– Aria! Wstawaj, spóźnisz się do szkoły! – krzyknęła mama z dołu. Cholera, był poniedziałek. Ten weekend minął błyskawicznie. Mój ostatni rok szkoły prawie dobiegł końca. W tę sobotę miałam bal, a w następną zakończenie roku. Przewrócenie się na bok i wyślizgnięcie z łóżka było najtrudniejszą częścią dnia. Moja relacja z łóżkiem była pełna miłości. Szybko wzięłam prysznic i ubrałam się. Zazwyczaj nosiłam wygodne ubrania, ale ponieważ dzisiaj miałam trening, pozwoliłam włosom wyschnąć naturalnie i założyłam legginsy oraz stanik sportowy z krótkim topem.
– ARIA! Twoi znajomi czekają na zewnątrz! – krzyknęła mama dokładnie w chwili, gdy usłyszałam niecierpliwy dźwięk klaksonu. Odkąd pamiętam, Sasha i Caleb zawsze mnie zabierali i zawozili do szkoły. To był tylko dziesięciominutowy spacer, ale miło było nie musieć iść, gdy na zewnątrz było zimno. Z batonikiem granola w dłoni, mama stała w drzwiach, obdarowując mnie szerokim uśmiechem i uściskiem na pożegnanie. Zbiegając po schodach z mojego werandy, słyszałam, że oni już się kłócą.
– Caleb, mówiłam ci, jestem wystarczająco dorosła, by dokonywać własnych wyborów! – krzyknęła wściekle Sasha. Odkąd pamiętam, Caleb zawsze był nadopiekuńczy wobec siostry. Nie podobało mu się, że trenuje, flirtuje, umawia się na randki czy robi cokolwiek, co mogłoby dać chłopakom mylne wrażenie. Chciał, żeby była delikatną królewną i nie kiwnęła palcem. Niestety dla niego, miała pasję do walki i temperament, który jej w tym wtórował. Pod tym względem byłyśmy jak bliźniaczki.
– Już się kłócicie? O co tym razem?
– Caleb uważa, że powinnam zostać w domu i uczyć się gotować albo pracować w przedszkolu zamiast iść na pole po szkole, żeby trenować. Podobno daje to chłopakom szansę na patrzenie na to, co nie jest ich, i to nie uchodzi damie. Nieważne, że potrafię się bronić i jestem jedną z najlepszych wojowniczek – wyrzuciła z siebie Sasha.
– Caleb, wiesz, że nie wygrasz i jeszcze nigdy nie wygrałeś tej kłótni. Ona i tak zrobi to, co chce, a ty musisz kochać ją za to, kim jest, a nie próbować zrobić z niej uległą żonę-trofeum – powiedziałam, stając w obronie przyjaciółki. Głównie dlatego, że ją kochałam, ale też dlatego, że sama nie chciałam być wrzucona do tej samej kategorii.
– Nieważne – mruknął pod nosem Caleb, wciskając gaz do dechy w swoim Dodge'u Chargerze.
W końcu lekcje dobiegły końca i mogłam dać upust frustracji. Biegnąc na pole treningowe, zobaczyłam tatę idącego, by rozpocząć zajęcia. skinął mi głową i krzyknął do wszystkich, by zaczęli od dziesięciu okrążeń na rozgrzewkę, a potem dobrali się w pary i pracowali nad atakiem i obroną. Na drugim okrążeniu nagle poczułam czyjąś obecność za plecami.
– Hej, ślicznotko. – Zapach kokosa i deszczu uderzył w moje zmysły. Nie musiałam się odwracać, by czuć wzrok Declana na moim tyłku podczas biegu. Przewracając oczami, nagle skręciłam w prawo i wystawiłam nogę, posyłając go prosto na ziemię. Jednak ponieważ Declan miał już ponad osiemnaście lat i posiadał swojego wilka, zdołał wylądować miękko i zerknął na mnie, mrugając okiem. Zwolnił tempo, spojrzał na mnie, a tym razem to ja prawie upadłam. Spojrzenie, które mi posłał, było pełne miłości, pożądania i tęsknoty. Zaschło mi w ustach i nie potrafiłam znaleźć słów, by mu się odgryźć.
– Język ci kołkiem stanął?
– Och, po prostu patrzę na tego pewnego siebie przyszłego alfę, któremu wydaje się, że jest nie wiadomo kim.
