*Reid*
— Nikt nie rusza się nigdzie sam — przypominam jej, a mój głos brzmi niemal jak groźba, gdy robię dwa kroki w jej stronę. Jej rude włosy zawirowały, a luźne kosmyki omiotły jej zarumienione policzki, gdy wbiła we mnie spojrzenie.
— Poślij kogoś ze mną, a wróci z podbitym okiem — mówi. Brzmi to niemal jak ostrzeżenie, ale im dłużej patrzę na gniew płonący w jej oczach, tym bardziej dociera d






