Lyle wziął głęboki oddech. Czułam, jak głębokie rozczarowanie w komiczny sposób tłumi gwałtownie rosnącą wściekłość. Wyglądał, jakby zwijał się z bólu.
Wyrównując oddech, by zmusić się do zachowania spokoju, Lyle stał jak wryty. W końcu odezwał się stosunkowo łagodnym głosem: – Jak się czujesz?
– Przeżyję, na twoje nieszczęście – odpowiedziałam bez ogródek.
– Naprawdę nie miałem pojęcia, co się st






