Vicky cieszyła się wolnym dniem; spędziła go przed komputerem. Clara przypomniała jej, że na planecie istnieją inni ludzie i fajnie byłoby spotkać się z nimi twarzą w twarz. Vicky przyjęła to ze spokojem. Jutro też miała wolne i zamierzała zjeść kolację z bratem i jego rodziną. To zaliczało się do socjalizowania się w prawdziwym życiu. Nie wspominając już o tym, że w pracy miała aż nadto do czynienia z ludźmi z krwi i kości. Ku uldze Vicky, telefony od ojca ustały. Ponieważ nie w jego stylu było tak łatwo się poddawać, Vicky zadzwoniła do brata, aby upewnić się, że nie planuje żadnego pojednania w trakcie kolacji. Carter obiecał, że nigdy by jej tego nie zrobił, i dodał, że nie postawiłby swoich synów w środku takiej konfrontacji. Uwierzyła mu i cieszyła się na to spotkanie. Po spędzeniu większości dnia przed monitorem, stwierdziła, że jeden ekran należałoby zamienić na inny. Zamówiła pizzę i zaczęła przeglądać listę filmów, by sprawdzić, na co ma ochotę. Jej telefon zadzwonił; odebrała, nie patrząc nawet, kto to.
„Słucham” – powiedziała.
„Cześć, Vicky” – odezwała się Rachel.
„Cześć, szefowo, wszystko w porządku?” – zapytała Vicky, wiedząc, że przełożona dzwoni tylko wtedy, gdy czegoś potrzebuje.
„Wiem, że jutro miałaś mieć wolne, ale czy jest jakakolwiek szansa, żebyś wpadła do pracy? W zamian dam ci wolny piątek” – oznajmiła Rachel.
„Na którą byś mnie potrzebowała? Jem kolację z bratem i jego rodziną, ale mogłabym przyjść do pracy, kiedy skończymy” – powiedziała Vicky.
„Och, jesteś aniołem. Po prostu przyjdź, kiedy będziesz mogła. Damy sobie do tego czasu radę” – powiedziała jej Rachel.
„Mam nadzieję, że nikt nie jest chory. Mogłabym obejść się bez łapania przeziębienia” – rzuciła Vicky.
„Nie, nikt nie jest chory. Czwartkowy Klub zażyczył sobie, żebyś ich obsługiwała. Wyraźnie cię polubili. Nigdy wcześniej nie prosili o konkretną kelnerkę.” Vicky nie wiedziała, co o tym myśleć, ale musiała przyznać, że napiwek był niesamowity, a ci faceci wcale nie byli tacy źli.
„Świetnie. Potraktuję to jako komplement. Postaram się być tam jutro jak najwcześniej.”
„Nie przejmuj się, ciesz się czasem z rodziną” – uspokoiła ją Rachel.
Gdy następnego dnia Vicky dotarła do domu swojego brata, drzwi otworzył jej Sebastian.
„Cześć” – powiedziała ze zdziwieniem.
„Cześć, Vicky. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że dołączyłem do waszej rodzinnej kolacji. Carter mnie zaprosił, bo minęło trochę czasu, odkąd mieliśmy okazję wspólnie posiedzieć” – powiedział Sebastian, wpuszczając ją do środka.
„Nie, absolutnie nie, Sebastianie. Jesteś rodziną” – odparła. „Gdzie ukrywa się ten mój brat?”
„Obydwaj bliźniacy mieli... ech... wypadki z pieluchami. Zostawiłem rodzicom rozprawienie się z tym i w zamian zgłosiłem się na ochotnika do pilnowania grilla oraz obsługiwania drzwi” – wyjaśnił Sebastian. Vicky się roześmiała.
„Zrobiłabym to samo” – przyznała. „Więc jak tam życie wielkiego detektywa?” – zapytała, gdy wyszli na taras na tyłach domu, z którego roztaczał się widok na bardzo przyjazny dzieciom ogród.
„Nie różni się zbytnio od bycia w patrolu” – rzucił.
