languageJęzyk

4

Autor: Sienna Chase13 maj 2026

Vidar próbował skupić się na raporcie na swoim tablecie, ale jego umysł odmawiał posłuszeństwa. W samochodzie wciąż unosił się jej zapach. 

„Była urocza, proszę pana” – rzucił Alfred, jego szofer. 

„Słucham?” – zapytał Vidar, udając, że nie wie, o czym mówi kierowca.

„Ta młoda dama, której pan zaoferował podwózkę, proszę pana” – wyjaśnił Alfred. 

„Jest późno, a okolice »Czerwonej Damy« nie należą do najbezpieczniejszych” – stwierdził Vidar.

„Nie pytałem, proszę pana. To nie moja sprawa. Ja po prostu prowadzę samochód”. Po prostu prowadzi samochód, akurat, pomyślał Vidar. Alfred był najlepszym kierowcą na rynku i tylko dlatego Vidar znosił jego potrzebę plotkowania i wtykania nosa w nie swoje sprawy. Zbyt często zresztą w życie prywatne Vidara. To oraz fakt, że Alfred był lojalny aż do przesady. Ale miał rację. Alfred o nic nie pytał, więc Vidar nie wiedział, dlaczego poczuł potrzebę tłumaczenia się ze swojej decyzji. Nie żeby propozycja podwiezienia kelnerki była w ogóle świadoma. Nic, co do tego doprowadziło, nie było częścią jego planów na ten wieczór. Po prostu zobaczył, jak siedzi na przystanku i poprosił Alfreda, by zjechał na pobocze, zanim w ogóle dotarło do niego, co powiedział. Nadal nie wiedział, dlaczego to zrobił. Jasne, była jedną z najlepszych kelnerek, jakie kiedykolwiek obsługiwały ich podczas czwartkowych spotkań. Miała naturalną zdolność akceptowania prostackich żartów i szowinizmu, które zdawały się kwitnąć, gdy tylko zbierali się w jednym miejscu. Miała jednak przy tym wyraźne granice, których nie wahała się egzekwować. Podobało mu się, kiedy siedziała na jego kolanach. Była miękka i zaokrąglona we wszystkich właściwych miejscach. Podobało mu się to aż za bardzo, co stało się jasne, gdy Arthur przywołał ją do siebie. Instynkt podpowiadał Vidarowi, by się sprzeciwić, by zatrzymać ją na swoich kolanach. To był wyraźny sygnał ostrzegawczy i upewnił się, że zeszła z nich jak najszybciej, a potem zadbał o to, by trzymała się z daleka przez resztę wieczoru. Proponowanie jej podwiezienia do domu absolutnie nie było „trzymaniem jej z daleka”. Wziął głęboki oddech i znów poczuł jej zapach. Swoje zachowanie z tego wieczoru wolał przypisać faktowi, że od dłuższego czasu nie miał kobiety – ani też mężczyzny. Może organizm podpowiadał mu, że czas ulec odrobinie rozpusty. Ale nie z kelnerką. Cały instynkt podpowiadał mu, że skończyłoby się to fatalnie. Na szczęście w mieście było pod dostatkiem chętnych osób.

Ku nieustannej irytacji Vidara myśli o kelnerce wcale nie chciały zniknąć. Nieważne, jakimi zajęciami próbował się rozproszyć w miarę upływu dni. Nie wyszła mu z głowy nawet wtedy, gdy Simon, szef jego działu IT, poinformował go o problemie z systemem informatycznym firmy. Simon podjął bohaterski wysiłek, by wyjaśnić Vidarowi, jak odkrył, że z ich systemem dzieje się coś niedobrego. Ale to było dla niego zbyt wiele technologicznego bełkotu, by w pełni to pojąć. 

„Wytłumacz mi to, kurwa, jak pięciolatkowi” – w końcu nie wytrzymał.

„Okej, panie Grims. Nasz system IT jest stworzony do przesyłania informacji w obie strony w obrębie całej firmy. Pomyśl o tym jak o tych starych rurach poczty pneumatycznej, gdzie wkładano wiadomość do kapsuły, wrzucano do rury i śmigało to do innego biura” – zaczął Simon. Vidar był bliski przewrócenia oczami, ale przecież sam o to prosił. „Więc jeśli chcę wysłać do ciebie wiadomość w takiej rurze, gromadzę informacje i wkładam je do kapsuły. Potem muszę ją oznaczyć: dokąd i do kogo chcę ją wysłać. Na potrzeby naszego przykładu powiedzmy, że używamy drukarki, drukujemy etykietę i przyklejamy do niej. Potem ją wysyłam i ląduje u ciebie. Zgadza się?”

