Raine zwalnia, sięga do dziupli w pniu i wyciąga koszulkę, którą narzuca na siebie. Ogarnia mnie ulga na myśl, że nie będę już musiał odwracać wzroku. Bieganie za bratem z poparzoną dłonią i bez ubrania jest wystarczająco trudne. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuję, jest erekcja próbująca podążać za kobietą, na której tak bardzo chcę położyć ręce.
– Trzymaj – mówi, rzucając mi parę szortów.
Patrzę






