– Ona odchodzi?! – Avery usłyszała krzyk Alfy Vance’a dochodzący z sali konferencyjnej.
– Widzę, że już mu powiedziałaś – uśmiechnęła się Avery.
– Chyba oboje jesteśmy tak samo nieświadomi – westchnęła Luna Vivienne. – Może po prostu nie potrafimy wyobrazić sobie życia bez ciebie.
– To bardzo miłe z twojej strony, Luno.
Drzwi do biura otworzyły się gwałtownie i wpadł przez nie Alfa Vance.
– Viggo się nimi zajmie. Co ty wygadujesz o odejściu? – rzucił.
– Ava musi iść za swoim towarzyszem do jego watahy, kochanie – spokojnie wyjaśniła Luna Vivienne.
– Przykro mi, Avery, ale do tego nie dojdzie. Znajdziemy inne rozwiązanie – powiedział stanowczo.
– Zachowujesz się jak dziecko. Ona odejdzie i zostanie luną tamtej watahy, a ty i ja będziemy musieli znaleźć sposób, by przetrwać.
Komentarz Luny sprawił, że myśli Avery zaczęły wirować. Będzie musiała być luną. Wiedziała to już wcześniej, niby podświadomie, ale usłyszenie tego na głos nadało temu realny kształt. Czy poradzi sobie z czymś takim? Przecież była omegą. Podczas gdy para alf kontynuowała kłótnię, zostawiła ich samym sobie i usiadła przy biurku.
Jej telefon zasygnalizował nową wiadomość.
K: Co robisz?
Avery uśmiechnęła się. Minęło mniej niż dwadzieścia minut od ich ostatniej wymiany zdań.
A: Staram się pracować. Właśnie złożyłam wypowiedzenie.
K: Cieszę się, że to słyszę. Ale przykro mi, że musiałaś z tego zrezygnować.
A: Dzięki. Zaskoczyłam obu szefów. Nie zdawali sobie sprawy, co oznacza moje połączenie z alfą. W tej chwili kłócą się o to, czy pozwolić mi odejść, czy nie.
K: Avery, jesteś moja, odejdziesz.
A: Wyluzuj.
A: Luna jest po mojej stronie, co oznacza, że do końca dnia będę szukać zastępstwa.
K: Dobrze, o której kończysz?
A: Myślę, że uda mi się wyrwać około 17:00.
K: Jest dopiero 14:00.
A: Wiem.
K: To jeszcze trzy godziny.
A: Jestem tego świadoma.
K: Zabijasz mnie.
A: Jesteś wielkim, twardym alfą. Myślę, że przeżyjesz.
A: Muszę zacząć pracować, zadzwonię do ciebie, jak będę wracać do domu.
K: WRACAĆ DO DOMU?!
K: Powiedziałem, że cię odbiorę i tak właśnie zrobię. Nie będziesz szła sama do domu.
K: Avery, chcę wiedzieć, że rozumiesz.
A: Rozumiem, wyślę ci wiadomość, jak będę kończyć, i zaczekam na ciebie w głównym lobby.
K: Dziękuję. Do zobaczenia.
Avery westchnęła i kazała sobie się skupić – musiała pracować, było mnóstwo rzeczy do zrobienia. Wtedy przypomniała sobie, że musi zadzwonić do taty. Był zbyt daleko na połączenie mentalne. Czy powinna poczekać i zadzwonić po powrocie do domu?
Nie, byłby strasznie zawiedziony, wiedząc, że czekała pół dnia, by mu powiedzieć. Sprawdziła grafik i zobaczyła, że ma piętnaście minut do przybycia kolejnych gości. Wzięła telefon i poszła do dużej, pustej sali konferencyjnej.
– Cześć, Orzeszku, dlaczego dzwonisz w środku dnia? – odebrał tata zmartwionym głosem.
– Cześć tato, wszystko w porządku – uspokoiła go. – Ale coś się dzisiaj wydarzyło i muszę ci powiedzieć.
– O, to brzmi ekscytująco. Czyżbyś spotkała swojego towarzysza? – zachichotał ze własnego żartu.
– No, właściwie tak – odpowiedziała, po czym zapadła cisza. – Tato?