„Akurat, przemawia przez ciebie skromność. Zostałeś detektywem nie bez powodu, domyślam się, że chcieli zrobić użytek z twoich umiejętności” – powiedziała, szturchając go łokciem.
„Tak, jest całkiem niesamowicie” – przyznał z szerokim uśmiechem. „I dziękuję za pomoc przy mojej pierwszej sprawie. Wiem, że już to mówiłem, ale naprawdę to doceniam i podeślę ci więcej takich zleceń, kiedy tylko będę mógł.”
„Nie ma problemu. To była frajda. I dziękuję, fajnie jest od czasu do czasu popracować z tym, co się uwielbia” – powiedziała mu.
„Kto wie? Jeśli wciągniemy cię jako stałą konsultantkę, może nawet uda ci się rzucić pracę w tamtym barze.”
„Z chęcią przyjmę każde zlecenie od wydziału policji. Ale powiedzmy sobie szczerze, nigdy nie będą w stanie zapłacić mi choćby ułamka tego, co zarabiam w »Czerwonej Damie«” – powiedziała mu.
„Pieniądze to nie wszystko, Vicky. To nie jest bezpieczne miejsce do pracy” – zaznaczył.
„Teraz brzmisz jak mój brat” – zauważyła.
„Kto brzmi jak ja? Gdzie znajdę tego geniusza pośród mężczyzn?” – rzucił jej brat, nadchodząc z chłopcem na każdym z ramion. Wyglądali, jakby właśnie wyciągnięto ich z kąpieli.
„Oto moi ulubieni bratankowie!” – wykrzyknęła Vicky, pędząc, by się przywitać. Liam należał do tych towarzyskich i przytuliłby się do każdego, kto mu to zaproponował. Aiden był bardziej nieśmiały. Wolał trzymać się blisko swoich tatusiów. Jego jedynym wyjątkiem była Vicky, której jakimś cudem udało się go do siebie przekonać. Gdy tylko ją zobaczył, zaczął wiercić się w ramionach taty i wyciągać do niej rączki.
„Nie wiem, czym go przekupiłaś, ale proszę, weź tę szaloną małpkę” – roześmiał się jej brat. Vicky z radością spełniła prośbę i posadziła Aidena na biodrze. Chłopiec przytulił się do niej mocno, a ona cieszyła się z tych uścisków równie mocno jak on.
„Cześć, Vicky” – zawołał Blake, dołączając do nich. Uściskał ją, na ile tylko mógł. „Niedługo tej małej małpce zajęło, żeby się do ciebie przykleić” – dodał.
„Aiden to moja bratnia dusza” – oświadczyła Vicky.
„O czym wy dwoje rozmawialiście, zanim wam przerwałem?” – zapytał Carter.
„Próbowałem przekonać Vicky, żeby rzuciła pracę w tym barze” – wyjaśnił Sebastian.
„A ja mówiłam Sebastianowi, że tego nie zrobię. Płacą zbyt dobrze, a sama praca nawet mi się podoba. Godziny mi odpowiadają” – powiedziała do nich.
„Dajcie jej spokój. Wie, co robi” – wtrącił Blake, obracając burgery.
„Dziękuję, jesteś moim ulubionym bratem” – powiedziała mu, całując go w policzek.
„Hej, hej. To ja jestem twoim ulubionym bratem i przestań mi się tu obściskiwać z moim facetem” – obruszył się jej brat, podchodząc, by obdarzyć męża porządnym pocałunkiem. Ku uldze Vicky temat rozmowy uległ zmianie. Usiedli do posiłku, a bliźniacy podzielili się zdekonstruowanym hamburgerem. Większość i tak wylądowała na ziemi albo w ich włosach. Na deser Blake zaserwował sernik, co tylko utwierdziło Vicky w przekonaniu, że jest jej ulubionym bratem.
„Będę musiała uciekać” – rzuciła w końcu Vicky, gdy tylko skończyła swoją drugą porcję sernika.
„Tak wcześnie? Myślałem, że pomożesz nam położyć dzieciaki spać, a potem wyciągniemy wino i piwo, żeby pociągnąć jakieś dorosłe rozmowy” – zaproponował Carter.
