languageJęzyk

Rozdział 7

Autor: milktea12 cze 2026

„Aria, obudź się. Coś się dzieje. Coś jest nie tak!”, szepnęła ponaglająco Vesper.

Podniosłam się w wilczej formie, ponieważ wciąż nie miałam ubrań, i poczułam to. Bardzo złe przeczucie. Zakładałam, że to złe przeczucie dotyczyło Sashy będącej mate Declana, ale teraz zastanawiałam się, czy nie chodziło o coś więcej. Powoli wypełzłyśmy z jaskini, nadstawiając uszu. Usłyszałam warczenie i poczułam krew.

„Tato, co się dzieje?”, połączyłam się z tatą mentalnie.

„O mój Boże, Aria! Wszystko z tobą w porządku? Gdzie jesteś? Jesteśmy pod atakiem! Uciekaj do bezpiecznego schronu NATYCHMIAST!”

Ogarnęła mnie panika. Pobiegłam do naszego domu, pod wyspą kuchenną znajdował się bunkier. Wyraźnie słyszałam warczenie i skowyt wilków. Padłam na znajdujący się tam materac i czekałam. Wtedy to się stało, poczułam pęknięcie. Krzyknęłam najgłośniej, jak mogłam. Nie mogłam w to uwierzyć. Moja MAMA nie żyła! Poczułam, jak jej życie zostaje odcięte od mojego umysłu. Słyszałam wycie taty w oddali i wiedziałam, że on też nie przetrwa tej nocy albo umrze w ciągu kilku miesięcy. Nikt nie przeżył śmierci swojego mate. Twój wilk w końcu dziczeje i stajesz się rogue. Myślałam, że nie mam już siły na płacz, ale myliłam się. Płakałam za mamą, a kiedy w końcu poczułam, jak więź z tatą pęka, zapłakałam i za nim. Byłam teraz sierotą, a moja najlepsza przyjaciółka została połączona z moją młodzieńczą miłością. Płakałam, aż znów zemdlałam. Vesper trzymała straż na wypadek, gdyby musiała mnie chronić, podczas gdy ja trwałam w żałobie.

W końcu nastał poranek i obudziłam się. To nie było moje łóżko, pomyślałam, a wydarzenia zeszłej nocy wróciły do mnie falą. Wiedziałam, że nie powinnam tu siedzieć, musiałam odnaleźć ciała rodziców i się pożegnać. Weszłam na górę, spojrzałam na wszystkie zdjęcia, które mama powiesiła na ścianie, i pękłam. Roztrzaskałam wszystko, co było w zasięgu wzroku. Wpadłam w szał, gdy nagle poczułam silne ramiona trzymające mnie nieruchomo. Łzy płynęły mi z oczu i nie miałam siły z nikim walczyć.

„Mam cię, Aria”, powiedział Caleb, a ja byłam wdzięczna, że to nie Sasha ani Declan. Nie byłam jeszcze gotowa na spotkanie z nimi. Szybko zdałam sobie sprawę, że wciąż jestem naga; Caleb również to zauważył, puścił mnie i odwrócił się. Pobiegłam do swojego pokoju, założyłam czarne joggery, biustonosz sportowy i crop top. Włożyłam adidasy Nike, gdy Caleb wszedł i usiadł na moim łóżku. Bywał tu wcześniej, ale teraz wszystko wydawało się inne. Jego siostra miała zostać Luną.

„Nie wiem, co powiedzieć, Aria. Tak mi przykro z powodu twoich rodziców. Pewnie już wiesz. Sasha nie miała pojęcia, co się wydarzy. Czuje się jak najgorsza osoba na świecie. Z Declanem jest jeszcze gorzej. Nie odrzucił Sashy, ale też jej nie zaakceptował. Wszyscy zakładali, że to będziesz ty...”, jego głos zamarł. Siedzieliśmy przez chwilę w krępującej ciszy.

