languageJęzyk

Punkt widzenia Avery'ego

Autor: Aeliana Moreaux22 cze 2026

Avery właśnie odprowadziła pewnego alfę i jego świtę do wyjścia. Przez cały dzień do biura napływał nieprzerwany strumień alf i gamm. Dzień przed szczytem polegał na tym, że alfa wraz z Viggo sprawdzali zabezpieczenia w towarzystwie kilku innych alf.

Avery cieszyła się, że nie musi uczestniczyć w samych spotkaniach. Dzięki temu w przerwach między witaniem a żegnaniem gości mogła zająć się swoimi sprawami. Właśnie usiadła przed komputerem i otworzyła jeden z arkuszy kalkulacyjnych, gdy Ted poinformował ją, że alfa z watahy Księżyca Obsydianu jest już w drodze na górę, wraz ze swoim gammą i jednym z wojowników.

Westchnęła i połączyła się mentalnie ze swoimi szefami, idąc pod windę, by na nich zaczekać.

„Czy możesz przynieść mi plan piętra sali konferencyjnej, gdy już zaprowadzisz ich do sali spotkań?”, odpowiedziała Luna Vivienne. Avery potwierdziła i dodała to zadanie do swojej mentalnej listy rzeczy do zrobienia.

Gdy drzwi windy się otworzyły, Avery przykleiła do twarzy swój służbowy uśmiech, który jednak zniknął natychmiast, gdy tylko dotarł do niej najwspanialszy zapach na świecie. Cytryny i czekolada.

Z windy wyszedł wysoki, umięśniony mężczyzna w dopasowanym garniturze. Zdawał się zastygnąć w miejscu. Zrozumiała, że ten zapach pochodzi od niego.

Patrzyła, jak odwraca się w jej stronę, omiatając wzrokiem jej ciało, i czuła na sobie jego intensywne spojrzenie. Miał czarne, nieco niesforne włosy i starannie przystrzyżoną, krótką brodę. Jego ramiona były szerokie i mocne, cała sylwetka emanowała siłą, a on sam roztaczał potężną aurę. Nie było wątpliwości. To był alfa.

Avery ledwie zarejestrowała fakt, że ktoś inny próbuje wyjść z windy. Będąc w pewnego rodzaju oszołomieniu, pomyślała przez chwilę, że powinna pomóc tamtemu mężczyźnie.

Myśl ta ulotniła się, gdy mężczyzna stojący przed nią napotkał jej wzrok. W jego złocisto-bursztynowych oczach można było utonąć. Nic innego na świecie nie istniało poza tymi oczami i wyciem radości wydobywającym się z jej wilczycy.

Nagle mężczyzna ruszył z miejsca. Zanim się obejrzała, stał tuż przed nią, a ona musiała zadrzeć głowę, by nie przerywać kontaktu wzrokowego.

– Towarzyszka! – warknął, nie spuszczając z niej wzroku.

– Towarzysz – potwierdziła, wypuszczając powietrze, które wstrzymywała, nawet o tym nie wiedząc. Bliskość jego ciała sprawiała, że cała drżała.

– Gratulacje, stary – usłyszała głos jakiegoś mężczyzny, który klepnął jej towarzysza w plecy. Jej wybrany warknął, a tamten się wycofał.

Nie zauważyła obecności Alfy Vance’a i Luny Vivienne, dopóki jej towarzysz nie warknął głośno. Z zachwytem uświadomiła sobie, że próbuje ją chronić. Słysząc pytanie szefowej o to, co się dzieje, w końcu odzyskała na tyle samokontroli, by im wyjaśnić sytuację. Odnalazła swojego towarzysza, a on był alfą.

Ta myśl sprawiła, że zakręciło jej się w głowie, a potem została porwana w silny uścisk przez Lunę Vivienne. Avery naprawdę pomyślała, że po czymś takim skończy ze złamanym żebrem.

– O, Ava, tak strasznie się cieszę! – pisnęła Vivienne głosem, którego używała tylko wtedy, gdy była naprawdę podekscytowana.

– Dzięki, Luno – wymamrotała Avery, a potem zauważyła, że jej towarzysz uśmiecha się do niej. Wyglądał tak przystojnie, że szczerze bała się, iż zaraz rozpłynie się w kałużę czystej rozkoszy.

– Jestem Kace Vane, alfa watahy Księżyca Obsydianu. Czy mogę poznać twoje imię? – zapytał.

– Avery Solis, Alfo Kace. Miło mi cię poznać – odpowiedziała z uśmiechem.

– Proszę, mów mi Kace – poprosił, na co skinęła głową, czując, jak na jej policzki wypływa rumieniec. Nienawidziła, gdy to się działo.

Luna przypomniała im, że Kace przyszedł na spotkanie, co ostatecznie wyrwało Avery z transu. Zachowywała się nieprofesjonalnie przed obojgiem szefów. Przywołała na twarz swój służbowy uśmiech. Zazwyczaj przychodziło jej to z łatwością, ale tym razem trudniej było go utrzymać.

