Elena
Stałam wyprostowana w czarnej sukience, która opinała moją sylwetkę bardziej, niż zamierzałam. Mama zawsze przygotowywała zdrowe posiłki, gdy byłam młodsza, a kiedy dorosłam, stało się to dla mnie rutyną, co pozwoliło mi zachować drobną budowę. Otrzymywałam komplementy za utrzymywanie „idealnej” figury. Moje jasnobrązowe włosy ułożono w eleganckie fale, które okalały twarz, a ich pasma opadały aż do talii. Makijaż ograniczyłam do minimum, pozwalając jedynie, by usta wyróżniały się głęboką, czerwoną szminką.
Kryształowe żyrandole zwieszały się kaskadami ze sklepionego, błękitnego sufitu, oświetlając migoczące złote ściany i podłogę tak wypolerowaną, że przypominała zamarznięte jezioro. I nie chodziło tylko o salę balową – kobiety lśniły jak szkatułka pełna klejnotów, a odcienie szmaragdu, rubinu i ametystu wirowały przede mną, ich ciche rozmowy mieszały się z unoszącymi się w powietrzu nutami róży, hiacyntu i jaśminu.
Podeszłam do Dimitriego stojącego w pobliżu drzwi.
— Bu!
— Wyczułem cię, zanim w ogóle postanowiłaś mnie zaskoczyć. — Odwrócił się w moją stronę z przyklejonym do twarzy uśmiechem.
— Przynajmniej mogłeś udawać zaskoczenie.
— Witaj, Eleno. — Owinął ramiona wokół mojej talii, po czym chwycił moją dłoń, pocałował ją i przyciągnął mnie do mocnego uścisku.
Zapach jego wody kolońskiej zaczął mnie dusić. Gdy się odsunął, założyłam kosmyk włosów za ucho.
— Aż tak za mną tęskniłeś, Dima?
— Wyglądasz oszałamiająco.
— Och, dziękuję. — Zrobiłam mały piruet, a moje policzki lekko poczerwieniały, gdy zauważyłam, że kilka osób odwróciło się w naszą stronę. Nie miałam na sobie nic zbyt ekstrawaganckiego. Była to po prostu czarna sukienka, która — można by rzec — została stworzona z myślą o mnie. Kończyła się tuż nad kostkami, pięknie eksponując moją figurę klepsydry.
— Chodź. — Dimitri wziął mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę rodziców.
Mama i tata byli zajęci rozmową, ale gdy tylko mnie zobaczyli, oczy mamy rozszerzyły się ze zdumienia. Przez chwilę taksowała wzrokiem moją sukienkę, po czym wzięła mnie w ramiona.
— Eleno, skarbie. Wyglądasz zapierająco dech w piersiach, kochanie! — wykrzyknęła z uśmiechem.
— Mamo, nie wyglądasz na dzień powyżej czterdziestki.
Zaśmiała się.
— Oj, głuptasie. Może to śródziemnomorskie słońce naprawdę zdziałało cuda.
— Jak było w Turcji, mamo?
— Cudownie. Kupiłam mnóstwo rzeczy — musisz jutro wpaść. Mam kilka drobiazgów, które chciałam ci pokazać. — Wciąż trzymała moje dłonie. — Jak się masz, kochanie? Wyglądasz na trochę zmęczoną.
Pokręciłam głową.
— Nic mi nie jest, mamo. Tylko praca, to wszystko.
— Zawsze powinnaś dbać o odpowiednią ilość odpoczynku, słoneczko. Nie bądź tak zajęta opiekowaniem się innymi, że zapominasz o własnym zdrowiu — odparła, gładząc mnie po policzku.
— Tak, mamo. Wiem.
Mój wzrok powędrował na tatę, który zdawał się stać nieruchomo obok mamy.
Z kieliszkiem wina w dłoni, odchrząknął.
— Dobrze cię widzieć, Eleno.
— Kopę lat, tato.
— Słyszałem, że jesteś na ostatnim roku rezydentury. Czy wszystko idzie dobrze?
Uśmiechnęłam się, zdając sobie sprawę, że powoli, acz pewnie, akceptuje mój wybór zawodu. Choć wydawało się, że powstrzymuje się od zadawania pytań. Z drugiej strony, zawsze zależało mu na mnie, pomimo życiowych wyborów, których dokonałam. Wciąż byłam jego księżniczką.
— Wszystko idzie zgodnie z planem. Wkrótce zostanę lekarzem prowadzącym.
— To wspaniała wiadomość. Jestem z ciebie bardzo dumny.
Mama nie przestawała się uśmiechać, łapiąc nas oboje za ręce. Nie miałam dla nich ostatnio czasu, ale cieszyłam się, że przyszłam dziś wieczorem.
Dimitri stał cicho obok nas, pociągając łyk ze swojego kieliszka.
— Powinniście pójść i trochę potowarzyszyć gościom. Wasz ojciec i ja chcemy podejść tam i porozmawiać ze starym przyjacielem — powiedziała mama, wskazując na kogoś na końcu sali.
Gdy odeszli, odwróciłam się, by spojrzeć na brata — który wydawał się być głęboko zamyślony. Dimitri nabrał sporo masy mięśniowej, odkąd został Pachanem. Oczywiście dlatego, że Volkov Vory potrzebowało kogoś silnego i budzącego szacunek. Idealnie wpisywał się w tę kategorię. Odkąd kilka lat temu objął to stanowisko, stał się świetnym przywódcą.
Spojrzałam na jego knykcie, zauważając kilka świeżych skaleczeń i siniaków.
— Ty naprawdę pobiłeś kogoś na śmierć — mruknęłam.
Uśmiechnął się złośliwie, biorąc kolejny łyk drinka.
— Nie oszczędzał mnie.
— Wkurzył cię?
— Nie dawał mi tego, czego potrzebowałem.
Zamrugałam kilka razy, próbując odczytać wyraz jego twarzy. Mój brat zawsze słynął z tego, że trzymał wszystko dla siebie. Kiedy był z nami, zwłaszcza w obecności mamy, może i się śmiał i uśmiechał, ale w głębi duszy coś tłumił. Może, tylko może, coś przed nami ukrywał.
Nigdy nie mogłam w to wnikać. Miał swoje własne życie.
Podobnie jak ja nie chciałabym, by wnikał w moje.
— Zostałeś kiedyś poważnie ranny? — zapytałam, patrząc mu w oczy.
Pokręcił głową.
— Raz zarobiłem kulkę. Ominęła wszystkie ważne organy i uszedłem z życiem.
— Ty... mogłeś zginąć!
Zmarszczyłam brwi, po czym odwróciłam wzrok, starając się nie robić z tego wielkiej sprawy. Gdybym kiedykolwiek była w mafii, może te rzeczy nie byłyby poważne. Możliwość ucieczki z życiem to wielkie błogosławieństwo, ale dla normalnego człowieka samo bycie postrzelonym to ogromne ryzyko.
— Spokojnie, pani doktor Volkov. Nie musisz się martwić. To było prawie rok temu.
— Prawie rok temu? — Moje oczy rozszerzyły się z przerażenia. — I nic o tym nie słyszałam?
— Mama też nie. Co dzieje się w Volkov Vory, zostaje w Volkov Vory.
— Do cholery, Dimitri. A co by było, gdybyś tamtego dnia zginął?
— Nie rozmawiałbym tu z tobą. — Znów uśmiechnął się złośliwie.
Przez chwilę piorunowałam go wzrokiem, po czym postanowiłam odpuścić ten temat. Rozmowa o jego bezpieczeństwie nie miała sensu — Dimitri został Pachanem, by zastąpić tatę. Przez cały czas, gdy tata był Pachanem, również narażał swoje życie. Przez całe moje dzieciństwo prawdopodobnie biegał gdzieś z lufą przystawioną do głowy.
Teraz przyszła kolej Dimitriego.
To był niekończący się cykl. Nie wtedy, gdy Volkov Vory opierało się na latach ciężkiej pracy. Nikt nie mógł tego tak po prostu zniszczyć. Tata poświęcił Volkov Vory całe swoje życie, aż do momentu, gdy postanowił przejść na emeryturę. Dimitri złożył przysięgę, że Volkov Vory zawsze będzie na pierwszym miejscu.
Gdybym nie została lekarzem, wiedziałabym o nich bardzo dużo szczegółów.
Tata z pewnością dopilnowałby, abym stała się bywalczynią salonów. Nie chciałby, abym ryzykowała życie dla Volkov Vory.
— Tam są twoje przyjaciółki — odezwał się Dimitri, przerywając moje rozmyślania.
Mój wzrok powędrował we wskazanym kierunku, dostrzegając kilka znajomych twarzy, które śmiały się i rozmawiały. Minęły lata, odkąd widziałam je po raz ostatni — od momentu pójścia na medycynę zerwałam z nimi wszelkie kontakty. Jedyne, o czym kiedykolwiek mówiły, to markowe ubrania i bogaci mężczyźni, z którymi się spotykały. Jak widać, nie dało się od nich uciec.
W pewnym momencie mojego życia to były moje przyjaciółki. Ja też byłam taka jak one.
— A tak w ogóle, gdzie jest Sasza? — zapytałam, rozglądając się dookoła.
— Trochę się spóźnia. Dam ci znać, kiedy dotrze.
— Okej.
Podeszłam do grupy moich starych znajomych, chcąc się tylko przywitać przed odejściem. Ich oczy rozszerzyły się ze zdziwienia, gdy tylko mnie dostrzegły.
— Elena... to ty? Wyglądasz niesamowicie!
— Słyszałyśmy, że poszłaś na medycynę. Co u ciebie? — zapytała Seraphina, moja dawna przyjaciółka. Byłyśmy ze sobą blisko w czasach szkolnych, bo wtedy myślałyśmy, że mamy wszystko, czego dusza zapragnie. Cóż, przynajmniej w moim przypadku tak było, do czasu aż zdecydowałam, że chcę czegoś zupełnie innego.
— Wszystko dobrze. — Odparłam.
— Och, to jest mój narzeczony, Sterling. — Seraphina uśmiechnęła się, kładąc dłoń na piersi Sterlinga. Mężczyzna odwzajemnił uśmiech, zerkając na nią z góry — oboje wydawali się w sobie bardzo zakochani. Miał na sobie drogi zegarek i szybko zdałam sobie sprawę, że Seraphina w końcu zdobyła mężczyznę swoich marzeń, bogatego i odnoszącego sukcesy biznesmena.
— Miło cię poznać, Eleno. Ty i Seraphina przyjaźniłyście się kiedyś? — zapytał.
— Sterling... Elena i ja nadal jesteśmy przyjaciółkami. Po prostu nie widziałyśmy jej od lat — poprawiła go Seraphina.
— Och, ja...
Przerwałam mu.
— Miło znów cię widzieć, Seraphino. Przyszłam tylko po to, żeby się przywitać. Gratulacje z okazji zaręczyn.
Gdy tylko obróciłam się na pięcie, by odejść, delikatnie chwyciła mnie za rękę.
— Czekaj, Eleno. Naprawdę mówiłam poważnie, że nie widziałam cię od lat. Powinnyśmy się kiedyś spotkać i nadrobić zaległości. Zgubiłam twój stary numer. Czy mogłabym dostać nowy? — zapytała, podając mi swój telefon.
Wpisałam swój numer, a ona odebrała urządzenie z uśmiechem.
— Zadzwonię do ciebie — dodała.
Skinęłam głową, wracając do brata, ale nigdzie go nie było. Moje oczy omiotły salę balową i zauważyłam, że licytacja zaraz się zacznie. Zaczęłam podążać za gośćmi kierującymi się do innej sali, gdy zatrzymał mnie tata.
— Eleno, czy możesz pójść za mną, księżniczko?
— Jasne, coś się stało?
Szłam powoli za nim, aż weszliśmy do zupełnie innego pomieszczenia, nie tego, w którym odbywała się licytacja. Spojrzałam na mamę, Dimitriego i Stasię, którzy siedzieli w pobliżu długiego, mahoniowego stołu, naprzeciwko kilku nieznajomych mężczyzn.
— O co tu chodzi? — zapytałam tatę, który stał do mnie tyłem.
Mężczyźni odwrócili się w moją stronę, podczas gdy moja własna rodzina unikała kontaktu wzrokowego. Stasia uśmiechnęła się i pomachała mi, więc postanowiłam do niej podejść i usiąść tuż obok.
— Tęskniłam za tobą, Eleno — szepnęła z uśmiechem.
— Ja za tobą też — odpowiedziałam. — Wiesz, co tu się dzieje?
Pokręciła głową, odwracając wzrok.
Tata stanął na środku, szepcząc coś do pozostałych mężczyzn, którzy kiwali głowami. Zmarszczyłam brwi na tę sytuację, ale zanim zdążyłam chwycić mamę za rękę i o cokolwiek zapytać, z zaskoczeniem ujrzałam mężczyznę wpadającego przez drzwi. W ułamku sekundy jego wzrok spoczął na mnie.
Miał prawdopodobnie około czterdziestki, ale nie byłam tego w stu procentach pewna. Sposób, w jaki wkroczył do pokoju, emanował potęgą, i nie zajęło mi dużo czasu, by zorientować się, że był jednym z nich — on również należał do mafii. Po prostu nie mogłam pojąć, kim jest.
— Która z nich to moja przyszła żona? — zapytał, wpatrując się prosto w moje oczy.
Odwróciłam się do mamy, chcąc wyjaśnić to nieporozumienie, ale tata szybko uciął temat.
— Moja najstarsza córka, Elena... będzie twoją żoną — oświadczył.
I to było na tyle. Koniec pieśni.
Natychmiast wstałam z miejsca, co ich zaskoczyło. Dimitri stał cicho obok mamy, robiąc wszystko, by na mnie nie patrzeć — znałam go zbyt dobrze, nigdy nie potrafił kłamać. Od początku o wszystkim wiedział. Nie straciłby głowy, gdybym nie przyszła na to wydarzenie. Straciłby po prostu szacunek innych członków paktu.
Z kolei tata mocno zacisnął szczękę.
— Elena... — wycedził przez zaciśnięte zęby. — Usiądź.
— Co to ma być? Zamierzasz mnie sprzedać? — zapytałam, robiąc kilka kroków w tył.
Mama pokręciła głową; jej oczy w jakiś sposób zaszły łzami. Próbowała wyciągnąć do mnie rękę, ale ja zachowałam dystans. Stasia pozostawała w błogiej nieświadomości, usiłując zrozumieć zaistniałą sytuację. Nie traciłam czasu na dotarcie do drzwi, ale kilku mężczyzn skutecznie zagrodziło mi drogę wyjścia.
— Przynosisz mi wstyd, Eleno — dodał tata.
Poczułam, jak na moje policzki wypływa gorąc. Nie, to nie było ze wstydu, lecz ze złości — traktowano mnie jak przedmiot. Jak własność. Nie traktowano mnie jak ludzkiej istoty. Byłam jego córką, księżniczką, ale w tej chwili czułam się jak bezwartościowa lalka.
— Proszę... panowie, moja rodzina i ja musimy zamienić słowo z naszą córką — oznajmił tata, gestem nakazując mężczyznom opuścić pomieszczenie.
Wciąż stałam w tym samym miejscu. Jak wryta.
Wpatrywałam się morderczym wzrokiem w podłogę, a dłonie zaciskałam w pięści. Realizacja mojego marzenia zajęła mi lata. Cieszyłam się, że się wyprowadziłam i zostałam lekarzem. Byłam bardzo blisko zakończenia rezydentury, ale nagle tata musiał to wszystko zepsuć.
— Eleno, chcę, żebyś poślubiła Valena — przemówił, przerywając ciszę.
Prychnęłam z pogardą.
— Co ty sobie w ogóle wyobrażasz, tato?
— Nadszedł czas, by zbudować silniejszy sojusz. Władza nie przychodzi sama z siebie.
Odwróciłam się, by napotkać jego ciemnozielone oczy — po raz pierwszy w życiu przeklęłam siebie za to, że mam oczy w tym samym kolorze co on. Te same oczy, o których mówiono, że są piękne, okazały się przekleństwem, bo za każdym razem, gdy patrzyłam w lustro, widziałam w nich jego.
— I zamierzasz to zrobić, wydając mnie za jakiegoś nieznajomego?
— Valen nie jest nieznajomym. Robiliśmy razem interesy.
— Po moim trupie.
— Elena! — Uderzył pięścią w stół, doprowadzając wszystkich do wzdrygnięcia.
— Nie masz prawa decydować o tym, czego pragnę. Nie masz prawa decydować o moim życiu. Nie możesz kontrolować wszystkiego, tato! Kiedy wreszcie to zrozumiesz? — Zaczęłam podchodzić do niego bliżej, rzucając mu wyzwanie samym spojrzeniem, gdy patrzyłam prosto w jego oczy. — Myślałam, że cieszysz się moim szczęściem. Nie mogłeś po prostu zadowolić się tym, jak było?
— Dałem ci wolność, księżniczko. Czas, abyś wypełniła swoje zadanie — odpowiedział, odwracając wzrok.
— Nie. Moja odpowiedź brzmi nie.
— Eleno Vedo Volkov — rzucił stanowczo.
— Nie! — krzyknęłam. — Nigdy nie wyjdę za Valena. Nigdy nie będę idealną córką, jakiej pragniesz. Nigdy nie będę miała nic wspólnego z Volkov Vory. Nie możesz mnie zmusić, tato.
Ojciec westchnął, kręcąc głową.
— On nie powstrzyma cię przed realizacją marzeń. Musisz za niego wyjść, a nasza rodzina stanie się silniejsza – nie możemy pozwalać, by ktokolwiek nam groził.
— Nie możesz oczekiwać, że będę przestrzegać każdej twojej zasady. W takim razie co stanie się z Saszą? Ją też wydasz za mąż w taki sam sposób? Myślałam, że nas kochasz. Myślałam, że jesteśmy całym twoim światem.
— Kocham was nad życie, ale tu mowa o odpowiedzialności. Mówimy o sojuszu na całe życie w imię władzy. W mafii trzeba poświęcić kilka rzeczy, Eleno!
Odwróciłam wzrok na Dimitriego, który milczał jak grób. Nie padło ani jedno słowo.
— A ty... ty wiedziałeś. Wiedziałeś o tym wszystkim i mimo to pozwoliłeś uwięzić mnie w tej głupiej pułapce taty?! — krzyknęłam, oczekując, że udowodni mi, jak bardzo się mylę, wyjaśniając wszystko, ale on nie powiedział absolutnie nic.
Mój brat trzymał się na dystans, trzymając dłoń na ramieniu matki i mocno zaciskając szczękę.
— Mamo? — błagałam, próbując chwycić ją za rękę.
— Kochanie... Nie mogę...
Zrobiłam kilka kroków w tył, kręcąc głową.
Przez cały ten czas myślałam, że moja męka dobiegła końca. Mój ojciec nie miał żadnego prawa przejmować kontroli nad moim życiem. Czułam się tak, jakby własna rodzina dźgała mnie tysiące razy — zdrada była zbyt bolesna. To tak, jakbym otrzymała tymczasową wolność, z perspektywą spędzenia reszty życia w klatce.
Po raz ostatni spojrzałam na rodzinę, po czym pchnęłam drzwi za swoimi plecami.
Ich krzyki i nawoływania umknęły mojej uwadze, gdy rozglądałam się w poszukiwaniu czegokolwiek.
Kogokolwiek.
Nadszedł czas na zmiany. Potrzebowałam czegoś, co ustawiłoby to wszystko na swoim miejscu.
Ludzie zaczęli się na mnie gapić, gdy ignorowałam wołania ojca. Nie musiałam się odwracać, by sprawdzić, czy tata lub Dimitri biegną za mną, by mnie powstrzymać. Nie miało to żadnego znaczenia; nawet gdybym musiała biec aż do utraty tchu, zrobiłabym to.
Nie było szans, żebym podporządkowała się jego warunkom.
Nie prosiłam się, żeby urodzić się w tej rodzinie. Choć raz w życiu chciałam być zwyczajna.
Moje oczy powoli zachodziły łzami, a w ciele wzbierał żar. Nie było innego miejsca, do którego mogłabym uciec — potrzebowałam rozwiązania. Permanentnego.
Ogarnięta wściekłością, ruszyłam w stronę centrum tłumu z mocno zaciśniętą szczęką i pięściami. Spojrzenia, które na mnie spoczęły, były moim najmniejszym zmartwieniem. Stukot wysokich obcasów roznosił się echem po całej sali, gdy zbliżałam się do najbliższego mężczyzny, jakiego dostrzegłam.
Stał wyprostowany, trzymając ręce w kieszeniach, a ja, nie zastanawiając się ani sekundy, podniosłam głowę, chwyciłam jego twarz i wpiłam się w jego wargi.
Poczułam dłonie lądujące na mojej talii, gdy nieznajomy odwzajemnił pocałunek, zatapiając mnie we własnych myślach o tym, jak miękkie były jego usta i jak ciepłe okazały się jego dłonie na moim ciele. Pachniał bosko — piżmowym, bogatym, seksownym i zmysłowym zapachem, przez który niemal ugięły się pode mną kolana.
To było odurzające.
Sapania. Szepty. Zostałam główną atrakcją wieczoru.
Tata i Dimitri prawdopodobnie gapili się na mnie z wybałuszonymi oczami. Mama pewnie też. W ogóle mi to nie przeszkadzało — słynęłam z tego, że potrafiłam zachować spokój i nigdy nie przynosiłam rodzinie wstydu. Nigdy nie zrobiłam niczego tak szalonego, przez co straciliby rozum.
Miałam dość odgrywania roli grzecznej dziewczynki.
Musiałam udowodnić im, że sama kontroluję swoje życie.
Gdy się odsunęłam, napotkałam parę jasnobrązowych oczu — zbyt pięknych, by móc je zignorować, i wtedy uświadomiłam sobie, że to nikt inny, jak sam szef Syndykatu.