„Zaprowadź mnie do rodziców”, powiedziałam w końcu. Caleb tylko spojrzał na mnie i skinął głową. Zawsze był dla mnie jak brat; pozwoliłam mu się objąć i pocieszyć. Szliśmy w milczeniu, a ja trzymałam głowę nisko. Czułam na sobie wzrok wszystkich i nie mogłam spojrzeć w ich oczy, które na pewno były pełne litości. Dziewczyna, której chłopak został sparowany z jej najlepszą przyjaciółką i która straciła rodziców. Miałam zostać tą członkinią watahy, nad którą wszyscy ubolewają.

Wtedy dotarło do mnie, że nie będę mogła objąć stanowiska bety. Jak miałabym pracować pod Declanem i Sashą, patrząc, jak ich miłość rozkwita? Nie byłam aż tak silna. Domyślałam się, że Caleb dostanie awans. W końcu dotarliśmy do miejsca, gdzie przygotowywano pogrzeby. Życie w watasze wyglądało inaczej. W watasze Crimson Lune nie urządzaliśmy tradycyjnych pogrzebów w takich sytuacjach. Jeśli ktoś umierał z przyczyn naturalnych, to tak, ale wojownicy polegli na polu bitwy otrzymywali pogrzeb honorowy. Wszyscy się zebrali. Alfa miał powiedzieć kilka słów, a potem ciała miały zostać spalone – ich prochy użyźniały ziemię w wierze, że oddajemy dług Bogini Księżyca, utrzymując jej stworzenia przy życiu. Cykl życia. Zdałam sobie sprawę, że Caleb został wysłany po mnie na ceremonię, gdy zbliżyliśmy się do całej watahy. Poprowadził mnie tam, gdzie leżeli moi rodzice.

„Aria”, usłyszałam cichy głos. Odwróciłam się i zobaczyła Sashę z twarzą zapuchniętą od płaczu oraz Declana patrzącego na mnie zza jej pleców. Obok niego stali jego rodzice, Alfa i Luna, z wyrazem głębokiego smutku na twarzach. Nie mogłam tego teraz zrobić, więc odwróciłam się i podeszłam do rodziców. Łącznie straciliśmy dwudziestu siedmiu wojowników. Zabrałam obrączki rodziców i naszyjnik mamy, który miała na sobie. Podarowałam jej go na dwudziestą piątą rocznicę ślubu. To był prosty, pojedynczy szmaragd o szlifie princessa na łańcuszku z białego złota. Nawlekłam ich obrączki na łańcuszek i poprosiłam Caleba, by mi go zapiął.

Słyszałam przemówienie Alfy, ale szczerze mówiąc, miałam dość bycia tutaj. Wyłączając się, nie mogłam przestać myśleć: co teraz zrobię? Czy zostanę w tym samym domu? Gdzie będę pracować? Wiedziałam, że mama i tata mieli oszczędności, więc nie brakowało mi pieniędzy, ale nie mogłam na nich polegać wiecznie. I tak planowałam iść na studia, więc może wyjadę do innego stanu. Wiedziałam tylko tyle, że nie mogę tu zostać. W końcu zaczęli podpalać ciała, a ja patrzyłam, jak moi rodzice zmieniają się w popiół. Cóż, jednego byłam teraz pewna. Mojego mate nie było w tej watasze. Poczułabym go dzisiaj. Nie wiedziałam, czy powinnam się z tego cieszyć, czy nie. Cieszyć się, że nie utknę tu, patrząc na Declana i Sashę do końca życia, ale smucić, że będę musiała wyruszyć w nieznane, by go odnaleźć.

Caleb zaczął odprowadzać mnie do domu, bo nie chciałam iść na stypę. Nie mogłam jeść. Przekroczywszy próg, padłam na kanapę. Usłyszałam zamykane drzwi i brzęk szkła; zdałam sobie sprawę, że Caleb sprząta mój bałagan. Działając jak automat, wstałam, by mu pomóc.

„Aria, przestań. Poradzę sobie. Musisz coś zjeść i odpocząć”.

Patrząc w dół, wyszeptałam: „Nie mogę siedzieć bezczynnie, muszę się czymś zająć”.

„Dobrze, to może zrób nam lunch, skoro ominęliśmy posiłek”, zasugerował.

Skinęłam głową i wzięłam się do pracy. Niezbyt myślałam o tym, co robię, po prostu przyrządzałam wszystko po kolei. Zaczęłam od wstawienia makaronu i pokrojenia kurczaka. Kiedy mięso się smażyło, zagniotłam ciasto na ciasteczka z kawałkami czekolady i włożyłam je do piekarnika, zanim makaron był gotowy. Kurczak był usmażony, dodałam sos alfredo i makaron. To było moje popisowe danie i podobno wszystkim zawsze smakowało. Dla mnie było to jedzenie na pocieszenie.

„Aria, musimy porozmawiać”. Usłyszałam wysoki, piskliwy głos od strony drzwi.

Wyprostowałam się, przygotowując na starcie. Nie byłam na to gotowa, ale stało się. Czas być córką, na jaką wychowali mnie rodzice. A skoro Vesper milczała w moim umyśle od rana, byłam zdana na siebie. Czuwała całą noc, by zapewnić nam bezpieczeństwo, więc teraz musiała odespać.

Odwróciłam się do Sashy; widać było, że płakała. Jej policzki, nos i oczy były opuchnięte i czerwone. Miała na sobie legginsy i t-shirt, a włosy spięte w kucyk. Za nią stał Declan. W jego oczach malował się ból i zamęt. Miał na sobie czarne spodenki gimnastyczne i biały podkoszulek, wyglądając seksownie jak nigdy. Caleb wystawił głowę zza drzwi z nerwową miną, jakby pytał... czy ona zaraz wybuchnie? Musiałam uśmiechnąć się w duchu, bo dokładnie to zamierzałam zrobić. Byłam urodzoną wojowniczką, wyszkoloną i jedną z najlepszych w grupie. Nie byłabym w stanie zabić Declana ani Sashy, ale mogłabym wymierzyć kilka ciosów, zanim by mnie odciągnęli. I oni o tym wiedzieli. Stali spięci, czekając na mój ruch, zerkając nerwowo to na siebie, to na mnie.

Westchnęłam i powiedziałam: „Nie ma o czym rozmawiać. Jesteście mate. Nie odrzucicie siebie nawzajem. Declanie, nasza bajka o miłości dobiegła końca. Sasho, nasza przyjaźń się skończyła. Wyjeżdżam stąd, jak tylko uporządkuję swoje sprawy. Nie mogę tu zostać i patrzeć na waszą więź, na waszą miłość i na to, jak rządzicie watahą jako Alfa i Luna, nawet jeśli nie zostanę betą. Bycie betą byłoby jeszcze gorsze – musiałabym pracować blisko was i oglądać to codziennie. Caleb może być betą. Pres gammą. Nie będę żałosną byłą dziewczyną, od której nie możecie się uwolnić. Mam w sobie więcej dumy. Może z czasem poczuję się inaczej, ale teraz muszę was nigdy więcej nie widzieć”.

Skończyłam swoją przemowę, a na twarzy Sashy odmalował się szok i zranienie. Wybuchnęła płaczem i wybiegła frontowymi drzwiami. Declan spojrzał za nią, potem na mnie, otwierając usta, by coś powiedzieć, ale uciszyłam go, zanim zaczął.

„Po prostu wyjdź”.

Poczułam mentalny sygnał od Declana. Przepuściłam go. „Tak strasznie mi przykro, zawsze będę cię kochał, proszę, wybacz mi”.

Odcięłam połączenie i nie odpowiedziałam. Patrząc przez okno, zobaczyłam, jak przytula Sashę. Przechylił głowę i zobaczył, że ich obserwuję; w jego oczach pojawił się ból. Mogłam tylko się odwrócić, zanim poszłam do łóżka i wypłakałam się do snu, zostawiając Caleba przy sprzątaniu kuchni.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 7: Rozdział 7 - Szmaragdowa przysięga Vesper | StoriesNook