languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: milktea12 cze 2026

Przez cały tydzień nie widziałam Declana z powodu nauki i kończenia wszystkich projektów. Chodziłam na wszystkie zaawansowane zajęcia i miałam przeczucie, że w przyszłym tygodniu nie będę chciała iść do szkoły, więc razem z Sashą wyciskałyśmy z siebie siódme poty, żeby wszystko pozamykać.

– Cieszysz się na jutrzejsze urodziny? – zapiszczała Sasha.

Przewracając się na łóżku, odpowiedziałam: – Cholera, tak! Nie mogę się doczekać spotkania z moją wilczycą! Ciekawa jestem, jak duża będzie, jakiego koloru i jakie ma imię.

– Ja też! Tak się cieszę, że twoi rodzice pozwolili mi zostać na noc. Cieszę się, że przeżyjemy to razem.

– Cóż, harowałyśmy cały tydzień, żeby nie musieć iść do szkoły dzisiaj ani w przyszłym tygodniu!

Sasha nagle spoważniała. – Co zrobisz, jeśli Declan nie okaże się twoim partnerem? – Sasha znała moje myśli i obawy. Mówiłam jej o wszystkim.

Westchnęłam. – Szczerze, to nie wiem. Chodźmy spać. Mam przeczucie, że jutro będzie długi dzień.

– Wstawaj, śpiochu! – nagle usłyszałam krzyk w głowie. Może wciąż śniłam. – Nie jestem senną marą! WSTAWAJ! – Gwałtownie otworzyłam oczy i zdałam sobie sprawę, że mam swojego wilka!

„O mój Boże, jak masz na imię, jakiego jesteś koloru? Już cię kocham!” – krzyknęłam w myślach. Próbowałam leżeć spokojnie, żeby nie obudzić Sashy, ale byłam taka podekscytowana!

Usłyszałam jej chichot. „Nazywam się Vesper, a zobaczysz jaki mam kolor, kiedy się przemienimy!”.

„Kurczę, mogę się przemienić teraz?”.

„Taka niecierpliwa… ale tak, możesz. Będzie bardzo boleć, ale pomogę ci przez to przejść” – powiedziała Vesper.

Bardzo cicho wyślizgnęłam się z łóżka, na paluszkach zeszłam po schodach i wyszłam na zewnątrz. „Dobra, co teraz?”.

„Idź do lasu, lepiej się rozbierz i przygotuj na niewygody. To chwilę potrwa”.

Trzydzieści minut później poczułam ogień trawiący moje ciało. Przygryzłam język, żeby nie krzyknąć i nie zdradzić swojej obecności. Nagle usłyszałam trzask łamanych kości. „VESPER, co się dzieje?”.

„Wyobraź sobie, że twoje dłonie to łapy i że jesteś wilkiem” – instruowała Vesper. „Wiem, że to będzie boleć, ale potrwa tylko krótką chwilę. Dasz radę!”. Leżałam w pozycji embrionalnej, słysząc pękające kości, a w następnej chwili patrzyłam na ziemię z zupełnie innej perspektywy. Poczułam zapach wilgotnej gleby i mnóstwo innych woni. Nie wiedziałam, co to było. Patrząc w dół, zobaczyłam ciemnobrązowe, niemal rudawe łapy. Rozejrzałam się – wszystko było wyraźniejsze, jaśniejsze, głośniejsze i pachniało intensywniej niż wcześniej.

„Wow”. Tylko tyle byłam w stanie z siebie wykrztusić.

Śmiejąc się, Vesper powiedziała: „Pobiegajmy!”. I tak zrobiłyśmy. Pobiegłyśmy do strumienia i spojrzałam w dół. Vesper była piękna. Miała moje szmaragdowe oczy i ciemnobrązowe futro z niemal czerwonym połyskiem. Biegałyśmy kilka godzin, zanim wróciłyśmy do domu rodziców.

„Powinnaś pewnie wrócić do ludzkiej formy i trochę się przespać. Będziesz potrzebować sił na dzisiaj!”.

„Ym, a jak dokładnie, Vesper?”.

„Wyobraź sobie siebie z powrotem jako człowieka”. Vesper niemal przewróciła oczami.

Zrobiłam to, o co prosiła, i nagle poczułam chłód. Patrząc w dół, zobaczyłam, że jestem naga, więc szybko założyłam ubrania. Wślizgnęłam się do łóżka, czując się całkowicie wyczerpana.

„Będziesz zmęczona przez resztę dnia, ale poza tym – wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!”.

„Dziękuję, Vesper! Dobranoc!”.

– O MÓJ BOŻE, O MÓJ BOŻE! – Usłyszałam wrzask i usiadłam prosto w łóżku. Odgarniając włosy z twarzy, zobaczyłam Sashę skaczącą w górę i w dół z krzykiem. Złapałam się za serce, próbując dojść do siebie, ale zanim zdążyłam zapytać Sashę, o co do diabła chodzi, moi rodzice wpadli do pokoju, niemal wyważając drzwi z zawiasów.

