Elena
Iwan zaskoczył mnie, wysyłając szczegóły w mniej niż pięć minut. Wiadomość zawierała tylko imię oraz adres biura, ponieważ cała reszta danych była ściśle strzeżona. Biorąc pod uwagę, że mówiliśmy o szefie Syndykatu, brak pozostałych informacji wcale nie był szokujący.
Jego dane były dobrze chronione.
Okazało się, że jest również znanym biznesmenem. Internet spełnił swoje zadanie, dostarczając więcej informacji na temat jego firmy. Nic zbyt szczegółowego, ale wystarczająco dużo, by dowiedzieć się, jakiego rodzaju interesy prowadził, choć wiedziałam, że to nie do końca prawda.
Nie było mowy, żeby prowadził tylko „czyste” interesy.
Budził strach. Był samym niebezpieczeństwem.
Nawet mój brat, Dimitri, nie chciał wchodzić mu w drogę. Wyglądało na to, że między Volkov Vory a Włochami od dawna panowała zła krew. Tata nigdy nie próbował zawrzeć z nimi sojuszu, podpisali jedynie traktat pokojowy, by uniknąć wojny. Zastanawiałam się, jakie tajemnice jeszcze ukrywają.
Z drugiej strony, mafia nigdy mnie nie interesowała.
Jego firma, Nexus Core, była jednym z czołowych przedsiębiorstw technologicznych. Słynęła z wiedzy specjalistycznej w tworzeniu nowszych i lepszych technologii przyszłości. Była warta miliardy, a sam dyrektor generalny, Dante Moretti, był wart jeszcze więcej.
Zrobiłam rozeznanie w internecie i odkryłam, że jest singlem. To znaczy, założyłam, że jest singlem, bo nie było żadnych zdjęć, na których widać by było u jego boku kobietę. Pojawiał się na imprezach biznesowych sam, a poza tym w sieci krążyło zaledwie kilka jego fotografii.
Może... nie był heteroseksualny.
Nie, to niemożliwe. Sposób, w jaki mnie pocałował, mówił sam za siebie.
Nie tyle on mnie pocałował, bo przecież to ja zrobiłam pierwszy krok, ale odwzajemnił pocałunek, nie powstrzymując się ani nie odpychając mnie — to był dla mnie wystarczający dowód, by przekonać samą siebie, że jednak interesują go kobiety.
Dante. Moretti.
Jego imię wydawało mi się znajome. Może to przez nazwisko rodowe, a może już wcześniej o nim słyszałam, tylko nie pamiętałam kiedy. Tata mógł wspomnieć jego imię podczas załatwiania interesów kilka lat temu, ale jeśli Dante był w moim wieku, nie mógł mieć więcej niż czterdzieści lat.
Więc co zamierzałam zrobić z Dantem? Co planowałam?
Najpierw musiałam się z nim spotkać. Osobiście.
I właśnie dlatego następnego ranka stałam przed budynkiem Nexus Core. Moja zmiana zaczynała się dopiero o siedemnastej, więc miałam jeszcze czas, by zrealizować swój plan. O ile, oczywiście, wszystko pójdzie po mojej myśli.
Poza pocałunkiem i pierwszym spotkaniem z ustami Dantego, nigdy wcześniej nie miałam z nim do czynienia. Owszem, słyszałam o kimś z rodziny Morettich, kto był brutalny i lubował się w zabijaniu. Słynął ze złej opinii i było to dokładnie to, czego potrzebowałam do rozwiązania mojego problemu.
On był rozwiązaniem. Czułam to.
Nawet jeśli oznaczało to ryzykowanie własnym życiem. I tak było już zrujnowane.
Skąd jednak mogłam mieć pewność, że się na to zgodzi? Jak mogłam przekonać samą siebie, że nie wyrzuci mnie za drzwi, albo gorzej... nie zagrozi, że mnie zabije? Co, jeśli w chwili, gdy tylko wejdę do jego biura, zorientuje się, kim jestem, i od razu wpakuje mi kulkę w łeb?
Byłam w głębokim błędzie, łudząc się, że zechce mi pomóc. Ryzykowałam wszystko, ale w tym momencie nic mnie to nie obchodziło. Potrzebowałam tego.
Im dłużej bym zwlekała, tym szybciej tata wymyśliłby kolejne plany; mógłby nawet zdecydować się na porwanie, gdybym spróbowała uciec. Tata nie był opcją do negocjacji; był zbyt zaślepiony, by porozumieć się z własną córką. I tak nie mogłyśmy liczyć na przyzwoitą rozmowę.
A co z Dantem?
Był nieznajomym. Słyszałam o nim złe rzeczy, ale dobrowolnie wchodziłam do klatki z lwem.
Nawet Dimitri ostrzegał mnie przed nim. Nie rozumiałam konfliktu między naszymi rodzinami, ale byłam zdesperowana; potrzebowałam wyjścia. Jeśli by mi nie pomógł, nie miałabym żadnej innej opcji.
Wolnym krokiem weszłam do budynku, a stukot moich obcasów echem odbijał się od podłogi. W holu był spory tłum, wokół toczyły się głośne rozmowy. Stałam w miejscu, mocno ściskając torebkę — skłamałabym, mówiąc, że w ogóle się nie denerwowałam.
Drżałam, ale wychowano mnie na silną i zdeterminowaną kobietę.
Gdy tylko dotarłam do recepcjonistki, nasze spojrzenia się spotkały, a na jej ustach wykwitł uśmiech.
— Witam w Nexus Core. W czym mogę pomóc?
— Dzień dobry, chciałabym się zobaczyć z panem Morettim.
— Czy jest pani umówiona? — Pisała coś na laptopie, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
— Nie, nie jestem, ale to bardzo pilne.
— Czy mogłabym prosić o pani godność?
— Elena Volkov.
— Chwileczkę.
Recepcjonistka wstała, podeszła do współpracownika i powiedziała mu coś na ucho. Następnie sięgnęła po telefon, by wykonać krótki telefon, cały czas zerkając w moją stronę. Rozmowa trwała prawie dwie minuty, zanim się rozłączyła i wróciła na swoje miejsce.
— Pan Moretti pani oczekuje. Dax zaprowadzi panią na górę — wskazała na mężczyznę stojącego niedaleko wejścia.
Szedł w moją stronę z grymasem na twarzy.
Dante się mnie spodziewał. Jak to w ogóle możliwe?
Starałam się odepchnąć od siebie wszelkie zdezorientowanie, podążając za Daxem w stronę windy. Nie odezwał się ani słowem podczas naszej jazdy na najwyższe piętro. Podczas gdy ja kręciłam się nerwowo i przygryzałam wnętrza policzków, on stał nieruchomo jak posąg.
Czy on w ogóle oddychał?
Gdy dotarliśmy na najwyższe piętro, gestem nakazał mi iść za nim.
Utrzymywałam kilkukrokowy dystans, aż w końcu zatrzymaliśmy się przed zamkniętymi drzwiami, do których zapukał jeden raz.
— Wejść — rzucił ktoś z drugiej strony. Założyłam, że to Dante.
Dax otworzył mi drzwi, a ja weszłam do środka. Zamek natychmiast kliknął za moimi plecami, pozostawiając mnie samą na sam z mężczyzną, Dantem Morettim. Stał twarzą do szklanego okna, spoglądając w dół na miasto, z dłońmi wciśniętymi w kieszenie materiałowych spodni. Nawet od tyłu był dziełem sztuki. Gdyby Bóg miał swoich ulubieńców, byłabym przekonana, że to właśnie na Dantego poświęcił najwięcej czasu, bo nie miał on absolutnie żadnej skazy.
Stałam w miejscu; nie mogłam oderwać od niego wzroku.
Aż w końcu odwrócił się w moją stronę i nasze spojrzenia się spotkały. Te idealne, bursztynowe oczy można było pomylić z płatkami szczerego złota, zwłaszcza w promieniach słońca wpadających przez okno; były głębokie i wyraziste, a gdyby tylko patrzyło się w nie wystarczająco długo, można by w nich przepaść bez reszty.
Dante nie ukrywał zaintrygowania; omiótł wzrokiem moje ciało, po czym ponownie spojrzał mi w oczy. Tamtej nocy był oszałamiająco piękny, ale dziś wydawał się jeszcze piękniejszy — jak to w ogóle możliwe? Drogi, szyty na miarę garnitur leżał na nim wręcz idealnie. Z jego postawy biła pewność siebie, o którą, byłam tego pewna, tak wielu mogło tylko pomarzyć.
Niemal zapomniałam, że mężczyzna stojący przede mną był jednocześnie mordercą.
Jego ciemnobrązowe włosy były gładko zaczesane do tyłu, a kilka opadających kosmyków tylko dodawało im uroku.
— Eleno Volkov, czemu zawdzięczam tę przyjemność? — odezwał się, kompletnie mnie zaskakując.
Wyciągnął jedną rękę z kieszeni, by nacisnąć coś na laptopie, po czym ponownie na mnie spojrzał, czekając na odpowiedź. Każde słowo wyparowało z mojego umysłu i dosłownie mnie zatkało. Nie spodziewałam się, że będzie na mnie czekał, ani że będzie znał moje imię.
Oczywiście nie powinno mnie to dziwić; musiał zlecić komuś zbadanie mojej przeszłości.
Dimitri robił to cały czas. Przypuszczałam, że w ich linii biznesowej było to na porządku dziennym.
— Spodziewałeś się mnie? — zapytałam.
— A ty przyszłaś tu dobrowolnie, nie wiedząc, że się ciebie spodziewano — odpowiedział z kpiącym uśmieszkiem na ustach. Ten człowiek był pełen siebie, i to w najłagodniejszym tego słowa znaczeniu. Zdawał sobie sprawę z roztaczanej wokół siebie aury i robił z niej doskonały użytek. Nie było mowy, żeby był przyzwyczajony do odrzucenia.
Byłam pewna, że nikt nigdy go nie odrzucił.
— Skąd znałeś moje imię?
— Kazałem moim ludziom cię sprawdzić.
— Znalazłeś wszystko, czego szukałeś?
— Nie do końca. Twój brat całkiem nieźle poradził sobie z ukryciem twoich danych osobowych.
Oczywiście. Dimitri albo tata wykonali świetną robotę, ukrywając nasze tożsamości przed byciem wyszukanym czy zhakowanym, bo byłyśmy ważne — mama, Sasza i ja. Byłyśmy celami dla naszych wrogów. Czasami wciąż wyczuwałam, jak jeden z ludzi taty śledził mnie dla mojego bezpieczeństwa. Radzili sobie jednak całkiem dobrze, bo rzadko ich zauważałam.
— Rozumiem... zakładam więc, że wiesz, kim jestem. — Zrobiłam kilka kroków w jego stronę, dumnie unosząc podbródek i odzyskując pewność siebie.
— Jesteś córką Maksima Volkova. — Odparł, obserwując z intensywnością każdy mój ruch. — Należysz do Volkov Vory. A mimo to stoisz tutaj... na sycylijskim terytorium.
Zmarszczyłam brwi.
— Nie zwracam uwagi na interesy mojego ojca. Prawdę mówiąc, nic o nich nie wiem. Nigdy mnie to nie interesowało.
— Czy dlatego poszłaś na medycynę?
— Zakładam, że mój brat nie wykonał jednak najlepszej roboty w ukrywaniu moich prywatnych informacji.
Kąciki jego ust uniosły się, gdy cały czas wpatrywał się we mnie.
— Dlaczego tu jesteś, Eleno?
Wtedy wszystko ponownie spoważniało. Jego wargi zacisnęły się w cienką linię, a w jego wzroku pojawiła się groza. Ten mężczyzna wiedział o mnie o wiele więcej, niż ja o nim, ale wcale się go nie bałam. Nie byłam szpiegiem i przyszłam tu dobrowolnie, we własnym interesie.
— Chodzi o tamtą noc na gali...
Przerwał mi:
— Przyszłaś po dokładkę?
— Co? Nie — pokręciłam głową. — Potrzebuję twojej pomocy.
Dante zrobił kilka kroków w moją stronę, ale zatrzymał się, zachowując między nami spory dystans. Był zaintrygowany i chciał, bym w końcu przeszła do rzeczy. Z drugiej strony, wcale nie wyciągał mi słów z ust na siłę.
Nie chciałam ich z siebie wyrzucać tak po prostu.
— Czy ja wyglądam na kogoś, kto mógłby ci pomóc? Szukasz w złym miejscu — odparł, odwracając wzrok.
— Jesteś jedyną osobą, która może mi pomóc. Poza tym, jeszcze mnie nie wysłuchałeś.
Skrzyżował ramiona.
— A niby dlaczego miałbym to robić?
— Spodziewałeś się mojego przybycia. Wiesz, że czegoś chcę, i nawet nie musisz udawać, że nie jesteś ciekawy. — Odpowiedziałam, podchodząc do niego na odległość kilku kroków, na co uniósł brew, ale nadal pozostawał opanowany. Trzymał emocje na wodzy.
— Więc mów.
Chwilę mi zajęło, zanim uświadomiłam sobie, że dzieliły nas zaledwie cale, i gdybym wykonała jakikolwiek ruch, nasze usta by się spotkały. Nie staliśmy tak blisko, jak podczas naszego pierwszego spotkania, ale wystarczająco blisko. Mogłam nawet dostrzec gęstość jego rzęs i to, jak pięknie podwijały się, podkreślając oczy.
— Chcę, żebyś się ze mną ożenił.
Z jego ust wyrwał się cichy śmiech i odchylił się do tyłu. Pomyślał, że nie mówię poważnie i postanowił wrócić na swoje miejsce, całkowicie mnie ignorując.
— Ta księżniczka z Volkov Vory jest kompletnie szalona — mruknął pod nosem, ale wystarczająco głośno, bym mogła to usłyszeć.
— Nie sądzę, żeby to było zabawne. Chcę, żebyś się ze mną ożenił.
— Co sprawia, że myślisz, że chciałbym to zrobić?
— Nie masz powodu, by się nie zgodzić. Właściwie sam wyciągniesz z tego własne korzyści.
— Och, oświeć mnie. Co takiego możesz mi zaoferować, czego jeszcze nie posiadam?
— Więcej władzy. Volkov Vory. — Odparłam.
— Nie jestem zainteresowany utrzymywaniem dobrych relacji z Volkov Vory.
Westchnęłam.
— Mój ojciec chce, abym wyszła za mąż za mężczyznę, którego sam wybrał. A ja tego nie chcę. Chcę mu udowodnić, że nie ma kontroli nad moim życiem. Dlatego chcę, żebyś wziął ze mną ślub. Udawaj, że jesteś we mnie zakochany. Pokazuj mnie wszystkim jako swoją żonę.
— Weszłaś do mojego biura, by zaproponować mi małżeństwo, i liczyłaś, że na to przystanę? — zapytał, kręcąc głową. — Tak jak mówiłem, źle trafiłaś.
Zachowałam pewność siebie, choć zaczynałam tracić nadzieję. Może on tak naprawdę miał na myśli, że nie chce się zgodzić? Kto przy zdrowych zmysłach w ogóle by się na to pisał? Ryzykowałam wszystko, przekraczając próg jego gabinetu. Wiedziałam, że to z góry skazane na porażkę.
— Mogę zaoferować ci pieniądze. Tyle, ile tylko zechcesz — dodałam.
— Mam już miliardy.
— Nie musimy nawet długo pozostawać w małżeństwie. Jedyne, o co proszę, to trzy lata, po których oboje pójdziemy w swoje strony.
— Prosisz o trzy lata zobowiązania.
— To nawet nie będzie nic prawdziwego. Po prostu będziemy udawać zakochanych w obecności innych, ale za zamkniętymi drzwiami pozostaniemy sobie obcy. Nie będę ci wchodzić w drogę, a ty nie będziesz musiał przejmować się tym, co dzieje się w moim życiu. Jedyne, o co proszę, to trzy lata małżeństwa.
— Nie przynosisz mi żadnych korzyści.
— Zyskałbyś sojusz z Volkov Vory. Zyskałbyś więcej szacunku.
— Mam go pod dostatkiem.
— Zyskałbyś większą władzę.
— Już i tak mam potężną władzę — prychnął.
— Trzy lata... proszę tylko o trzy lata.
— Nie. — Spojrzał prosto w moje oczy. — Gdybym się z tobą ożenił, po trzech latach nigdy bym cię nie wypuścił. Choćbyś błagała o rozwód, zdzierając sobie gardło, nigdy by do niego nie doszło.
— Co?
Moje serce zaczęło bić szybciej, gdy zrobił kilka kroków w moją stronę. Nie zrywaliśmy kontaktu wzrokowego, ale zaczynałam czuć coś dziwnego. Czy byłam zdenerwowana? Czy bałam się tego, co miało nadejść?
Wyciągnął rękę, by założyć kosmyk włosów za moje ucho. Zastygłam w bezruchu, w obawie przed wykonaniem jakiegokolwiek ruchu. Zamurowało mnie.
— Jestem katolikiem. Nie wierzę w rozwody — odparł z uśmieszkiem. — Choć może brzmieć to komicznie z ust grzesznika takiego jak ja, traktuję Jego słowa poważnie, choć... tylko niektóre. Nadal chcesz za mnie wyjść? Utkniesz na całe życie w małżeństwie bez miłości.
— Ty... wolałbyś tkwić w małżeństwie, niż mnie puścić ze względu na swoje przekonania?
— Małżeństwo to więź na całe życie. Rozwód z tobą byłby potwornym grzechem.
Nie byłam pewna, czy jest sarkastyczny, czy śmiertelnie poważny. Sposób, w jaki jego ciepłe palce przesuwały się po moim policzku, kiedy poprawiał mi włosy, sposób, w jaki jego oddech owiewał moją twarz, a zapach otępiał moje zmysły... Zaczynałam tracić zmysły.
Nic nie szło zgodnie z planem.
Ten człowiek odwracał wszystko na moją niekorzyść. Prosiłam o trzy lata małżeństwa — fałszywego małżeństwa, a on proponował mi związek na całe życie.
— Nie mogę zostać twoją żoną.
— W takim razie możesz wyjść drogą, którą tu weszłaś.
Wrócił do biurka, usiadł i zaczął pisać coś na laptopie, podczas gdy ja stałam jak wmurowana. Moje myśli uciekły w stronę poszukiwania innych możliwości, by rozwiązać ten problem. W tej właśnie chwili tata pewnie knuł kolejne plany, a stojący przede mną Włoch oferował mi małżeństwo na całe życie, bez krzty miłości.
To będzie cholernie trudna decyzja.
Nie miałam innego wyboru. Od samego początku nie miałam żadnych innych opcji.
Oczekiwałam, że kiedy tu przyjdę, sprawy potoczą się po mojej myśli, a tymczasem szokiem było dla mnie zobaczyć, jak role się odwróciły.
— Dobrze. Ożeń się ze mną. — Oznajmiłam stanowczo.
Jego brązowe oczy wbiły się w moje.
— Zawsze możesz zmienić zdanie, Eleno.
— Nie, nie chcę tego robić. Przyszłam tu w jednym celu i nie zamierzam się wycofywać. A więc ustalone. Ożenisz się ze mną — możemy zacząć udawać kochającą się, szczęśliwą parę, a potem wspólnie zdecydujemy, kiedy się oświadczysz.
— Chcesz, żebym ci się oświadczył, mimo że od samego początku był to twój pomysł? — Uniósł jedną brew.
— Tak to zazwyczaj działa, prawda?
— Nie ufam ci, Eleno.
— Nie musisz. Z łatwością możesz zlecić ponowne sprawdzenie mojej przeszłości. Nie jestem szpiegiem swojego brata ani ojca.
— Mam jednak kilka warunków.
— Wymieniaj.
Dante podszedł bardzo blisko; nasze twarze dzieliły zaledwie cale, gdy patrzył mi głęboko w oczy. Sama pochyliłam głowę w jego stronę, by wyjść naprzeciw jego spojrzeniu. Dał mi jasno do zrozumienia, że z rozmysłem poświęcał czas, przyglądając się każdemu mojemu rysowi.
Moje oczy. Mój nos. A na koniec — moje wargi.
Jego wzrok na ułamek sekundy dłużej zawiesił się na moich ustach.
— Nie oczekuj ode mnie szczęścia. Nie oczekuj miłości. Nie oczekuj zaangażowania. Dostaniesz moje nazwisko – nigdy nie dostaniesz mojego serca.
Pochyliłam się, tym razem dzielił nas zaledwie oddech.
— A ty mojego.
— W takim razie umowa stoi.
I oto był on, we własnej osobie. Mój przyszły mąż obiecywał mi więź na całe życie pozbawioną miłości, szczęścia i zaangażowania. Przez wzgląd na przeszłość, sama i tak nigdy nie byłam gotowa, by mnie kochano lub okazywano mi oddanie. Zapowiadało się na naprawdę wspaniały początek.






