Poczułam na sobie wzrok Damiena, a on przez chwilę milczał. Być może zaczynał rozumieć, jak bardzo się tego bałam i martwiłam.
„Katherine…” – zawołał mnie miękko Damien.
Ciepło jego dłoni przykryło moją, po czym powoli ujął moją dłoń w swoją o wiele większą. Trzymał moją dłoń delikatnie w swojej, powoli gładząc opuszką kciuka jej wierzch. Regularny ruch jego kciuka sunącego po wierzchu mojej dłoni