„Przepraszam, potrzebują mnie dzisiaj w pracy. Ale skorzystam z tej propozycji innym razem. Bawiłam się świetnie, jak zawsze” – zapewniła ich.
„Mogę cię podrzucić” – zaoferował Sebastian. Vicky nie widziała innej możliwości wyjścia z sytuacji.
„Dzięki” – powiedziała. Pożegnała się z bratem, Blakem i bliźniakami, po czym posłała uśmiech Sebastianowi, gdy ten otworzył przed nią drzwi samochodu.
„Wiem, że to nie moja rola mówić ci, gdzie możesz, a gdzie nie możesz pracować” – odezwał się, gdy przejechali już dłuższą chwilę.
„W porządku, Sebastianie. Wiem, że robisz to, bo się troszczysz. To urocze z twojej strony. Ale jestem już dorosła, potrafię o siebie zadbać” – oznajmiła mu. Rzucił jej przelotne spojrzenie.
„Nie jestem ślepy, Vicky. Wiem, że jesteś już dorosła” – powiedział. Sposób, w jaki to wypowiedział, poruszył coś głęboko w jej żołądku. Nie wiedziała, czy była to zasługa owego spojrzenia z ukosa, czy może sposobu, w jaki położył nacisk na słowo „już”. Ale nie zabrzmiało to jak niewinna uwaga. „Wiesz, niektórzy klienci baru, w którym pracujesz, znajdują się pod lupą mojego wydziału. Po prostu nie chciałbym przeczytać twojego nazwiska w którymś z raportów” – powiedział. „Weźmy takiego Vidara Grimsa. Od lat próbujemy go złapać, ale ilekroć próbujemy go aresztować, jego ręce są czyste jak łza” – prychnął Sebastian. Vicky lekko zesztywniała. Lepiej mu nie mówić, że Vidar odwiózł ją pewnego wieczoru do domu, pomyślała.
„Doceniam, że mi o tym mówisz. Ale to tylko klienci. Przychodzą, podaję im drinki i jedzenie, zostawiają pieniądze i wychodzą. Tylko do tego sprowadzają się moje relacje z nimi. Czasami się uśmiechnę i powiem im coś miłego, to wszystko” – zapewniła go. Westchnął i skinął głową. Byli już prawie przy barze. Sebastian podjechał na tyle blisko, by móc widzieć wejście, po czym zwrócił się ku niej.
„Zadzwoń do mnie, kiedy skończysz pracę, to po ciebie przyjadę” – oznajmił.
„Sebastian, to będzie dopiero późną nocą, a właściwie nad ranem, w zależności od tego, czy Rachel będzie potrzebowała pomocy przy liczeniu pieniędzy. Pojadę autobusem” – powiedziała.
„W porządku. W takim razie pozwól, że zabiorę cię na kolację, kiedy będziesz miała następny wolny wieczór.”
„Kolację w sensie…?”
„Randkę, zapraszam cię na randkę, Vicky. I zanim cokolwiek powiesz, dostałem już zielone światło od Cartera” – wyjaśnił z uśmiechem igrającym na ustach. Vicky nie wiedziała, co myśleć, ani jak zareagować. To był Sebastian, jej licealna miłość, najlepszy przyjaciel jej brata i przepiękny męski okaz.
„Zgoda” – powiedziała. „Masz jutro czas?” Roześmiał się.
„Nie tracisz czasu, prawda?” Wzruszyła ramionami.
„Jutro mam wolne w zamian za to, że pracuję dzisiaj. Jeśli będziesz zajęty, mam wolną przyszłą sobotę” – poinformowała go.
„Nie, nie. Nie chcę, żebyś mi stchórzyła. Odbiorę cię jutro o szóstej” – zapewnił. Pożegnali się i Vicky popędziła do środka.
„Idealne wyczucie czasu. Właśnie się zjawili” – powiedziała Rachel na widok Vicky. Vicky przebrała się w rekordowym tempie, upewniła się, że ma przy sobie wszystko, czego potrzebuje, i ruszyła w stronę zaplecza.






