languageJęzyk

Rozdział czwarty

Autor: Aeliana Moreau 14 cze 2026

~ Perspektywa Maeve ~

„Co?!”

To słowo wyleciało z moich ust, zanim zdążyłam je powstrzymać, w momencie gdy odzyskałam mowę. Zerwałam się na równe nogi tak gwałtownie, że krzesło przewróciło się z głośnym hukiem. Serce waliło mi w piersi, a każde uderzenie było głośniejsze od poprzedniego, gdy próbowałam pojąć to, co właśnie powiedział Alfa Vander.

Co za tupet – absolutny tupet tego człowieka.

„Jak śmiesz?” Mój głos drżał, a gniew niemal mnie dławił. „Czy myślisz, że jestem jakąś tanią kobietą tylko dlatego, że…”

Słowa uwięzły mi w gardle i nie zdołałam dokończyć zdania. Odwróciłam się od niego, zaciskając pięści wzdłuż boków. „Powinnam była wiedzieć… Wszyscy jesteście tacy sami”. Mój głos się łamał, ale zmusiłam się do mówienia. „Dzięki za uratowanie mnie przed Calebem, ale ja stąd wychodzę”.

Zaczęłam odchodzić, gdy nagle jego głos przeciął pokój niczym ostrze, spokojny, lecz podszyty nutą irytacji. „Maeve”.

Zatrzymałam się, a dźwięk mojego imienia zawisł w powietrzu. Nie chodziło tylko o to, jak je wymówił – chodziło o sposób, w jaki przeniknęło do moich kości, władczo, zmuszając mnie do zastygnięcia w miejscu. Nie podniósł głosu, nie krzyczał, a jednak autorytet w jego tonie był niezaprzeczalny.

„Odwróć się i usiądź”.

Nie poruszyłam się.

Nie ufałam sobie na tyle, by choćby na niego spojrzeć. Wtedy powiedział to ponownie, tym razem tonem, który wywołał dreszcze na moim kręgosłupie. „Maeve. Odwróć się, podnieś krzesło i usiądź”.

Moje ciało zareagowało szybciej niż umysł. Zorientowałam się, że obracam się, schylam, by podnieść krzesło i siadam z powrotem, jakby jego słowa były zaklęciem, którego nie potrafiłam przełamać. Serce wciąż mi waliło, policzki piekły, ale zmusiłam się, by na niego spojrzeć.

Jego oczy były utkwione we mnie, z mieszanką znudzenia i czegoś jeszcze, czego nie potrafiłam nazwać. Wypuścił cicho powietrze, a wyraz jego twarzy ledwo się zmienił. „Ostatnie kilka godzin sprawiło, że uwierzyłem, iż jesteś mądrą kobietą” – powiedział niemal niedbale. „Byłbym wdzięczny, gdybyś nie zmieniała tego postrzegania”.

Jego słowa zabolały bardziej, niż powinny, więc odwróciłam wzrok, niezdolna znieść intensywności jego spojrzenia.

Co u licha się tutaj działo?

Dlaczego sprawiał, że czułam się w ten sposób, jakby każda moja emocja była na granicy wybuchu?

„Nie proszę cię, żebyś była moją kochanką” – kontynuował równym głosem, niewzruszony chaosem, który właśnie wywołał w mojej głowie. „I z całą pewnością nie mam zamiaru z tobą sypiać”.

Gwałtownie podniosłam głowę, czując, jak całe moje ciało oblewa fala gorąca przez bezpośredniość jego słów. Pokój wydawał się zbyt mały, powietrze zbyt gęste, a ja walczyłam o opanowanie oddechu.

„Więc po co ta propozycja?” – wypaliłam, nienawidząc tego, jak desperacko i zdezorientowanie brzmiał mój głos. Nie było możliwości, by ten człowiek mówił takie rzeczy i nie oczekiwał reakcji.

Jego wzrok nie drgnął ani razu. „Z dwóch powodów” – westchnął, jakby omawiał najbardziej przyziemny temat pod słońcem. „Po pierwsze, to zdejmie mi z karku wysokich rangą członków watahy, którzy suszą mi głowę o znalezienie partnerki”. Jego oczy lekko się zwęziły, a ja poczułam ciężar jego spojrzenia. „Po drugie, będę potrzebował twojej wiedzy medycznej do pewnej sprawy”.

Czekałam, aż będzie kontynuował, ale milczał. Cisza między nami stała się ciężka i duszna. Mój umysł pracował na pełnych obrotach, próbując wywnioskować, czego mi nie mówi.

Dlaczego potrzebował akurat mojej wiedzy medycznej?

I wtedy przerwał ciszę jednym, druzgoczącym stwierdzeniem. „Mam problem z erekcją. Nie staje mi”.

Otworzyłam usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Byłam zbyt oszołomiona, zbyt zszokowana, by sformułować jakąkolwiek spójną myśl. Powiedział to tak swobodnie, jakby mówił o pogodzie, bez cienia zażenowania.

Chciałam coś powiedzieć, kiedy znów przemówił: „Wiedźma powiedziała, że to powiązane z klątwą, ale ja nie wierzę w te bzdury”. Przerwał na chwilę, obserwując mnie. „Wiem, że da się to naprawić i dlatego tu jesteś, Maeve. Potrzebuję, żebyś mnie leczyła”.

