languageJęzyk

Rozdział 1

Autor: milktea12 cze 2026

Każda dziewczyna marzy o swoim balu maturalnym, a ja nie byłam wyjątkiem. Razem z przyjaciółkami przygotowywałyśmy się do zakupów sukienek, ale moi rodzice nie potrafili zrozumieć, jak ważne było dla mnie to wydarzenie. Uważali, że powinnam powstrzymać się od wszystkiego, co mogłoby wpłynąć na mój wizerunek i przynieść negatywną uwagę naszemu nazwisku.

Najwyraźniej bycie córką bety wiązało się ze smyczą, która ograniczała dobrą zabawę. Oczywiście wykorzystywałam każdą okazję, by cieszyć się życiem i czerpać z niego pełnymi garściami. Mama mawiała, że przypominam jej ją samą z czasów, zanim znalazła swojego partnera, i miała tendencję do dawania mi pewnej swobody, ale tata był wielkim służbistą, jeśli chodzi o zasady. Moja mama, Valerie, miała 167 cm wzrostu, wysportowaną sylwetkę i jasnobrązowe włosy sięgające do klatki piersiowej. Była wojowniczką w naszym stadzie i uczyła mnie walczyć, odkąd skończyłam pięć lat. Mój tata, Gideon, miał dwa metry wzrostu i budowę zawodnika futbolu amerykańskiego – mógłby wyciskać samochód na ławeczce. Był wytatuowany od stóp do głów i miał gładko zaczesane czarne włosy. Nigdy mi nie odpuszczał i był zawiedziony, że nie urodziłam się chłopcem, co jednak nie powstrzymało go przed wychowaniem mnie na jednego z nich. Brałam udział we wszystkich zawodach na równi z chłopakami, choć jeszcze nie udało mi się go pokonać. Uważał, że jestem równie dobra jak oni i powinnam przejąć stanowisko bety, gdy przejdzie na emeryturę – o ile się ogarnę i przestanę przyprawiać go o ból głowy. Śmiejąc się pod nosem, pomyślałam o wszystkich kazaniach, które wygłaszał mi przez lata. „Jaki partner będzie chciał dziewczynę, która imprezuje i lekceważy zasady? A już na pewno, jaki alfa chciałby cię jako swoją betę?”. Śmiałam się, bo dorastałam z przyszłym alfą, Declanem.

Był moim najlepszym przyjacielem i zdarzało nam się całować, ale zachowywałam dziewictwo dla mojego przeznaczonego. Declan był górą mięśni o wzroście 203 cm, miał krótkie czarne włosy i plemienny tatuaż ciągnący się od klatki piersiowej po ramię, wokół szyi i przez całe plecy. Był chodzącym ideałem o przeszywających, jasnoniebieskich oczach. Jego temperament pasował do wizerunku niegrzecznego chłopca, ale dla mnie zawsze miał słabość. Wiedziałam, że od zawsze wpadam mu w oko. Mając 170 cm wzrostu, smukłe i wysportowane ciało, ciemne falowane włosy do talii oraz szmaragdowozielone oczy, zdarzało mi się przyciągać uwagę kilku chłopaków. Większość z nich jednak liczyła na zdobycie stanowiska bety przez związek ze mną, więc zazwyczaj ich ignorowałam.

– Pospiesz się, Aria! – krzyknęła moja najlepsza przyjaciółka, Sasha. Była piękna, miała cerę o odcieniu kremowej mochi i czarne włosy do ramion. Mogła mieć tylko 165 cm wzrostu, ale jej tupet dorównywał komuś o głowę wyższemu. Odskoczyłam od toaletki i pobiegłam do drzwi wejściowych, zanim zdążyła wejść na schody. Raz kazałam jej czekać i o mało nie wyważyła mi drzwi.

– Już idę! Musiałam dokończyć makijaż – powiedziałam, lekko łapiąc oddech.

– Pres, Declan i Caleb czekają na nas w samochodzie. – Pres był synem innego wojownika. Miał 198 cm wzrostu, bladą cerę, piwne oczy i blond włosy do ramion. Był na swój sposób uroczy, ale miał łagodniejszy wyraz twarzy. Zawsze wodził wzrokiem za Sashą, choć ona nie zwracała na niego uwagi. Jako córka gammy wysłuchiwała tych samych kazań co ja. Caleb był jej bratem, a także prawą ręką Declana, jako że urodzili się w odstępie zaledwie kilku dni. Miał 198 cm wzrostu, ciemniejszą karnację niż Sasha, kruczoczarne włosy i te same ciemnobrązowe oczy ze złotymi plamkami. Podobno była to ich cecha rodzinna.