Avery wydawało się, że dostrzegła błysk rozczarowania w oczach Kace'a, zanim odwróciła się, by wskazać im drogę do sali konferencyjnej. Dlaczego? Czy był nią rozczarowany?

Zanim jej myśli zdołały wymknąć się spod kontroli, dogonił ją i złapał za rękę. Iskry, które przebiegły wzdłuż jej ramienia, sprawiły, że spojrzała na dłoń ze zdziwieniem, a potem na niego. Poczuła, że jej służbowy uśmiech zostaje zastąpiony przez ten szczery.

Luna Vivienne poprosiła ją, by została na spotkaniu, co przyniosło jej ulgę, bo wcale nie chciała odchodzić. Nie chciała puszczać dłoni Kace'a. Iskry sprawiały jej zbyt wielką przyjemność. Poczuła, jak przyciąga ją bliżej, gdy zauważył Viggo, i nie mogła powstrzymać uśmiechu.

Po dokonaniu prezentacji wszystkich obecnych, usiedli do stołu. Alfa Vance, Luna Vivienne i Viggo zajęli miejsca po stronie stołu tyłem do okna. Avery zajęłaby ostatnie wolne miejsce po tamtej stronie, gdyby Kace nie odsunął dla niej krzesła naprzeciwko.

Usiadła obok Kace'a, który znów trzymał ją za rękę, twarzą do Alfy Vance’a.

– Oto pakiety informacyjne dotyczące bezpieczeństwa, które przygotowała Avery. Za chwilę przedstawimy wam prezentację, ale w materiałach znajdziecie więcej szczegółów. Jeśli macie pytania lub sugestie, prosimy o informację. Jeśli pytania pojawią się po spotkaniu, napiszcie do Avery. Jej adres e-mail znajduje się w pakiecie, a ona zadba o niezwłoczną odpowiedź – zaczął Alfa Vance.

Gdy prezentacja się rozpoczęła, Avery zerknęła na swojego towarzysza. Znała treść na pamięć, skoro pomagała ją tworzyć. Kace oglądał slajdy w skupieniu. Czuła, jak podświadomie gładzi kciukiem wierzch jej dłoni. To było kojące.

Wtedy Avery zauważyła rozbawione spojrzenie Luny Vivienne.

„Wyglądacie razem świetnie”, przekazała jej Luna przez więź.

„Dziękuję, Luno”.

„To niezła partia”, dodała Vivienne, a Avery musiała powstrzymać warknięcie. O co chodziło? Pomyślała, że przecież nigdy nie warczy. A już na pewno nie na swoją Lunę i przyjaciółkę.

„Tylko się droczę, żeby zobaczyć twoją reakcję. Wyglądało na to, że zaraz na mnie warkniesz, Avo”, Luna brzmiała na szczerze rozbawioną.

„Zapewniam cię, że nic takiego bym nie zrobiła”, próbowała ją przekonać Avery.

„Taa, pozwolę ci w to wierzyć. Ale poważnie, Avo, cieszę się twoim szczęściem”.

„Dzięki, to dla mnie wiele znaczy, Luno”.

Prezentacja dobiegała końca i Avery zauważyła, że uwaga Kace'a znów skupiła się na niej. Uśmiechnęła się do niego, a on odwzajemnił uśmiech. Miała szczęście, że siedziała. Pomyślała, że od tego uśmiechu uginają się pod nią nogi.

– To by było na tyle, jeśli chodzi o prezentację i omówienie szczegółów. Jakieś przemyślenia lub pytania? – zapytał Viggo.

Gamma Kace'a miał kilka pytań, ale Avery ich nie zarejestrowała. Powinna, ale w tej chwili jej uwaga była gdzie indziej. Viggo zdawał się panować nad sytuacją i wszyscy wyglądali na zadowolonych.

Avery zdała sobie sprawę, że to oznacza ich rychłe wyjście. To wywołało u niej lekką panikę. Kace musiał dojść do tego samego wniosku, bo zwrócił się do Alfy Vance’a.

– Czy mogę na chwilę pożyczyć twoją asystentkę? – zapytał.

– Mamy dziś zaplanowanych kilka spotkań z alfami... – zawahał się Vance. Avery poczuła, jak Kace się spina, i instynktownie położyła wolną rękę na jego ramieniu.

– Ale możemy ją na chwilę zwolnić. Następne spotkanie jest dopiero za... O, Ava, pomóż mi – poprosiła Luna Vivienne. Avery sprawdziła godzinę na telefonie.

– Za piętnaście minut – odpowiedziała.

– No właśnie. Dlaczego nie pójdziecie do mojego biura? I tak nie używałam go od tygodnia. Porozmawiajcie tam, dopóki nie przyjdzie kolejny alfa – zasugerowała Luna. Avery skinęła głową.

– Dziękuję, Luno Vivienne – powiedział Kace, wstając i pomagając Avery się podnieść.

– Nie ma za co, dla Avy wszystko – odpowiedziała, podczas gdy Kace wyprowadzał Avery z sali. Avery zorientowała się, że on nie ma pojęcia, dokąd idą, więc dyskretnym skinięciem głowy wskazała mu właściwe drzwi.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki