Sienna POV
Ojciec spojrzał na mnie z rozbawieniem, unosząc brew. – Daj mi chwilę, kruszynko – powiedział i kontynuował rozmowę z Alfą.
Luna Celine poprosiła Brody’ego, by poszedł do piwniczki i przyniósł stamtąd najlepsze wino. Gdy Brody wyszedł, uśmiechnęła się do mnie ciepło i pospieszyła do kuchni. Biorąc głęboki oddech, patrzyłam na ojca rozmawiającego z Alfą przyciszonym głosem, podczas gdy w moim wnętrzu panował kompletny chaos.
Kilka minut później tata zerknął na mnie i skinął głową w stronę ganku, dając mi znak, bym poszła za nim. Ruszyłam za nim, a Alfa Conrad odprowadził nas wzrokiem z lekkim uśmiechem, sącząc whiskey.
Gdy ojciec oparł się o barierka, zapytał: – O co chodzi, Sienna?
Splotłam spocone dłonie. – Tato, ja… – Miętosiłam palce. – Nie chcę wychodzić za Rykera. On jest partnerem Roxy, a małżeństwo z nim zniszczy Roxy. On będzie mnie nienawidził do końca życia, tak samo jak ona. Proszę, tato, nie wpychaj mnie w dożywotnią rozpacz.
Mój ojciec przechylił głowę i przez chwilę patrzył na mnie z czułością. – Twoja matka i ja dawno temu zdecydowaliśmy, że Ryker będzie dla ciebie najlepszy. Wiem, że początkowo będzie to trudne i dla ciebie, i dla niego, ale jestem pewien, że z czasem polubicie się nawzajem.
– Ale tatusiu…
– Sienna! – przerwał mi gniewnie. – To decyzja, którą podjęła Starszyzna wspólnie z Alfą i Luną. Nie mogę im się sprzeciwić. Więc to się stanie! A o Roxy i Gemmę się nie martw. Ja je przekonam.
Wzdrygnęłam się, zaciskając zęby.
– Pomóż Lunie Celine przy kolacji, a potem przygotuj się do pierwszej przemiany. – Ojciec przeszedł obok mnie, nie słuchając już moich protestów. Wiedziałam, że on również jest związany decyzją Alfy i Starszyzny. Nie miał wyboru, ale dlaczego czułam, że on też maczał w tym palce?
Skoro nie było już miejsca na dyskusję, poczłapałam pomóc Lunie Celine przy kolacji. Brody dołączył do nas i wkrótce zaczęliśmy się przekomarzać. To niesamowite, jak szybko potrafiliśmy zapomnieć o moim trudnym położeniu.
Ryker nie wrócił na kolację. Wiedziałam, że musi być z Roxy, kojąc jej zranione uczucia. Choć czułam się z tym okropnie, to jak mogłam oczekiwać, że tak szybko pogodzą się z tym nowym układem? Jednak myśl o tym, że był z Roxy, sprawiała, że w moim żołądku otwierała się otchłań żalu. Miałam ochotę pójść do nich i przyciągnąć go tutaj z powrotem. Moje oczy znów napełniły się łzami. Czy tak miała wyglądać moja codzienność? Tęsknota za Rykerem, podczas gdy on zostawał u Roxy?
Kolacja dobiegła końca i wszyscy wyszliśmy na werandę z tyłu domu Alfy, bym mogła przejść przemianę. Jak to będzie wyglądać?
– Po prostu zachowaj spokój i skupienie – poradził ojciec. – Pozwól jej przejąć kontrolę.
– Tak, przy pierwszej przemianie pojawi się ból, ale pokochasz to – dodała Luna Celine, patrząc na mnie ciepło. Alfa Conrad objął ją ramieniem, jakby była jego własnością, popijając wino. Wyglądali razem tak wspaniale. W duchu miałam nadzieję, że Ryker też tu ze mną będzie. Jak mógł trzymać się z daleka tak długo? Był na tyle niegrzeczny, że opuścił nawet kolację. Ale to nie zraziło jego rodziców. Wyglądali, jakby byli całkowicie pewni tego, co robią.
– Hej, ja też chcę być przy jej pierwszej przemianie! – wpadł Brody.
Alfa Conrad zachichotał. – A kto ci broni?
Kilka minut przed północą wszyscy ruszyliśmy w stronę ściany lasu, gdzie zauważyłam kosz z przygotowanymi ubraniami. Po powrocie do ludzkiej formy wszyscy musieliśmy się ubrać.
Ekscytacja walczyła z bolesnym smutkiem, gdy wodziłam wzrokiem dookoła, mając nadzieję, że Ryker jednak się pojawi, ale go nie było. Zamrugałam, by odgonić łzy, które znowu cisnęły mi się do oczu. Biorąc głębokie oddechy, skupiłam się na nadchodzącej przemianie.
Odchyliłam głowę i spojrzałam na księżyc w pełni. Był piękny, rozświetlał nocne niebo swoim blaskiem. Jego jasność była tak intensywna, że gwiazdy wokół niego bladły. Jego promienie działały na mnie kojąco.
– Rzadko zdarza się pełnia podczas pierwszej przemiany – poinformowała mnie Luna Celine. Zaskoczona, spojrzałam na nią. Zachichotała. – Śmiało, poczuj swoją wilczycę.
I poczułam ją. Zdawało się, że tylko czekała, by wyjść na powierzchnię. Mrowienie rozeszło się po całym moim ciele, aż po same palce u stóp. W klatce piersiowej zawibrował warkot, a potem nagle moje kości zaczęły trzaskać. Z mojego gardła wyrwał się krzyk, gdy kości łamały się, pękały i wydłużały. Ból towarzyszący transformacji był rozdzierający. Po prostu nie mogłam go znieść. „Puść to…” – szepnął ktoś w moim umyśle. Moja wilczyca.
Kiedy zamrugałam, by odzyskać ostrość widzenia, wszystko było zamazane, a jedyne, co widziałam, to wydłużony pysk. Moje ręce i nogi pokryły się futrem, a pazury wydłużyły. Kilka minut później stałam na czterech łapach, a moje ubrania, rozerwane w strzępy, leżały porzucone obok. Zszokowana odwróciłam głowę i zobaczyłam, że mój ojciec, Alfa, Luna i Brody stoją tam z szeroko otwartymi oczami, patrząc na mnie z zachwytem.
– Wiedziałam! – pisnęła Luna Celine.
„Cześć Sienna” – odezwała się w moich myślach wilczyca, odciągając moją uwagę. „Miło cię poznać. Jestem Kira, twoja wilczyca”.
Zafascynowana Kirą, odpowiedziałam: „Cześć Kira!”.
Kira zachichotała. „Usiądź wygodnie i odpocznij. Idziemy pobiegać”. Nagle ruszyła przed siebie z niesamowitą prędkością.
Gdy Kira biegła, nie mogłam wyjść z podziwu. Wszystkie moje zmysły się wyostrzyły. Odgłosy owadów nucących w oddali wypełniały powietrze, a chłodny powiew muskał moje futro, dając mi poczucie świeżości. Z każdym krokiem na miękkiej, zapraszającej ziemi mój węch stawał się coraz czulszy. Czułam się jak pani tego świata.
Kira biegła przez kilka godzin, aż dotarła do małego strumienia, gdzie zatrzymała się, by napić się wody. Za mną rozległy się kroki i po zapachu poznałam, że to wilki mojego ojca, Alfy i Luny.
Kirę ogarnął smutek, bo miała nadzieję, że Ryker tam będzie. Serce mi zamarło, gdy jej emocje przelały się na mnie. „To głupiec” – powiedziała. Zgnębiona, Kira przeskoczyła przez strumień i pognała na drugą stronę, mimo że pozostali zawyli w proteście. Wiedziałam, że ucieka przed tym mdłym uczuciem, ale czy naprawdę mogłyśmy się od niego uwolnić?
Nie wiedziałam, jak długo biegłyśmy, ale nie chciałyśmy wracać do domu. Musiałyśmy zgubić pozostałych, bo nie słyszałam ich już za sobą. Zmęczona i głodna, Kira powlekła się pod drzewo i usiadła tam, załamana tym, że Ryker nie jest nami zainteresowany.
Właśnie gdy uniosła głowę, by zawyć, z ciemności wyłonił się czarny wilk. Wysoki i umięśniony, powoli podszedł do Kiry, przyglądając jej się uważnie swoimi bursztynowymi oczami.
Kira wstała, warcząc, z nastawioną gardą. Jednak jej warknięcia szybko przeszły w radosne skomlenie i zaczęła machać ogonem, gdy zdała sobie sprawę, że to wilk Rykera. Czy przyszedł po nas? A może był tu, by być świadkiem mojej pierwszej przemiany?
Stanął tuż przed nią i czekał cierpliwie, nie spuszczając z niej wzroku. A potem wydał z siebie niski, groźny warkot.