Moje policzki zapłonęły, serce zamarło na ułamek sekundy. Przez moment mogłam tylko siedzieć i gapić się na niego z niedowierzaniem. W głowie mi się kręciło – nie wiedziałam, czy mam się śmiać z absurdalności tej sytuacji, czy zapaść się pod ziemię ze wstydu.

Nagle wstał, a moje oczy, niemal wbrew mojej woli, powędrowały w dół jego spodni – konkretnie w tamto miejsce. Natychmiast tego pożałowałam, gdy zobaczyłam nikły cień uśmiechu na jego ustach. Przyłapał mnie na gapieniu się. Skuliłam się, a moja twarz płonęła z zażenowania.

„Ja… ja nie chciałam…” – zaczęłam się jąkać, plącząc się w słowach.

Co było ze mną nie tak? Powinnam być do tego przyzwyczajona przy moim zawodzie.

Dlaczego więc brakowało mi tchu?

„Maeve” – westchnął cicho, tak cicho, że zmusiło mnie to do ponownego spojrzenia mu w oczy. Jego głos był jak pieszczota, łagodny, ale władczy. „Nie ma potrzeby czuć zażenowania, ponieważ ja go nie czuję”.

Odwrócił się i podszedł do okna w swoim gabinecie z opanowaniem, które wydawało się niemal nierealne, biorąc pod uwagę rozmowę, którą toczyliśmy. Nie mogłam oderwać od niego wzroku – od sposobu, w jaki się poruszał, od pewności siebie w każdym kroku.

Nie musiał nic mówić, by zapanować nad otoczeniem; po prostu to robił.

Kontynuował, wciąż tyłem do mnie, bez śladu skrępowania w głosie. „Wiem, że proszę o wiele. Rozumiem, że uznasz tę sytuację za… niezręczną, ale nie zamierzam nie dać ci niczego w zamian”.

Odwrócił się do mnie i przysięgam, że moje płuca przestały pracować. Chwilę temu oddychałam normalnie, a teraz miałam wrażenie, że powietrze jest zbyt gęste, zbyt ciężkie. Patrzył na mnie tym wzrokiem, który sprawiał, że czułam, jakby widział mnie na wylot, przebijając się przez wszystkie mury, które próbowałam wznieść.

„Gdybyś przejrzała kontrakt zamiast wyciągać pochopne wnioski, zobaczyłabyś, że to tylko na rok. Po tym czasie dam ci wystarczająco dużo pieniędzy, byś mogła zacząć od nowa w dowolnym miejscu na świecie, jakie wybierzesz”.

Potrzebowałam chwili, by te słowa do mnie dotarły.

W dowolnym miejscu na świecie.

Mogłabym być sobą, robić to, co chcę. Koniec z udawaniem, koniec z byciem „idealną Maeve”.

„Więc byłabym twoją Luną… tylko na pokaz?” Mój głos drżał, gdy dodałam: „I mam leczyć twoje…”

„Zaburzenia erekcji” – dokończył za mnie, a kąciki jego ust wykrzywiły się w tym samym uwodzicielskim uśmiechu, od którego moja twarz zapłonęła jeszcze mocniej. Nie wstydził się ani trochę. Żałowałam, że nie mogę powiedzieć tego samego o sobie.

„A co, jeśli to nie zadziała?” – szepnęłam.

Podszedł do mnie, zachowując wyraźny dystans. Wciąż siedziałam, a różnica wzrostu sprawiała, że jego obecność była przytłaczająca, całkowicie mnie osaczając. Moja skóra mrowiła dziwnym, przyjemnym ciepłem, i właśnie gdy myślałam, że już dłużej tego nie zniosę, cofnął się.

Uśmiech wciąż tam był, a ja czułam niechęć do efektu, jaki na mnie wywierał. „Cóż, nigdy się nie dowiemy, jeśli nie spróbujemy”.

„A jeśli odmówię?” – zapytałam, próbując brzmieć wyzywająco, ale mój głos zadrżał.

Nie odpowiedział, tylko wpatrywał się we mnie z nagłym, beznamiętnym wyrazem twarzy, który nic nie zdradzał. Cisza przeciągała się, ciężka i napięta, aż w końcu nie wytrzymałam.

„Więc to będzie tylko transakcja?” – westchnęłam w końcu, a słowa wyrwały się ze mnie potokiem.

Jego uśmiech powrócił, po czym przeszedł w drwiący uśmieszek. „Między nami nie będzie miłości, Maeve”.

Sposób, w jaki wypowiedział moje imię, wywołał we mnie wstrząs, jakby prawdziwy ogień przepłynął przez moje żyły. Przełknęłam ciężko, starając się zachować spokój.

„Tylko na rok” – powiedziałam bardziej do siebie niż do niego.

Coś błysnęło w jego oczach, ale zniknęło, zanim zdążyłam zrozumieć, co to było. Skinął głową raz, prostym, ostatecznym gestem.

Skupiłam uwagę na dokumencie, który wcześniej upadł na podłogę. Moje ręce drżały, gdy go podnosiłam, a myśli gnały jak szalone.

Wiedziałam, że powinnam go przeczytać, ale coś mi mówiło, że Vander Vesperwood nie marnuje czasu na kłamstwa. Nie musiał. Z głębokim oddechem chwyciłam pióro leżące na stole, które wyglądało, jakby pojawiło się tam magicznie.

Z ostatnim spojrzeniem w parę szarych oczu, o których podświadomie wiedziałam, że staną się moją zgubą, podpisałam kontrakt.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział czwarty - Sekretne lekarstwo Króla Alfy | StoriesNook