„Zgadza się” – przytaknął Vidar. Jak dotąd potrafił za tym nadążyć.

„Świetnie. Czasami lubię wysłać informacje do samego siebie; w ten sposób wiem, gdzie ich szukać, gdy będą mi potrzebne. Pewnego dnia wysłałem taką kapsułę do siebie. Zauważyłem jednak, że zajęło to odrobinę więcej czasu niż zwykle. Powiedzmy, że kapsule powrót na moje biurko zajmuje zazwyczaj dziesięć sekund. Tym razem zajęło to piętnaście. Różnica jest niewielka, ale wystarczająca, by mnie zaintrygować. Martwiłem się, że serwery... przepraszam, nie serwery, rury stają się stare. Może wymagały naprawy. Więc zacząłem śledzić wysyłane wiadomości. I to, co odkryłem, to fakt, że średnio co tysięczna wiadomość jest opóźniona. Nie potrafię znaleźć wspólnej przyczyny tego opóźnienia. Nie wszystkie przechodzą przez konkretną rurę, nie wszystkie jadące w tę samą stronę mają opóźnienie i tak dalej” – kontynuował Simon. 

„Okej, więc czy potrzebujemy nowych... rur?” – zapytał Vidar.

„Nie sądzę. Myślę, że jest gorzej. Uważam, że ktoś przejmuje kapsuły. Zagląda do środka i wysyła je dalej” – stwierdził Simon.

„W pięć sekund?” – dopytywał Vidar. 

„Cóż, nie. W rzeczywistości dzieje się to znacznie szybciej i odbywa się cyfrowo” – odpowiedział mu Simon. Vidar skinął głową.

„Kto za to odpowiada?” – zapytał. Z łatwością mógłby wymienić co najmniej dwadzieścia osób lub organizacji zainteresowanych jego danymi. Część z nich stanowiłaby zaledwie drobną niedogodność, inni rozpętaliby istną gównoburzę.

„W tym sęk. Nie mogę znaleźć żadnych dowodów na to, że to się faktycznie dzieje. To tylko niewielkie opóźnienie, a mój instynkt podpowiada mi, że to najbardziej racjonalne wytłumaczenie. Próbowałem zlokalizować włamanie, ale po prostu nie potrafię” – wyznał mężczyzna. Vidar zmarszczył brwi. Skoro Simon przyznawał, że nie wie, sprawy miały się źle. 

„Czego potrzebujesz, żeby to znaleźć?” 

„Potrzebuję kogoś z doświadczeniem w hakowaniu, najlepiej z dobrym zrozumieniem budowy systemów biznesowych i bezpieczeństwa IT” – wyjaśnił Simon. 

„Znajdę kogoś. W międzyczasie kontynuuj swoje śledztwo” – nakazał mu Vidar. Odprawił Simona i zaczął się zastanawiać, kogo ze swoich znajomych mógłby zaangażować, by załatwić mu eksperta do spraw IT. Jego telefon zadzwonił, a on spojrzał na wyświetlacz. „Tak, Malik, w czym mogę pomóc?” – zapytał drugiego z członków Czwartkowego Klubu.

„Vidar, Julian i ja rozmawialiśmy i pomyśleliśmy, że byłoby miło poprosić Rachel, żeby na jutro załatwiła nam tę samą kelnerkę co w zeszłym tygodniu. Wykonałem kilka telefonów i wszyscy się zgadzają. Co ty na to?” – zapytał Malik. Ku*wa, pomyślał Vidar. Nigdy się jej nie pozbędzie.

„W porządku, nie obchodzi mnie, która spódniczka nas obsługuje. Zgaduję, że była w miarę kompetentna” – rzucił.

„Co ci wlazło w tyłek i zdechło?” – zapytał Malik ze szczerym śmiechem. 

„Spierdalaj” – uciął Vidar, wywołując kolejną falę śmiechu.

„Wiesz przecież, kim ona jest?” – zapytał Malik.

„Wiem.”

„Więc powinieneś rozumieć, dlaczego to robimy.”

„Wiem, wiem. Po prostu to załatw i przestań zawracać mi tym głowę” – warknął Vidar.

„Dobra, pozwolę ci kontynuować cokolwiek, co wpędziło cię w tak paskudny nastrój. Zadzwonię do Rachel i wszystko załatwię. Do zobaczenia jutro. Postaraj się wpaść w lepszym humorze” – powiedział Malik i się rozłączył. Świetnie, pomyślał Vidar. Po prostu spędzi ten wieczór na ignorowaniu jej, tak jak ostatnim razem.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: 4 - Naznaczona przez Władcę Krwi | StoriesNook