby nie ta jedna czarownica, o wiele więcej osób byłoby martwych.

– Nie myśl o tym za dużo – powiedziała Lola, wciągając Rose z powrotem na kolana. – Może powinieneś był pójść na bal łączenia w pary. Zarówno ty, jak i Chris.

– Ona ma rację, niedługo zostaniesz Alfą – zgodziła się Rose.

– Coś o tym wiem. Dzięki, panie, za przypomnienie – rzuciłem z udawanym uśmiechem.

– Dobra, rozumiemy. To twoja sprawa. A teraz czy możemy prosić o trochę prywatności?

– Ta, od tego są sypialnie.

– Idź do jakiegoś klubu albo co! – zawołała za mną Lola.

Przydałby mi się drink…

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: 3. Sen - Zawłaszczona przez wrogiego Alfę | StoriesNook