languageJęzyk

Rozmowa

Autor: Aeliana Moreaux22 cze 2026

– Panowie mogą spocząć w lobby, jeśli chcą poczekać na swojego Alfę. W tamtej kuchni mamy kawę i napoje bezalkoholowe. Z przykrością muszę stwierdzić, że jedyna osoba wykwalifikowana do obsługi ekspresu do kawy jest właśnie porywana przez waszego Alfę – Avery usłyszała, jak Luna Vivienne mówi do Gammy i wojownika, na co odpowiedział jej śmiech.

Kace wprowadził ją do biura Luny i zamknął za nimi drzwi. Avery nagle poczuła zdenerwowanie.

– Avery – zaczął.

– Tak? – zapytała, gdy cisza się przedłużała. Chwycił ją za ręce i podszedł bliżej, co sprawiło, że oddech uwiązł jej w gardle.

– Chodź z nami do hotelu, pozwól mi spędzić z tobą cały dzień – powiedział, a ona chciała się zgodzić. Prawie to zrobiła.

– Ja... nie mogę – wydukała. – Muszę tu być, żeby pomagać przy spotkaniach i dopiąć ostatnie szczegóły na jutro.

– Naprawdę? Nie mogą wezwać kogoś innego? Chcę, żebyś była przy mnie. Nie chcę, żebyś kręciła się wokół innych Alf, Gamm i innych wolnych wilków – powiedział niecierpliwie. Avery skinęła głową; rozumiała go, ale i tak poczuła ukłucie bólu, gdy zabrzmiało to tak, jakby jej pracę mógł wykonać ktokolwiek.

– Nie, nie mogą nikogo wezwać. Pracowaliśmy ciężko przez cztery tygodnie, żeby to wszystko przygotować. Nie mogę po prostu odejść. Rozumiem, co czujesz i uwierz mi, nie pragnę niczego bardziej, niż spędzić z tobą ten dzień. Ale jestem tu potrzebna – wyjaśniła, widząc, że jej odpowiedź mu się nie spodobała.

– Avery, wyjedziesz ze mną, gdy szczyt się skończy. Nie zostawię tu swojej towarzyszki. Zdajesz sobie z tego sprawę? – zapytał niskim głosem. Avery ponownie skinęła głową.

– Zdaję. Wiem. Ale to daje mi nieco ponad tydzień na wyszkolenie kogoś na moje miejsce – odparła. Pomyślała, że to mało czasu. Może na początku mogłaby dojeżdżać? Wtedy zdała sobie sprawę, że nawet nie wie, gdzie znajduje się jego wataha.

– Kace? – zauważyła lekki dreszcz przebiegający przez jego ciało, gdy wypowiedziała jego imię.

– Tak, Avery.

– Gdzie znajduje się twoja wataha? – zapytała. Uśmiechnął się do niej.

– W Montanie – odpowiedział.

– To dość daleko od Kentucky – odrzekła, natychmiast porzucając pomysł dojazdów. Zaśmiał się, a dźwięk ten kompletnie ją rozproszył.

– Zdecydowanie tak, kochanie – zachichotał. Zarumieniła się na to pieszczotliwe określenie.

– Czy dasz mi ten tydzień, bym mogła dopilnować szczytu i wyszkolić następcę? Potem będę cała twoja – poprosiła.

– Już jesteś cała moja, Avery – powiedział chrapliwie i pochylił się ku niej. – Ale dam ci ten tydzień, skoro uważasz, że to konieczne – zgodził się. Skrzywiła się, słysząc ponowne umniejszanie jej pracy.

– Możesz uważać, że to, co robię, nie jest ważne ani trudne, Alfo Kace, ale mimo że jestem tylko Omegą, jestem dumna ze swojej pracy. Jestem w niej dobra i mam realny wpływ zarówno na firmę, jak i na watahę – powiedziała mu, robiąc krok w tył, by stworzyć trochę przestrzeni.

Wyglądał na zaskoczonego i zmieszanego.

– Nie chciałem powiedzieć, że twoja praca nie jest ważna. Na pewno jest. Chodziło mi tylko o to, że są inne Omegi, a nawet Epsilony, które mogą cię zastąpić, żebyśmy mogli spędzać czas razem – powiedział, marszcząc brwi.

– Innymi słowy: jak trudna może być moja praca? – odcięła się Avery. – Mogę ci powiedzieć, że użeranie się każdego dnia z ego kilku Alf, Bet i Gamm to nie jest spacer w chmurach. Myślę, że powinnam przygotować salę na następne spotkanie – dodała i odwróciła się, by wyjść.

Poczuła jego dłoń na ramieniu, która ją powstrzymała.

– Czekaj, nie odchodź, nie wtedy, gdy jesteś na mnie zła – powiedział łagodniejszym tonem.

– Nie jestem zła, po prostu nie jestem z ciebie zadowolona – odpowiedziała, spoglądając na niego przez ramię.

– Co mogę zrobić, żeby to naprawić?

– Będzie dobrze, po prostu muszę się teraz skupić na pracy.

– Zadzwonisz do mnie, gdy będziesz mogła? Przyjadę po ciebie po pracy – zaproponował.

– Dobrze – zgodziła się z uśmiechem. – Mam twój numer w aktach, wyślę ci wiadomość, żebyś miał mój.

– Dziękuję, Avery – powiedział. Sposób, w jaki wypowiedział jej imię, sprawił, że poczuła w brzuchu stado motyli. Potem ujął jej dłoń i złożył na niej pocałunek. To sprawiło, że całe jej ciało przeszły dreszcze, a na twarz wypłynął rumieniec.

Położył dłoń na jej policzku i uśmiechnął się. Przymknęła oczy, rozkoszując się dotykiem, gdy nagle Ted połączył się z nią mentalnie, by przekazać, że przybył kolejny Alfa. Westchnęła.

– Muszę iść, kolejny gość już jest – powiedziała Kace’owi. Skinął głową i poszedł za nią do lobby, gdzie czekali na niego jego ludzie.

Zaprowadziła ich do wind, gdzie wspólnie czekali na przyjazd windy ekspresowej. Gdy drzwi się otworzyły, Avery przywitała Alfę, Lunę, Gammę i wojownika z watahy Sanguine Lake, prosząc ich o chwilę cierpliwości, by mogła odesłać swojego towarzysza i jego kompanów na dół. Kace nie przerywał kontaktu wzrokowego, dopóki drzwi windy się nie zamknęły.

– Dziękuję za cierpliwość, proszę za mną, zaprowadzę państwa do Alfy Vance’a – powiedziała Avery do nowych gości. Kiedy przekazała ich Alfie i Viggo, poszła do łazienki i po prostu spojrzała w lustro. „Po prostu oddychaj, a przetrwasz ten dzień”, powiedziała sobie w duchu.

Wyszła z łazienki, wciąż lekko roztrzęsiona, i wpisała hasło do laptopa. Znalazła dane Kace'a, zapisała jego numer w telefonie, a potem wysłała mu wiadomość.

A: Cześć, tu Avery. Teraz masz mój numer. /A

K: Dzięki, kochanie, miłego dnia w pracy i zadzwoń, gdy tylko będziesz mogła.

Avery uśmiechnęła się na tę odpowiedź, wzięła plan sali konferencyjnej i zapukała do drzwi Alfy Vance’a.

– Wejdź – zawołała Luna Vivienne.

– Mam plan, o który pytałaś – powiedziała Avery, wręczając go jej.

– Jak ty to robisz, Avo? Przy tym wszystkim, co się wydarzyło, zupełnie o tym zapomniałam – zapytała Luna. Avery tylko wzruszyła ramionami.

– Właściwie to sprowadza mnie tu jeszcze jedna sprawa, o której muszę z wami porozmawiać – powiedziała Avery.

– O co chodzi?

– Muszę złożyć wypowiedzenie. Przepraszam, że nie mogłam tego przewidzieć wcześniej, ale muszę odejść za nieco ponad tydzień. Kiedy szczyt dobiegnie końca – oznajmiła Avery. Luna wyglądała na zszokowaną.

– Odchodzisz od nas?

– Tak, myślałam, że już o tym wiecie – odparła Avery.

– Nie, niby skąd?

– Luno, mój towarzysz jest Alfą. Gdyby był kimś innym, może udałoby mi się go przekonać do przeprowadzki do naszej watahy. Ale jako Alfa nie może zostawić swoich ludzi. A ja nie mogę dojeżdżać z Montany.

– O, tak, nie pomyślałam o tym. Ale Avo, co my bez ciebie zrobimy?

– Poradzicie sobie. Znajdziemy kogoś odpowiedniego w ciągu dnia lub dwóch, a potem będę tę osobę szkolić do końca mojego pobytu – mówiła pewnym głosem, choć wcale tak się nie czuła.

– Chyba rzeczywiście nie ma innego wyjścia, choć bardzo mnie to smuci.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki