Elena
Bezpiecznie było stwierdzić, że po całym tym incydencie wybiegłam stamtąd tak szybko, jak tylko mogłam. Tata i Dimitri patrzyli na mnie z szeroko otwartymi oczami, ale nie zrobili absolutnie nic, by mnie zatrzymać. Prawdopodobnie byli zszokowani moją spontaniczną reakcją.
Ja zresztą też byłam.
Większość ludzi się na nas gapiła. Szeptali, że kobieta postradała zmysły — być może nawet dlatego, że był już żonaty. Co, jeśli był czyimś mężem? Dosłownie sama kopałam sobie teraz grób.
Nie mogłam zapomnieć o intensywności jego spojrzenia. Było, delikatnie mówiąc, hipnotyzujące. Mężczyzna miał piękne, brązowe oczy. Niektórzy mogą twierdzić, że brązowe oczy są nudne, ale zeszłej nocy w niczym nie przypominały nudnych. Były jednocześnie jasne i ciemne; jakimś sposobem pociemniały jeszcze bardziej, gdy wpatrywał się w moje wargi.
Czy miał ochotę na więcej?
Dlaczego miałby mieć? Byłam nikim.
Pomijając fakt, że mój ojciec był Pachanem, nie miałam niemal żadnej reputacji. Nie należałam do bywalczyń salonów. Starałam się prowadzić tak normalne życie, jak to tylko możliwe, trzymając się z dala od rozgłosu. Cieszyłam się moim życiem w szpitalu i nie przeszkadzało mi spędzanie wielu godzin w pracy, ponieważ robiłam to, co kochałam.
I oto znalazłam się tutaj. Siedząc na kanapie we własnym salonie i wpatrując się w pustą przestrzeń.
Nagłe pukanie do drzwi zbiegło się z dzwonkiem mojego telefonu, co sprawiło, że natychmiast spojrzałam na imię dzwoniącego. Dimitri.
Co mój brat tu robił?
Nie. W ogóle nie powinno go tu być. Już wcześniej uknuł z tatą plan zniszczenia mojego życia i wydania mnie za mąż za nieznajomego. Jak mogłabym znowu im zaufać? Zabierali mi wszystko.
Moją karierę. Moją wolność. Moje życie.
Te trzy rzeczy, których się trzymałam. Nigdy mi ich nie odbiorą.
— Eleno, wiem, że tam jesteś! — krzyknął zza drzwi, wciąż naciskając dzwonek i waląc w drewno. — Proszę cię, otwórz.
— Czego u diabła chcesz, Dimitri?! — odpowiedziałam, całkowicie zirytowana jego obecnością.
Potrzebowałam przestrzeni. Bardzo dużo przestrzeni.
— Chcę z tobą porozmawiać.
— Odpieprz się ode mnie!
— Wpuść mnie. Wszystko ci wyjaśnię! — Mogłam sobie wyobrazić jego frustrację, ale nic mnie to już nie obchodziło. Jeśli o mnie chodziło, mógł stracić głowę przez tatę albo i własne życie.
Trwałam w bezruchu, starając się zignorować pukanie, ale z każdą chwilą stawało się coraz głośniejsze.
Mój telefon nie przestawał dzwonić, a walenie w drzwi wcale nie cichło. Nie zamierzał się poddać, zresztą wcale mu się nie dziwiłam. Zostaliśmy wychowani tak, by zawsze dostawać to, czego pragniemy. Upartość była w pakiecie. Zgaduję, że w pewnym sensie zemściło się to na naszych rodzicach. Wychowali uparte dzieci.
— Eleno, nie wyjdę, dopóki nie otworzysz tych pieprzonych drzwi.
— Zostań, jak długo chcesz. Nie chcę oglądać twojej twarzy.
Położyłam się i zamknęłam oczy, próbując zagłuszyć hałas.
Znając mojego kochanego brata, na pewno by sobie nie poszedł. Będzie czekał, aż otworzę drzwi, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że nie zamknę się w tym domu na zbyt długo. W końcu musiałam wyjść, a on czekał właśnie na ten moment.
Moje myśli nieustannie wracały do sycylijskiego przywódcy. Nie był kimś, kogo planowałam pocałować, ale stał na samym środku i jako jedyny w tłumie od razu rzucił mi się w oczy.
Był wysoki, miał co najmniej metr osiemdziesiąt. Włosy w najciemniejszym odcieniu brązu kontrastowały z jasnymi jak bursztyn oczami. Nie miało sensu zaprzeczać, że był atrakcyjny, bo bez wątpienia, był niesamowicie atrakcyjny. Nawet nie wspominajcie o kształcie jego ust — pełne i zmysłowe. W dodatku miękkie. Nadal czułam na twarzy ciepło jego oddechu.
Musiałam dowiedzieć się o nim czegoś więcej.
Chciałam, żeby sprawy toczyły się po mojej myśli, więc mogłabym coś zaplanować.
Tata mógł próbować wydać mnie za mąż, ale nigdy mu się to nie uda. Kontrolowałam swoje życie, czy mu się to podobało, czy nie, i on nie miał zamiaru tego zepsuć. Próbował zbudować sojusz i zdobyć większą władzę, ale wcale nie musiał mnie w to mieszać.
Mama milczała. Nie, wcale nie dlatego, że się z nim zgadzała.
Utknęła gdzieś pomiędzy wspieraniem męża a chronieniem mnie. Wiedziała, jak ważne dla taty było Volkov Vory, i nigdy nie chciała niszczyć imperium, które zbudował. Dlatego wybrała milczenie.
Być może błędem było pozostanie w tym samym kraju, co oni.
Mogłam wyjechać, kiedy miałam ku temu okazję, ale nie miałam wtedy jeszcze tak dokładnie sprecyzowanych planów na przyszłość.
Spojrzałam na zegar. Minęła już godzina, była po piątej.
— Nadal tam jesteś? — zapytałam, czekając na odpowiedź.
— Tak. Zamierzasz wkrótce otworzyć te drzwi?
— Może. A może nie.
Dimitri prawdopodobnie przeklinał pod nosem, siadając na podłodze i opierając się o ścianę. Włosy miał w nieładzie, a oczy czerwone — wyglądał na zmęczonego. Pociągnęłam za klamkę, a nasze spojrzenia spotkały się w ułamku sekundy.
Z jego ust wyrwało się głębokie westchnienie, gdy wstał.
— Nie obroniłeś mnie — mruknęłam.
— Nie miałem takiej możliwości — odpowiedział, przeczesując palcami włosy. — Tata planował to od tygodni, a ja tylko się z nim kłóciłem. Nie chciał mnie słuchać, Eleno.
— Nie starałeś się wystarczająco mocno.
— Starałem się z całych sił.
— Najwyraźniej nie dość mocno.
Westchnął.
— Czego ode mnie oczekiwałaś?
— Nie wiem. Może, żebyś stanął w mojej obronie? Na litość boską, jesteś Pachanem. Myślałam, że to do ciebie należy decyzja. A jednak siedziałeś cicho i nic nie zrobiłeś. Jak możesz oczekiwać, że znowu ci zaufam? — Splotłam ramiona na piersi, a w oczach zaczęły zbierać mi się łzy.
Kochałam Dimitriego. Był przy mnie na dobre i na złe — nie było opcji, bym mogła go stracić, ale tym razem musiałam postawić siebie na pierwszym miejscu.
— Mogę wejść, proszę? — Rozejrzał się. — Możemy porozmawiać w środku.
Odsunęłam się trochę na bok, zostawiając mu wystarczająco dużo miejsca na przejście, po czym zamknęłam za nim drzwi.
Gdy ruszyłam do kuchni, podążał za mną jak zagubiony szczeniak. Nie wyglądał na spokojnego, raczej na sfrustrowanego. Miał wiele rzeczy na głowie.
— Mów — rzuciłam, patrząc mu prosto w oczy.
— Tata chciał, żebyś poślubiła Valena, by zbudować lepszy sojusz. Rozmawialiśmy o tym, i przysięgam na Boga, Eleno... nie zgodziłem się na nic z tego. Znam cię. Wiem, jak ciężko pracowałaś na swój sukces. Nie miałem zamiaru cię zawieść — odpowiedział, kręcąc głową.
— Myślałam, że jesteś od niego silniejszy. Myślałam, że masz większą władzę.
— Jestem silniejszy. Mam większą władzę.
— Dlaczego nic nie zrobiłeś?
— Ja... zachowałem się jak idiota. Bałem się, że stracę szacunek moich ludzi.
— Za postawienie się własnej rodzinie? Za ochronę własnej siostry? — Prychnęłam, nie wierząc w to, co słyszę. — Jak dla mnie, to jedna wielka bzdura. Masz pełne prawo robić, co ci się podoba. Jesteś ich przywódcą.
Skinął głową, wyraźnie zrezygnowany.
— Masz rację. Byłem tchórzem.
— Nie wybaczam ci, Dima.
— Nie musisz.
— A przynajmniej nie teraz — dodałam, odwracając wzrok.
Nigdy nie mogłabym nienawidzić Dimitriego. Mimo tego, co wydarzyło się wczoraj, musiałam znaleźć jakieś wyjście, by rozwiązać swój problem. Potrzebowałam czegoś, co powstrzymałoby tatę przed kontrolowaniem mojego życia. Musiał dostać nauczkę. Rodziny nigdy nie można było sprzedać ani kupić.
Pamiętałam o tych wszystkich staraniach, na jakie się zdobył, gdy chciałam wyjechać na medycynę. Zamierzał pójść tą samą drogą, by zmusić mnie do małżeństwa z kimś, kogo nawet nie znałam.
— Starałem się, Eleno. Naprawdę się starałem. Możesz chociaż uwierzyć mi na słowo? — zapytał, wsuwając kosmyk włosów za moje ucho, po czym powoli cofnął dłoń — jego dotyk wydawał się jakiś obcy. Stawał się innym człowiekiem. Być może władza uderzyła mu do głowy.
Być może zostanie Pachanem nie było najlepszą rzeczą, jaka mu się przytrafiła.
Dimitri, którego znałam, stawiał rodzinę na pierwszym miejscu. Nie zawsze popierał tatę, ale chyba naprawdę się zmienił. Czerpał własne korzyści z tego poparcia.
— Nie chcę od ciebie niczego słyszeć, Dimitri.
— Spierdoliłem. Rozumiem. — Odsunął się, zaciskając palce na nasadzie nosa, po czym ponownie szorstko przeczesał dłonią włosy. Był na skraju utraty panowania nad sobą, ale starał się kontrolować oddech, by zachować spokój. — Nie chcę cię stracić, Eleno. Nie zmuszaj mnie do tego, bym cię stracił.
— Sam przyczyniłeś się do tej straty, Dimitri.
— A teraz to ja jestem tym zjebanym bratem.
Nasze spojrzenia wbiły się w siebie na kilka sekund, jakby toczyły własną bitwę, zanim on nie chwycił swojego telefonu z kuchennego blatu i ruszył do drzwi wejściowych. Wychodził, a ja obserwowałam każdy jego ruch, to, jak jego ciało napięło się, gdy chwycił za klamkę.
— Mówiłem poważnie, kiedy powiedziałem, że nie chcę cię stracić. Nigdy nie chciałem cię stracić, Eleno. Nie planowałem, że to wszystko tak się potoczy. Zrobiłbym wszystko, by zobaczyć cię szczęśliwą — rzucił, nie odwracając się w moją stronę. I to by było na tyle, potrzebował jeszcze tylko chwili na wyjście.
Zamknął za sobą drzwi, a ja zostałam sama, wpatrując się w miejsce, w którym przed chwilą stał.
— Kłamca — szepnęłam pod nosem, zaciskając dłonie w pięści.
Niedługo potem wybrałam numer Iwana, czekając aż odbierze po zaledwie kilku sygnałach.
— Elena... kopę lat — odezwał się z drugiej strony.
— Iwanie, potrzebuję twojej pomocy w pewnej sprawie.
— Zrobię wszystko.