Udając zranienie, z ręką na sercu i bolesną miną, zapytał: – Cóż, w takim razie może zechcesz zostać moją partnerką w ćwiczeniach i pokazać mi, jak bardzo jestem pewny siebie?
– Jasne, z chęcią utrę ci nosa, panie mądraliński. – Po skończeniu okrążeń wszyscy rozdzieliliśmy się na grupy dwuosobowe i zaczęliśmy sparing. Declan wiedział, że muszę odreagować frustrację, więc najpierw przyjął postawę obronną. Udało mi się zadać kilka celnych ciosów, ale skończyło się na tym, że to mnie bardziej bolało. Chociaż byłam najlepszą wojowniczką, nie miałam szans w starciu z przyszłym alfą. Czułam się jednak lepiej, mogąc wyładować nagromadzoną energię. Wszystkie te obawy związane z sobotą zdawały się nasilać z każdym dniem.
– Czujesz się lepiej, Trixie?
– Nie, wydaje się, że jest tylko gorzej. To uczucie potęguje się każdego dnia.
Declan spojrzał na mnie z troską, potem zerknął za mnie i skłonił głowę.
– Aria! Musimy omówić twoje przyjęcie urodzinowe w piątek, a także urodziny Sashy – powiedziała Luna. Ponieważ Sasha i ja miałyśmy urodziny tego samego dnia, zawsze urządzałyśmy wspólną imprezę. Obie nie mogłyśmy się doczekać, bo w końcu miałyśmy poznać nasze wilki i być może spotkać naszych przeznaczonych!
– Tak, Luno! Myślałam, że skoro bal jest następnego dnia, mogłybyśmy zrobić małe przyjęcie przed balem, a potem wszyscy razem udamy się na tańce?
– To brzmi idealnie, kochana. Zorganizuję to dla was!
– Dzięki, mamo! – powiedział Declan do swojej matki. Luna była najmilszą osobą, jaką można spotkać. Mając nieco ponad 162 cm wzrostu, drobną budowę ciała i długie blond włosy, była prawdziwą pięknością. To po niej Declan odziedziczył niebieskie oczy. Chyba nigdy nie słyszałam, żeby podniosła głos. Patrzyłam, jak Elena odchodzi.
Tymczasem alfa był najgroźniejszą osobą, jaką znałam. Był niewiele wyższy od Declana, składał się z samych mięśni i był łysy. Miał to spojrzenie, które sprawiało, że człowiek czuł się nieswojo, nawet bez używania aury. Jak oni w ogóle zostali parą, było dla mnie zagadką.
– Więc, pójdziesz ze mną na bal, Aria? – zapytał Declan, wyrywając mnie z zamyślenia.
– Długo ci zajęło to pytanie. A co, jeśli już znalazłam partnera?
– Proszę cię, wszyscy wiedzą, że należysz do mnie. Nikt nie odważyłby się ciebie zapytać bez konsultacji ze mną.
– Doprawdy? A co sprawia, że myślisz, że należę do ciebie? – rzuciłam wyzwanie.
– Nie rozśmieszaj mnie, Trixie. Zaklepałem cię, gdy miałaś pięć lat.
– No cóż, zobaczymy w piątek, prawda?
– A propos tego… – Declan nagle cofnął się o krok i potarł kark.
– Co?
– Tata wysyła mnie na kilka spotkań z alfami, których nastolatki przyjeżdżają na bal, więc będę zajęty w piątek. Nie zobaczę cię aż do soboty, do waszego przyjęcia.
– Co, kurwa? Serio? Idealnie, jak długo o tym wiedziałeś i dlaczego mi nie powiedziałeś? – Czułam, że oczy pieką mnie od łez. Byłam wściekła. To była rzecz, której najbardziej w sobie nienawidziłam. Płaczę, gdy jestem zła.
– Dopiero się dowiedziałem, przysięgam! Tak mi przykro, Aria. Naprawdę chciałem, żebyśmy dowiedzieli się, czy jesteśmy parą przed przyjęciem, żebyśmy mogli zdecydować, co dalej. Nie zaplanowałem tego. – Declan patrzył na mnie błagalnie, prosząc o zrozumienie. Jedyną rzeczą, o której mogłam myśleć, odwracając się i odchodząc, było to… że to początek bardzo złego tygodnia.