– Pa, mamo! Pa, tato!

– Pa, kochanie. Pamiętaj, żeby grzecznie się zachowywać i połącz się ze mną telepatycznie, jeśli będziesz miała jakieś kłopoty. I tym razem nie wdawaj się w żadną bójkę! – krzyknął tata z kuchni. To był jeden raz, i wygrałam tę walkę. To nie moja wina, że facet nie rozumiał słowa „nie”. Tata nie martwił się zbytnio tym razem, bo obiecałam, że chłopcy jadą z nami i mogą nas „chronić”. Jakbym potrzebowała faceta do ochrony. Przewróciłam oczami i wyszłam przez drzwi, opierając rękę na ramieniu Sashy.

– Ruchy, dziewczyny! Nie mam całego dnia! – wrzasnął Caleb.

– Zamknij się, Caleb. Masz dzisiaj mnóstwo czasu – odgryzła się Sasha, wślizgując się na tylne siedzenie Cadillaca Escalade Declana. Ja oczywiście wskoczyłam na przedni fotel obok Declana. Niektórzy myśleli, że jesteśmy parą przeznaczoną. My w to nie wierzyliśmy, ale nie byliśmy też temu przeciwni. Byłam traktowana w ten sposób i nigdy mi to nie przeszkadzało.

– To ja powinienem siedzieć z przodu. Mam znacznie dłuższe nogi niż ty, Aria, a jeśli będziemy musieli szybko wysiąść, potrzebuję lepszego dostępu niż ten z trzeciego rzędu – mruknął Pres.

– Doprawdy? Chcesz rewanżu, Pres? – Uniosłam brew w jego stronę. Ostatnim razem, gdy zakwestionował moją pozycję, powaliłam go więcej razy, niż był w stanie zliczyć, choć potem twierdził, że „dał mi wygrać”.

Wszyscy wybuchnęli śmiechem z wyjątkiem Declana, który tylko uniósł brew, patrząc na Presa. Pres był świetnym wojownikiem, ale kiedy w twoich żyłach płynie krew bety i trenujesz od piątego roku życia, niewielu może się z tobą równać.

– Po prostu staram się być dżentelmenem, Aria. Chciałbym cię traktować jak królewnę, którą jesteś – zażartował Pres. W odpowiedzi doczekał się ode mnie prychnięcia i przewrócenia oczami, a od Declana – gardłowego warknięcia.

– W każdym razie – uśmiechnęła się złośliwie Sasha – jaką sukienkę chcesz dzisiaj kupić?

– Hmm – zaczęłam się zastanawiać. – Może taką obcisłą, która kończy się tuż pod tyłkiem, z głębokim dekoltem w kształcie litery V i z prześwitującego materiału.

– Akurat! – warknął Declan.

Wybuchem śmiechem. – Tylko żartuję. Rany, tak naprawdę to nie wiem. Ale chcę taką do samej ziemi!

– Cóż, ja chcę krótką, która wydłuży mi nogi i podkreśli krągłości.

– Sash, mama i tata cię zabiją – wiesz o tym, prawda? – zapytał Caleb, pocierając twarz dłonią. – To ty wpędzisz mnie do grobu – wyszeptał, ale dzięki naszemu wilczemu słuchowi wszyscy go usłyszeli.

– Jestem ich córeczką. Nie zrobią tego! Poza tym, jeśli znajdę mojego partnera, nie będą mogli nic powiedzieć! – stwierdziła Sasha z determinacją w oczach. Znałam to spojrzenie – nie było szans na zmianę jej zdania. Nasz „bal” był balem tylko z nazwy. Zaczęło się od tradycyjnej potańcówki, ale przez lata stało się tradycją, że wszyscy osiemnastolatkowie bez pary wbijają na bale innych stad w nadziei na znalezienie swojego przeznaczonego, a jeśli nie, to chociaż na szybki numerek.

Moje urodziny wypadały dzień przed balem, czyli za tydzień, i byłam niesamowicie podekscytowana. W końcu miałam się dowiedzieć, czy Declan jest moim partnerem. Za każdym razem, gdy o tym myślałam, czułam dziwny ucisk w żołądku. Co, jeśli on nim nie jest i znajdzie inną dziewczynę? Czy pogodziłabym się z tym? Gdzieś głęboko zawsze podobało mi się to, że był wobec mnie opiekuńczy, ale robił to w taki sposób, że wciąż mogłam sprać jakiegoś faceta, a on stał obok i obserwował, upewniając się, że nie stanie mi się przy tym krzywda.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki