languageJęzyk

Rozdział 1

Autor: Beatrice Hammond13 kwi 2026

Szłam po trawie, niosąc stertę wełnianych koców. Przygotowywaliśmy się do dzisiejszych obchodów pełni księżyca. Uwielbiam te comiesięczne spotkania watahy. Jemy, śmiejemy się, opowiadamy historie o przeszłości watahy i o bogach. Potem ci, którzy potrafią się przemienić, pobiegną do lasu. Reszta z nas zostaje z tyłu i udaje, że wcale im nie zazdrości. Od osiemnastu lat należałam do grupy, która zostaje przy ognisku, by pilnować szczeniąt i dbać o to, by ogień w palenisku nie zgasł. Stawało się to już nużące. Chciałam, żeby mój wilk wreszcie się pojawił, chciałam udowodnić, że nie jestem niewypałem.

"Cześć, skarbie." Odwróciłam się na dźwięk głosu ojca i uśmiechnęłam. Był w lesie, sprawdzając teren razem z Alfą i Gammą w ramach przygotowań do nocy.

"Cześć, tato" – zawołałam, kładąc koce na pniu, a następnie wzięłam kilka z nich i rozłożyłam na innych kłodach, na których zwykliśmy siadać wokół ogniska. Służyły one bardziej dla wygody niż dla ciepła; wszystkie wilkołaki miały podwyższoną temperaturę ciała. Nawet te takie jak ja, które nie miały wilka. Jeszcze, dodałam w myślach.

"Nie możesz się doczekać jutra?" – zapytał Alfa Maximilian, gdy on, Gamma Jasper i mój ojciec podeszli do mnie.

"Trochę" – odpowiedziałam.

"Co masz na myśli mówiąc 'trochę', fasolko?" – zapytał Gamma Jasper. On, mój ojciec i Alfa byli najlepszymi przyjaciółmi przez całe życie. Nikt nie był zaskoczony, gdy Alfa Maximilian mianował mojego ojca swoim Betą, a Jaspera swoim Gammą, przejmując od ojca przywództwo nad watahą. To było na lata przed narodzinami moimi i mojego brata. Dorastaliśmy z rodzinami Alfy i Gammy tak, jakby stanowili przedłużenie naszej własnej. Mój brat, Valerian, był najlepszym przyjacielem Caspiana, syna Alfy. Wszyscy oczekiwali, że będę najlepszą przyjaciółką Celeste, córki Gammy Jaspera. Ale zupełnie się nie dogadywałyśmy. Utrzymywałyśmy jedynie przyjazne stosunki ze względu na nasze rodziny.

"Myślę, że mój skarb jest po prostu zdenerwowany. Skończenie osiemnastu lat to duży krok" – powiedział tata, obejmując mnie ramieniem i przyciągając do siebie.

"Zgadza się. Będzie w stanie wyczuć swojego przeznaczonego, a on będzie mógł rozpoznać ją, pod warunkiem, że oboje mają skończone osiemnaście lat" – powiedział Alfa z szerokim uśmiechem.

"Ona jest za młoda na takie rzeczy" – mój tata zmarszczył brwi, a obaj jego przyjaciele wybuchnęli śmiechem. Mój tata i Alfa Maximilian mieli częściowo rację. Denerwowałam się możliwością wyczucia swojego przeznaczonego. Ale chodziło o coś więcej. Mój wilk wciąż się we mnie nie przebudził, nigdy nie byłam w stanie się przemienić i z każdą kolejną pełnią księżyca wyglądałam na coraz słabszą w oczach innych wilkołaków. Zdolność do przemiany pojawiała się między szesnastym a dwudziestym piątym rokiem życia. Wszyscy wiedzieli, że im młodszy byłeś w chwili pojawienia się wilka, tym silniejszy był on, a co za tym idzie – ty sam. Caspian przemienił się po raz pierwszy miesiąc po ukończeniu szesnastu lat, mój brat siedem miesięcy po swoich szesnastych urodzinach. Celeste miała niewiele ponad siedemnaście lat, kiedy przeszła przemianę. Miałam prawie osiemnaście lat i nie czułam nawet najmniejszego mrowienia podczas pełni księżyca. Bałam się, że jeśli znajdę swojego przeznaczonego, uzna mnie za zbyt słabą.

"Chyba nie martwisz się wciąż o swojego wilka, maleńka?" – zapytał Alfa. Skinęłam głową. Przez ostatnie dwa lata odbyliśmy tę rozmowę wielokrotnie. "Camellio Rose Kensington, dwa lata to nic. Ona w końcu do ciebie przyjdzie" – powiedział. Wzdrygnęłam się, gdy użył mojego pełnego imienia. Moja matka ma bzika na punkcie wszystkiego, co rośnie, i nazwała dwoje swoich jedynych dzieci imionami swoich ulubionych roślin. Mój ojciec nie oponował, bo kocha ją zbyt mocno, by nie pozwolić jej postawić na swoim.

"Wiem, Alfo" – odpowiedziałam.

"Jesteś idealna dokładnie taka, jaka jesteś, skarbie" – powiedział mój ojciec i pocałował mnie w czubek głowy.

"Musisz tak mówić, jesteś moim ojcem" – zauważyłam.

"A jeśli jakikolwiek chłopak powie ci coś innego, powiedz nam, a skopiemy mu tyłek."

"Dziękuję, wujku Jasperze" – powiedziałam.

"Zawsze do usług" – powiedział i zmierzwił mi włosy. Zaprotestowałam i spróbowałam się wyrwać, ale mój ojciec tylko się roześmiał i przytrzymał mnie w miejscu. Nienawidziłam, gdy ktoś bawił się moimi włosami. Nawet w najlepszych chwilach trudno było zapanować nad tymi rudymi lokami, a po takim zmierzwieniu stawały się jedną wielką, splątaną i napuszoną kopą.

"Dobra, koniec tego leniuchowania. Ruszcie tyłki. Zobaczymy się później, maleńka, a po północy będziemy świętować twój wielki dzień" – oznajmił nam Alfa.

"W porządku, już idziemy" – westchnął z udawaną irytacją mój ojciec. Czasami myślę, że ta trójka utknęła w permanentnym trybie nastolatka, i trochę przeraża mnie myśl, że to oni zarządzają watahą. Ale są w tym dobrzy. Nasza wataha jest jedną z najsilniejszych i najbardziej cenionych na świecie. To dla nas wszystkich powód do dumy. Podczas gdy mój ojciec i jego dwaj przyjaciele kontynuowali obchód, ja wróciłam do swoich wieczornych obowiązków. Zazwyczaj pomagałam matce, gdy wraz z kilkoma innymi kobietami przygotowywała jedzenie. Ale zostałam przydzielona do innych zadań i domyślam się – a przynajmniej mam taką nadzieję – że to dlatego, iż pracują nad tortem niespodzianką na moje urodziny. Kiedy podeszłam do Seraphiny, przeznaczonej Jaspera, by dowiedzieć się, jakie zabawy zaplanowała dla szczeniąt, starałam się pamiętać o tym, że mam szczęście. Mam wspaniałą rodzinę, dobrych przyjaciół i wspaniałą watahę. Więc co z tego, że nie mam wilka? Trzy z czterech to chyba nie najgorzej, prawda? A jeśli znajdę swojego przeznaczonego i będzie mnie kochał tak, jak to robią partnerzy, będę miała cztery na pięć. To byłoby fantastyczne. Chyba że cię odrzuci, bo nie masz wilka – powtarzał cichy głosik w mojej głowie. Ten głos był jak zacięta płyta, odtwarzana w moim umyśle raz za razem.

Kilka godzin później siedziałam przed ogniskiem, śmiejąc się wraz z innymi, podczas gdy Nathaniel, jeden z najstarszych wojowników w watasze, opowiadał o tym, jak pokonał chmarę wampirów. Liczba wampirów w tej opowieści rosła z każdą kolejną pełnią księżyca. Ale wszyscy uwielbialiśmy słuchać, jak opowiada tę historię. Większość członków watahy biegała w wilczej postaci po okolicznym lesie. Wciąż nie odczuwałam potrzeby przemiany, więc jak zwykle zgłosiłam się na ochotnika, by popilnować szczeniąt i mieć oko na nastolatków. Tuż po północy wataha zaczęła wracać. Wychodzili z lasu w grupach lub parach, wszyscy uśmiechnięci i wyraźnie zrelaksowani. Zastanawiałam się, dlaczego wracają tak wcześnie, gdy nagle moja matka i Luna Josephine podeszły, niosąc między sobą tort urodzinowy. Poczułam, jak otwieram szeroko oczy na widok niesamowitego dzieła, które postawiono przede mną. Miał trzy piętra, był pokryty białym lukrem i cukrowymi kwiatami, przez co wyglądał jak kwitnąca łąka. Na samym szczycie płonęły dwie świeczki, jedynka i ósemka.

"Wszystkiego najlepszego, kochanie" – powiedziała moja matka.

"Dziękuję, mamo." Matka przytuliła mnie, a po niej również Luna Josephine zamknęła mnie w szczelnym uścisku.

"Mam nadzieję, że wkrótce znajdziesz swojego przeznaczonego i że będzie wszystkim, o czym marzysz i na co zasługujesz" – szepnęła mi Luna.

"Dziękuję, Luno" – powiedziałam.

"Czas zdmuchnąć świeczki i pomyśleć życzenie, skarbie" – odezwał się tata, dołączając do nas.

"Jeszcze nie. Valeriana tu nie ma" – zauważyła matka.

"Poszedł z Caspianem i Celeste" – powiedziała Luna Josephine, tuląc się do Alfy.

"Mogę poczekać" – zaoferowałam, co wywołało uśmiech na twarzach pary Alfa.

"Szczerze mówiąc, jest tu cała wataha, a my czekamy na naszego syna" – powiedziała matka, a ja wyłapałam zniecierpliwienie w jej głosie. Usłyszałam mojego brata i naszych przyjaciół, zanim jeszcze ich zobaczyłam. Mój brat wybiegł z lasu niemal truchtem, a tuż za nim podążał Caspian, podczas gdy Celeste niespecjalnie się spieszyła.

"Przepraszam, przepraszam, nie zdałem sobie sprawy, jak głęboko wbiegliśmy w las. Jeszcze nie zdmuchnęłaś świeczek, prawda?" – zapytał Valerian.

"Nie, czekała na ciebie" – powiedziała mu matka, posyłając mu spojrzenie, które dało wszystkim jasno do zrozumienia, że nie była zadowolona.

"Przepraszam" – powtórzył. A ja? W ogóle nie zwracałam uwagi na to, co mówił mój brat. Cała moja uwaga skupiała się na zapachu drzewa sandałowego i ananasa. Nawet bez mojego wilka wiedziałam, że to zapach mojego przeznaczonego. Odwróciłam się w jego kierunku i zobaczyłam Caspiana, stojącego na skraju lasu, odwzajemniającego moje spojrzenie z równym zaskoczeniem, jakie czułam ja sama. Caspian, syn Alfy, był moim przeznaczonym?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki