*Reid*
Ledwie starcza mi czasu, by wykrzyczeć jej imię i ją ostrzec. Serce łomocze mi w piersi, gdy patrzę na to w szoku. Próbuję do niej dotrzeć, ale jest za późno – drzewo gwałtownie obraca się w szalejącym błocie. Jego gałęzie wystrzeliwują i ciskają jej smukłym ciałem niczym szmacianą lalką na sześć metrów ode mnie.
– Raine! – wołam ponownie, mój głos jest szorstki i głośny. Nurkuję pod drzewe