– Gratulacje, Orzeszku! Tak strasznie się cieszę, nawet nie potrafię wyrazić jak bardzo. Gdyby twoja matka mogła tu być, byłaby zachwycona – powiedział w końcu, a Avery słyszała łzy w jego głosie.
– Dzięki tato, to dla mnie bardzo ważne.
– Opowiedz mi wszystko. Zgaduję, że to jeden z wizytujących wilków. Czy jest wojownikiem, a może gammą?
– Nie tato, właściwie to alfa. Ma na imię Kace i jest alfą watahy Księżyca Obsydianu – wyznała, czując ukłucie winy z powodu tego, że opuści ich watahę.
– Wiedziałem, że jesteś stworzona do wielkich rzeczy, Orzeszku. Zawsze powtarzałem twojej matce, gdy byłaś mała, że jesteś wystarczająco uparta, by prowadzić watahę. Wiesz, że przez pewien czas Elias i ja wierzyliśmy, że ty i Vance zostaniecie parą.
Ale kiedy zaczęłaś pracować jako asystentka pary alf, pomyślałem, że w ten sposób wypełniasz swoje przeznaczenie. Wygląda jednak na to, że za pierwszym razem miałem rację – powiedział z dumą.
– Tato, po prostu to sobie zmyśliłeś – zaśmiała się Avery.
– Wcale nie. Ty, moja córko, możesz być omegą, ale masz kręgosłup ze stali i serce pełne współczucia i miłości. Jeśli to nie jest materiał na lunę, to nie wiem, co nim jest.
– Jesteś zbyt miły, tato.
– Ani trochę, Orzeszku. A teraz chcę, żebyś przyprowadziła swojego towarzysza do domu, bym mógł go poznać i sprawdzić, czy jest dla ciebie wystarczająco dobry.
– Tato, bogini księżyca uznała go za godnego – zachichotała Avery.
– Ona nie zna cię tak dobrze jak ja.
– Tato! Herezja! – udała oburzenie.
– Daj spokój, po prostu przyprowadź tu tego alfę, a będę się zachowywał nienagannie.
– Zobaczę, kiedy nadarzy się okazja. Jest tu na szczycie i program jest bardzo napięty. Ale dopilnuję, żebyś go poznał, tato. Muszę już lecieć.
– Leć, leć. Jestem z ciebie dumny, z tego wszystkiego, co osiągnęłaś, i cieszę się twoim szczęściem.
– Dzięki tato, to dla mnie cały świat. Kocham cię.
– Ja ciebie też, Orzeszku.
Avery uśmiechnęła się, wychodząc z sali konferencyjnej. Prawie wpadła na Viggo, który wchodził do mniejszej sali z puszką napoju.
– Przepraszam, Viggo – powiedziała z uśmiechem.
– Nic się nie stało. Zdajesz się mieć mnóstwo pracy. Mam wrażenie, że w ogóle nie mieliśmy okazji porozmawiać, mimo że cały dzień jesteśmy w tym samym biurze – odparł, uśmiechając się do niej.
– Wiesz, jak to jest, dzień przed wielkim szczytem. Masa spraw – odrzekła, robiąc krok w tył. Czuła się niekomfortowo, stojąc tak blisko niego.
– To prawda. Powinnaś odpocząć, jak już dzisiaj skończysz. Czy mogę cię zabrać na kolację, żebyś nie musiała gotować? – zapytał, a Avery tylko na niego spojrzała. Skąd to się wzięło?
– Przykro mi, Viggo, mój towarzysz mnie odbiera – powiedziała, odczuwając ulgę, że tym razem ma ważną wymówkę, co oznaczało, że nie będzie musiała użerać się z jego próbami namówienia jej na zmianę zdania.
– Towarzysz? – zapytał zaskoczony, a jego wzrok powędrował na jej ramię. Jak mógł przeoczyć, że spotkała dziś swoją parę? Przecież był z nimi na spotkaniu.
– Tak, Alfa Kace. Poznaliśmy się dzisiaj, byłeś z nami w sali – przypomniała mu.
– O, faktycznie pomyślałem, że to dziwne, że siedzisz obok tego gościa.
– Tak. Muszę już iść. Ted dał znać, że kolejny alfa wjeżdża windą. Udanych obrad – rzuciła, odchodząc w stronę windy. Czuła na sobie jego wzrok, co wywołało dreszcz na jej plecach, i nie było to przyjemne uczucie.






