Gra w karty trwała w najlepsze, a ponieważ nikt nie zwracał na nią uwagi, Vicky odwróciła się, by odejść.
„Dokąd idziesz? Potrzebuję trochę szczęścia” – zawołał do niej Pan Cosmopolitan. Vicky odwróciła się i uśmiechnęła do niego, podchodząc do miejsca, w którym siedział. Ponownie poklepał się po kolanach, a Vicky usiadła na nich, choć najchętniej by odmówiła. Wiedziała, że mogła to zrobić. Rachel nigdy nie zmuszała ich do niczego, co sprawiało, że czuły się niekomfortowo. Ale skoro Vicky miała już usługiwać tym mężczyznom, zamierzała wyciągnąć z tego jak największy napiwek. Chyba że pozwoliliby sobie na zbyt wiele – gdyby spróbowali, gorzko by tego pożałowali. Jedyne prowadzone rozmowy dotyczyły gry w karty.
„Vicky, skrótem od czego to jest? To nie może być tak oczywiste jak Victoria” – zapytał mężczyzna siedzący po prawej stronie Pana Cosmopolitana. W scenerii baru wyglądał jak u siebie, niczym staroświecki boss mafii. Jego brązowe oczy błyszczały czymś, co Vicky zinterpretowała jako wesołość, a czarne włosy miał gładko zaczesane do tyłu.
„Kto powiedział, że to w ogóle skrót? To po prostu imię, które nadali mi rodzice” – powiedziała.
„Wiem, że tak bystra dziewczyna jak ty nie używałaby fałszywego pseudonimu, chyba że ukrywa swoje prawdziwe imię” – zachichotał. „Veronica?” – zapytał. Vicky zmarszczyła nos.
„Nie, i dzięki Bogu” – odparła, zyskując salwę śmiechu od niemal wszystkich mężczyzn. Wszystkich z wyjątkiem Vidara. Po prostu wpatrywał się w nią, kiedy akurat nie patrzył w swoje karty.
„Valerie?” – zapytał mężczyzna tkwiący mentalnie w latach pięćdziesiątych.
„Nie, to byłoby chyba jeszcze gorsze” – stwierdziła Vicky. Kiedy mężczyźni grali w karty, bez przerwy próbowali odgadnąć jej imię. Nikomu nie udało się podać prawidłowej odpowiedzi. Vidar nadal nie brał w tym udziału, ale nie spuszczał z niej wzroku, przez co denerwowała się bardziej niż Panem Cosmopolitanem. Rozegrano kolejne trzy partie i ogłoszono zwycięską drużynę; tym razem Vidar również był w zwycięskim zespole, w przeciwieństwie do Pana Cosmopolitana. Vicky wstała z jego kolan, chociaż oponował.
„Potrzebujecie panowie więcej drinków? Trochę jedzenia?” – zapytała. Zamówili kolejną kolejkę tych samych trunków, a kiedy Vicky je przyniosła, Pan Lata Pięćdziesiąte spróbował klepnąć ją w tyłek, ale chybił. Od kiedy Vicky zaczęła pracę w barze, stała się zdecydowanie zbyt sprawna w unikaniu tego typu incydentów.
„Czas porozmawiać o interesach. Zmykaj” – powiedział Vidar.
„Wróć za godzinę z kolejną kolejką drinków” – rzucił mężczyzna siedzący między Panem Cosmopolitanem a Vidarem.
„Oczywiście, proszę pana.” Vicky szybko ruszyła w stronę baru, szczęśliwa, że może odpocząć od dusznej atmosfery na zapleczu.
„Tak szybko z powrotem?” – zapytała Rachel.
„Postanowili porozmawiać o interesach, więc dostałam wolne na godzinę” – odpowiedziała jej Vicky.
„Odpocznij, póki możesz. Byli dziś niezwykle zachłanni, jeśli chodzi o twój czas” – powiedziała jej szefowa, a Vicky z wdzięcznością wzięła puszkę coli i wróciła do pokoju socjalnego. Wyjęła telefon z szafki i opadła na kanapę. Szesnaście nieodebranych połączeń z zastrzeżonego numeru. Vicky nie musiała patrzeć, by wiedzieć, kto dzwonił. Zrobiła to jednak, bo czemu by się trochę nie potorturować? „Tata” – głosił wpis; było też kilka połączeń od „Rose”. Vicky nie łudziła się, by to jej macocha próbowała się z nią skontaktować. Bardziej prawdopodobne, że ojciec zorientował się, iż go zablokowała, i próbował dzwonić z telefonu żony. Westchnęła, wyłączyła telefon i pociągnęła łyk coli. Po dziesięciu minutach stwierdziła, że nie zdoła tak po prostu otrząsnąć się z przygnębienia, w jakie wpędziły ją te telefony. Dopiekła resztę napoju i uznała, że najlepszą odskocznią będzie praca. Przez prawie godzinę pomagała Emmie obsługiwać klientów. Trafili na rzadkich turystów, którzy czasami słyszeli o barze i postanowili wpaść, by rzucić okiem. Para usiadła przy jednym ze stolików Vicky, a ona zabawiała ich rozmową, podczas gdy oni jednocześnie próbowali chłonąć atmosferę lokalu i przeglądać kartę drinków. Skończyło się na tym, że zamówili trunki, które – Vicky była tego niemal pewna – wcale im nie zasmakują. Ale poczują klimat tego miejsca, więc może było warto. Gdy przekazywała zamówienie Rachel, ta wręczyła jej tace z drinkami. Vicky zorientowała się, że to zamówienie na zaplecze. Godzina minęła. Wzięła drinki i ruszyła z powrotem, wiedząc, że Emma obsłuży również jej stoliki. Zapukała do zamkniętych drzwi i czekała, aż z drugiej strony dobiegnie ją „Wejść”.
„Przyniosłam pańskie drinki, zgodnie z zamówieniem” – powiedziała, rozdając szkło. Usłyszała jakieś gburowate „Dziękuję”. Pan Cosmopolitan spróbował wsunąć dłoń pod jej spódnicę. Vicky szybko odepchnęła jego rękę i już miała się odwrócić i zrugać go, kiedy mężczyzna siedzący obok pacnął go w tył głowy.
„Nie bądź, kurwa, prostacki, Arthur” – rzucił mężczyzna. Pan Cosmopolitan, który najwyraźniej miał na imię Arthur, spiorunował go wzrokiem.
„Przepraszam w imieniu mojego... przyjaciela” – odezwał się mężczyzna wyglądający na takiego z lat pięćdziesiątych, zaskakując Vicky.
„Dziękuję, ale nie ma takiej potrzeby” – odparła. „Mogę podać panom coś jeszcze?” – zapytała, by zmienić temat.
„Myślę, że jesteśmy gotowi na jedzenie” – stwierdził Vidar. Reszta skinęła głowami. Było jasne, że są stałymi bywalcami, ponieważ nie prosili o menu, lecz zamawiali z pamięci.
„Wrócę za jakieś dwadzieścia minut z jedzeniem” – oznajmiła Vicky i poszła przekazać zamówienie do kuchni. Rzuciła okiem na bar i uznała, że Emma sobie poradzi. Czekając, aż posiłki będą gotowe, oparła się o róg w kuchni i patrzyła, jak Clara – jej najlepsza przyjaciółka i szefowa kuchni – czyni swoje czary. Clara była powodem, dla którego Vicky w ogóle zaczęła tu pracować. Najpierw przekonała Vicky, by dała temu miejscu szansę, a potem przekonała Rachel, że bar upadnie, jeśli Vicky nie będzie w nim pracować.
„Ciężki wieczór?” – zapytała Clara.
„Niezupełnie, po prostu jakoś dziwnie się czuję” – odpowiedziała Vicky.
„Możemy ci w czymś pomóc?” – zapytał Nolan. Nolan był pomocnikiem Clary. Robił wszystko i cokolwiek, czego od niego wymagała. To był jego sposób na próbę postawienia stopy w branży restauracyjnej bez kończenia szkoły gastronomicznej. Był uroczym chłopakiem i Vicky wiedziała, że czuje do niej miętę. Ale był dla niej zbyt młody i zbyt niedoświadczony. Clara spojrzała na Vicky i przewróciła oczami na komentarz Nolana.
„Nie, w porządku. Ale dziękuję, Nolan” – powiedziała mu Vicky.
„Daj mi tylko znać, jeśli czegoś będziesz potrzebować” – stwierdził.
„Co tam u Zoe?” – Vicky zapytała przyjaciółkę. Zoe była dziewczyną Clary, z którą ta nieustannie się schodziła i rozchodziła. Clara zmarszczyła brwi.
„W tym momencie się do mnie nie odzywa” – powiedziała Clara, zaczynając wykładać jedzenie na talerze.
„O co poszło tym razem?” – zapytała Vicky.
„Wciąż to samo. Znowu jest przekonana, że mam z tobą romans.”
„Przykro mi. Chcesz, żebym usunęła się w cień, żebyście mogły to wyjaśnić?” – zaoferowała Vicky.
„Nie ma mowy, dziewczyno. Jeśli ona nie widzi, że jesteśmy tylko przyjaciółkami i to od czasu, gdy obie srałyśmy w pieluchy, to jej problem. Nie mój, a już na pewno nie twój” – stwierdziła Clara. „Proszę bardzo, czy Nolan ma ci pomóc zanieść to wszystko?” – zapytała Clara, kończąc dekorować talerze.
„Tak, poproszę, jeśli nie masz nic przeciwko, Nolan?” – powiedziała Vicky.
„Wcale nie. Wezmę dużą tacę” – odparł.
„Szpaner” – dokuczyła mu Clara i puściła oko do Vicky.
„Dzięki, Nolan” – rzuciła Vicky i podniosła drugą tacę. Podeszli do pokoju na zapleczu, gdzie ponownie zapukała do drzwi i otrzymała pozwolenie na wejście. „Mam pańskie jedzenie, dżentelmeni” – oznajmiła wchodząc, a Nolan podążył za nią.
„Umieram z głodu. Czekałem na tego burgera z chili od kilku dni” – powiedział mężczyzna z lat pięćdziesiątych. Zatarł ręce, gdy Vicky postawiła przed nim zamówienie.
„Jesteśmy otwarci przez cały tydzień, gdyby pana głód stał się zbyt dotkliwy” – odpowiedziała Vicky z uśmiechem.
„Nie mów mu tego. Oscar nigdy stąd nie wyjdzie, jeśli zorientuje się, że może jeść burgera z chili każdego dnia” – zażartował staroświecki dżentelmen.
„Zatkałbyś się wreszcie, Julian” – odparł Oscar, po czym rzucił się na burgera z chili.
„A kim jest twój uroczy pomocnik?” – zapytał Julian, gdy Vicky skończyła rozdawać dania ze swojej tacy i zaczęła przejmować talerze od Nolana.
„To Nolan. Jest naszym asystentem szefa kuchni. Potrzebowałam trochę siły fizycznej, więc wypożyczyłam jego” – wyjaśniła Vicky.
„Witaj, Nolan, domyślam się, że znasz naszą uroczą Vicky?” – zapytał Julian, skupiając się na Nolanie. Vicky zauważyła, jak Nolan oblewa się rumieńcem pod jego intensywnym spojrzeniem, i ledwo powstrzymała chichot.
„Z-zgadza się” – zająknął się Nolan, gdy Vicky stawiała talerz przed Vidarem. On zaś ją obserwował.
„Więc może nam pomożesz. Próbujemy zgadnąć prawdziwe imię Vicky, ale jak na razie bezskutecznie. Znasz jej prawdziwe imię?” – dopytywał Julian, wciąż wpatrzony w Nolana.
„Nie, przepraszam” – odpowiedział Nolan.
„Szkoda” – westchnął Julian i przeniósł uwagę na jedzenie. Vicky postawiła ostatni talerz.
„Pozwolimy wam zjeść w spokoju. Potrzebujecie czegoś jeszcze?” – zapytała Vicky.
„Nie, dziękuję, laleczko” – powiedział Oscar. Vicky ze zdziwieniem odkryła, że tym razem to przezwisko wcale jej nie uraziło.
„Zajrzę do was za jakiś czas. Gdybyście potrzebowali mnie wcześniej, po prostu użyjcie przycisku” – poinstruowała, wskazując na przycisk w ścianie przypominający dzwonek do drzwi. Uruchamiał on brzęczyk za barem. Skinęli głowami, po czym Vicky i Nolan opuścili pokój. „Dzięki za pomoc, Nolan” – powiedziała Vicky, gdy się rozdzielali; on ruszył do kuchni, a ona w stronę baru.
„Cała przyjemność po mojej stronie, Vicky.”