– Co się stało? Co jest nie tak? – zapytała mama.

– Mam swojego wilka! O mój Boże, jest taka sarkastyczna i zabawna! Jest dokładnie taka jak ja i nie może się doczekać znalezienia naszego partnera! – wyśpiewywała Sasha, kręcąc się w kółko jak dziecko, które dostało lody.

– Jak ma na imię? – zapytałam. Nie mogłam się doczekać, by opowiedzieć rodzicom o Vesper. „Czy ona zawsze jest taka głośna?” – zapytała Vesper tonem pełnym irytacji i rozbawienia. „Ta, to po prostu Sasha. Wielka osobowość w małym ciele”.

– Roxy! Nie mogę się doczekać przemiany, żeby zobaczyć, jak wygląda!

– Po śniadaniu, Sasha! Potrzebujesz na to energii! – skarciła ją łagodnie mama, ale na jej twarzy widniał uśmiech, więc wiedziałyśmy, że już nie jest zdenerwowana. – To wymaga naleśników z kawałkami czekolady!

Usłyszałam, jak tata marudzi, że znowu nie dostanie gofrów, i śmiech mamy, gdy upominała go, by nie był trudny. Choć był szorstki i surowy, dla mnie i dla mamy zawsze miał miękkie serce.

– Mój wilk nazywa się Vesper! Też jest do mnie podobna i ma brązowe futro z czerwonym odcieniem!

– Już się przemieniłaś? – zapytała Sasha z zawiedzioną miną. – Myślałam, że zrobimy to razem. – Westchnęła i usiadła na łóżku. Przysunęłam się do niej i przytuliłam ją.

– Nie chciałam sprawić ci przykrości. Vesper obudziła mnie w nocy i po prostu nie mogłam się doczekać. Nie mam zbyt wiele sił, ale z chęcią przemienię się z tobą jeszcze raz i pójdziemy na krótki bieg!

– O tak, proszę! Może mój partner tam jest. Przydałoby mi się trochę upojnych chwil z przeznaczonym.

Vesper zaśpiewała w mojej głowie: „Dziewczyno, proszę, kontroluj myśli”. Przewróciłam oczami. Jeśli jej myśli są tak niegrzeczne jak moje…

– Dobra, tak, byłoby fajnie. Naprawdę nie jestem zła, po prostu mi smutno. Ale totalnie cię rozumiem. Prawdopodobnie zrobiłabym to samo – powiedziała Sasha, godząc się z sytuacją. Ubzdurała sobie, że wszystko będziemy robić jednocześnie. Znajdziemy partnerów, zajdziemy w ciążę i całą resztę. Nigdy nie czułam, że tak się stanie, ale nie chciałam niszczyć jej marzeń. Szczerze mówiąc, nie chciałam tego robić. Chciałabym, żebyśmy doświadczały tego razem, ale podskórnie czułam, że to nierealne.

– Dziewczyny! Śniadanie! – krzyknęła mama z kuchni. Sasha pchnęła mnie na łóżko i rzuciła się do drzwi. Niestety zawsze byłam szybsza – podstawiłam jej nogę, posyłając ją prosto na ścianę. Wylądowała z głuchym odgłosem. Nie zatrzymałam się, bo robiłyśmy to setki razy, a teraz, gdy miała swojego wilka, będzie się szybciej goić. Wpadłam do kuchni zaledwie sekundy przed nią.

– Szczerze, dziewczyny. Czy nie jesteście już za stare na takie dziecinady? – skarcił nas tata. Dałam mu całusa w policzek, podczas gdy mama kazała mu zostawić nas w spokoju. To były nasze urodziny i po prostu chciałyśmy jeść. Ukryłyśmy uśmieszki i wypchałyśmy usta jedzeniem. Mama uwielbiała gotować. Swoje umiejętności odziedziczyłam po niej.

– Jakie macie plany na dzisiaj, kochane? – zapytała mama.

– Po śniadaniu przemienimy się i pobiegamy, a potem pewnie będziemy się obijać cały dzień, jeść śmieciowe jedzenie i oglądać horrory. Słyszałam, że pierwsza przemiana wyciska z człowieka siły, więc robimy to dzisiaj, żeby mieć energię na jutrzejsze tańce! – powiedziała Sasha.

– Wiem, że chłopcy są dzisiaj zajęci sprawami stada, więc będziecie tylko we dwie – dodał tata. Starali się przygotować wszystko, by tata i alfa mogli przejść na emeryturę, a Declan i Caleb przejąć dowodzenie. Pres miał dzisiaj patrol na granicy. Zamienił się, żeby mieć jutro wolne. Zatem to był dzień dziewczyn!

– To w porządku. I tak nie chcieliby oglądać naszych filmów! – powiedziałam, czując lekki zawód. Wiedziałam, że Declan mówił, iż się dzisiaj nie zobaczymy, ale wciąż miałam cień nadziei.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki