Gdy na przyjęcie zaczęli przybywać goście, wraz z innymi przydzielono mi zadanie ich witania. Byłam głodna, a w żołądku mi burczało, ale bałam się poprosić o jedzenie ze strachu przed karą.
Próżno było marzyć, by to trio się tu nie pojawiło. Byli tu i w tej chwili stanowili centrum uwagi. Ciągle zerkałam przez ramiona gości, mając nadzieję, że Zane, Ryker i Griffin w jakiś sposób wyparują.
Nie mogłam uwierzyć, że te trzy nadęte zwierzęta, których tak nienawidziłam, stoją przede mną; myślałam, że śnię. Może widziałam rzeczy, których nie było, bo śniłam albo miałam halucynacje.
Oklaski i okrzyki gości wyrwały mnie z odrętwienia i zrozumiałam, że to, czego byłam świadkiem, nie było snem ani halucynacją, lecz nagą prawdą.
Lodowaty wyraz ich twarzy mówił mi, że wciąż są pełni goryczy. Służące podchodziły do nich z gracją, kłaniając się nisko w geście szacunku. Byłam tak oszołomiona, że przeoczyłam znaczenie pokłonu jako wyrazu respektu.
Myśl o tym, jak podli i brutalni byli dla prawie wszystkich, przywołała wspomnienia, które tak bardzo starałam się wyprzeć. Bałam się, że dostanę napadu paniki.
Kolana ugięły się pode mną przy każdym kroku, gdy przeciskałam się przez tłum w stronę łazienki. Ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebowałam, było to, by ktoś mnie widział w tym stanie. Choć i tak nikogo by to nie obchodziło.
Wszyscy byli zbyt zajęci tym trio, które uczyniło moje życie piekłem. Poczułam, jak żółć podchodzi mi do gardła, a żołądek zawiązuje się w supeł; zakryłam usta dłońmi, zanim zrujnowałabym przyjęcie, nad którego planowaniem Luna spędziła bezsenne noce.
Natychmiast wpadłam do łazienki.
Odetchnęłam z ulgą i pospieszyłam do umywalki, by obmyć ręce i twarz. W chwili gdy miałam znów pochylić głowę i chlupnąć wodą, dostrzegłam swoje odbicie w lustrze.
Byłam blada i wyczerpana. Pod moimi oczami widniały głębokie cienie. Kości policzkowe stały się wyraźniej zarysowane. I choć moje włosy zwykle wyglądały nienagannie, zauważyłam kilka kosmyków przyklejonych do twarzy. Westchnęłam.
Gdy wyszłam, stanęłam twarzą w twarz z Luną, co oznaczało, że obserwowała każdy mój ruch. Język zakołysał mi się w gardle, gdy odwróciłam wzrok.
"Droga Elaro". Fałszywy uśmiech pojawił się na jej twarzy, gdy zwróciła się do mnie tym protekcjonalnym tonem, którego używała publicznie.
"Lepiej wracaj na salę, zanim urwę ci głowę!"
Czym prędzej czmychnęłam stamtąd. Gdy weszłam do sali, ktoś szarpnął mnie za nadgarstek i natychmiast wcisnął mi w ręce tacę. Wyprostowałam się, gotowa kontynuować obowiązki z pustym żołądkiem.
Zatrzymałam się, odwracając się do gości. Sloane, Lexi i Kendra również tam były. Na ich widok serce zabiło mi ze strachu i szybko spuściłam głowę, by nie wywoływać skandalu.
"Co mogę państwu podać?" – zapytałam cicho, ściskając tacę tak mocno, że żyły na moich dłoniach niemal pękały.
Kendra pokręciła głową i skrzyżowała ręce na piersi, sprawiając, że wszyscy wokół się uśmiechnęli.
Widząc, że milczy tylko po to, by wyprowadzić mnie z równowagi, zamierzałam powtórzyć pytanie, gdy nagle uderzyła mnie w twarz. Siła ciosu sprawiła, że taca wypadła mi z rąk, a kieliszki z winem roztrzaskały się na podłodze.
Patrząc na potłuczone szkło, czułam się całkowicie bezradna. Klękając, wymamrotałam jedyne słowa, jakie w tej chwili przyszły mi do głowy, podczas gdy gorące łzy spływały mi po policzkach.
"Tak bardzo przepraszam. Tak bar-bardzo przepraszam". Dławiłam się słowami, podnosząc wzrok i widząc, że uwaga wszystkich skupiona jest na mnie, ale w ich spojrzeniach nie było nic pocieszającego.
To nie była litość dla młodej dziewczyny, która najwyraźniej została uderzona, lecz irytacja faktem, że przyjęcie zostało zakłócone. Moje usta rozchyliły się, chciałam powiedzieć coś jeszcze, by rozładować napięcie, gdy dostrzegłam mordercze spojrzenie Luny.
Wiedziałam bez cienia wątpliwości, że ani to przyjęcie, ani goście nie uratują mnie przed nią, gdy postanowi się ze mną rozprawić. Naraziłam ją na ogromne straty zaledwie kilka godzin po powrocie do domu. Zagryzłam dolną wargę, nie wiedząc, co zrobić ani co powiedzieć.
Gdy próbowałam wstać z tacą pełną ostrych odłamków, ktoś kopnął mnie od tyłu. Upadłam z powrotem na zimną, twardą posadzkę, tyle że tym razem odłamki szkła rozsypały się po płytkach i wbiły w moją delikatną skórę.
Nikt nie przyszedł mi z pomocą. Trzymali się na dystans. Jakby bali się, że jeśli podejdą zbyt blisko lub choćby spojrzą z uwagą, spotka ich jakaś krzywda.
Odwróciłam się, by zobaczyć, kto to zrobił, i ku mojemu zaskoczeniu, moi najwięksi wrogowie wpatrywali się we mnie ze złością.
"J-ja przepraszam". Moje dłonie drżały, gdy powtarzałam płynące z serca przeprosiny, bez względu na to, jak silny czułam ból.
"Za co ty, do diabła, przepraszasz?! Widzieliśmy wszystko, co się stało, więc dlaczego ty przepraszasz?" – krzyknął znajomy głos.
Unosząc głowę, zobaczyłam przed sobą Zane'a, Rykera i Griffina. W ich oczach płonęła furia, a jeśli czegoś nauczyłam się lata temu, to tego, by nigdy ich nie drażnić.
Jednak coś mnie uderzyło. W tej chwili dotarło do mnie, że trzej Alfowie biorą mnie w obronę – coś, czego nigdy wcześniej nie zrobili.






