languageJęzyk

#Rozdział 1: Próba partnera

Autor: Clara Finn4 maj 2026

Pracowałam w restauracji na piętnastogodzinnych zmianach, ledwo mając czas na złapanie oddechu. Przyjęcia i bankiety? Wydawały się należeć do innego świata – takiego, którego nigdy nie stanę się częścią.

Byłam tylko kelnerką po uszy w długach, nikim w oczach większości ludzi. Dlatego też, gdy Alfa ogłosił Próbę Partnerki, uznałam, że będę jedyną osobą w watasze, której to zupełnie nie obejdzie.

Zresztą, nawet gdybym była zainteresowana udziałem w próbie – a nie byłam – nie miałam na to czasu. Nie mogłam sobie pozwolić na ani sekundę przerwy w pracy, wciąż tonąc w długach medycznych, które zaciągnęłam lata temu, by ratować moje dziecko.

– Ojej, to takie ekscytujące. Szansa, by zostać partnerką Alfy! Mam nadzieję, że wybierze właśnie mnie!

Wycierając stolik, mimowolnie podsłuchałam rozmowę dwóch siedzących obok kobiet i cicho westchnęłam. To nie był pierwszy raz dzisiaj, kiedy słyszałam dokładnie tę samą wymianę zdań, i z pewnością nie ostatni. Wsunęłam zwitek napiwków do kieszeni fartucha, słysząc odpowiedź drugiej z nich.

– Nie mogę uwierzyć, że wszystkie uprawnione samice zostały wezwane na tę Próbę Partnerki. Ale w sumie miło, że Alfa zamierza wziąć pod uwagę każdą, nawet te bardziej… nieszczęśliwe.

Wzrok kobiety przemknął po mnie, a ja spłonęłam rumieńcem.

W tych stronach nie było tajemnicą, że jestem kelnerką „pracoholiczką”, co w świecie zmiennokształtnych było niemile widziane. Większość kobiet wolała chodzić do salonów piękności, na zakupy i na przyjęcia, a ja byłam tutaj codziennie, ciężko pracując.

Ten komentarz nie zabolał mnie jednak zbyt mocno. Lubiłam o siebie dbać i umilać dzień klientom odwiedzającym jadłodajnię.

Poza tym, nie było mowy, bym wzięła udział w tej Próbie Partnerki. Ale te dziewczyny o tym nie wiedziały.

– I tak wszyscy myślą, że wybierze Blair Vance, skoro rodzina Vance’ów to taka elita – odparła druga kobieta z lekceważącym machnięciem ręki. – To da mu więcej koneksji.

Rozmowa ucichła, gdy przeszłam za ladę i dolałam kawy jednemu ze stałych bywalców, który mruknął podziękowanie. Moja współpracownica, Beatrice, uśmiechnęła się do mnie, przechodząc obok.

– Tessa Vance, Blair Vance – mruknęła pod nosem Beatrice. – Obie macie to samo nazwisko.

– Nigdy o niej nie słyszałam. To musi być zbieg okoliczności – odpowiedziałam szybko.

Oczywiście, każdy w promieniu tysiąca mil od Timber Hollow wiedział, kim jest Blair Vance. Nawet samotni zmiennokształtni słyszeli o mojej przyrodniej siostrze. Nasza rodzina była prestiżowa, a wieści o jej urodzie rozchodziły się błyskawicznie.

Beatrice tylko wzruszyła ramionami, albo nie chcąc drążyć tematu, albo decydując się uwierzyć w moje słowa. Tak czy inaczej, byłam wdzięczna, że mogę spędzić kolejny dzień niezauważona. Gdyby ktokolwiek dowiedział się, że córka Vance’ów obsługuje stoliki… Cóż, wywołałoby to spore zdziwienie i niemały skandal.

W końcu dlaczego córka jednej z najbardziej znanych rodzin miałaby pracować jako kelnerka, by spłacić długi medyczne?

Nikt nie zrozumiałby, że za moim odejściem z cienia rodziny stało wiele powodów, o których nie chciałam mówić głośno.

Rzeczy, które bolały.

Próba Partnerki i udział w niej mojej przyrodniej siostry kompletnie mnie nie obchodziły. Byłam też święcie przekonana, że Alfa nie wybierze Blair na swoją wybrankę. W ogłoszeniu o Próbie wspomniał bowiem o swoim poprzednim małżeństwie i sześcioletniej córce – małżeństwo z nim wiązało się z opieką nad dzieckiem, co było jednym z wymienionych warunków.

Moja przyrodnia siostra brzydziła się dziećmi tak samo, jak owadami w ogrodzie. Nigdy nie przeszłaby pierwszego etapu.

Właśnie wtedy zadźwięczał dzwonek u drzwi, obwieszczając nowego klienta. Podniosłam wzrok, by powitać go uśmiechem, ale zamiast obcej osoby ujrzałam moją najlepszą przyjaciółkę, Phoebe, która wpadła do środka z oczami szerokimi z przerażenia.

Nie widziałam Phoebe od kilku miesięcy. Była moją najlepszą przyjaciółką przez całe życie, ale uznałam, że najlepiej będzie ograniczyć z nią kontakt, na wypadek gdyby moja rodzina próbowała ją śledzić, by mnie odnaleźć. Nie żeby to robili. Albo żeby im w ogóle na tym zależało.

Moje oczy się rozszerzyły. – Pho…

– Do łazienki, już – rozkazała zamiast powitania. Cokolwiek to było, musiało być poważne, skoro zachowywała się w ten sposób po miesiącach milczenia. Zmarszczyłam brwi, zdjęłam fartuch i poszłam za nią. Gdy tylko znalazłyśmy się w łazience, zamknęła drzwi na klucz.

– Phoebe? Co się stało? – zapytałam zdezorientowana.

Jej rude loki były potargane przez wiatr, a niebieskie oczy czerwone i opuchnięte. Płakała. Położyła dłonie na moich ramionach i wzięła głęboki oddech.

– Tess, wiem, że dawno się nie widziałyśmy, ale desperacko potrzebuję przysługi. Ogromnej przysługi. Będę twoją dłużniczką do końca życia. – Gdy nie odpowiedziałam od razu, tylko gapiłam się na nią w szoku, dodała: – Proszę, Tess.

– Dobrze, dobrze – powiedziałam w końcu. – O co chodzi?

– Musisz udawać mnie i iść w moim zastępstwie na Próbę Partnerki.

Mrugnęłam gwałtownie. – Muszę co?

– Proszę, Tessa. – Przerwała, lekko drżąc. Ale na jej ustach pojawił się też cień uśmiechu. – Ja… poznałam kogoś. Kogoś, kogo naprawdę kocham. Mojego partnera. Ale moi rodzice go nie akceptują i chcą mnie wcisnąć do Próby Partnerki, żeby poprawić pozycję rodziny w watasze!

Łzy zaczęły spływać po jej twarzy. Otarła je rękawem. – Proszę, Tess. Jesteś jedyną osobą, do której mogę się zwrócić. Potrzebuję twojej pomocy.

– Twoi rodzice dowiedzieliby się w mgnieniu oka – powiedziałam natychmiast.

– Tak, ale zanim to zrobią, mnie i mojego partnera już nie będzie. Opuszczamy watahę. Mamy wszystko zaplanowane.

– A co ze mną? – zapytałam. Oczywiście chciałam pomóc przyjaciółce, ale to było ryzykowne. – Jeśli nas złapią… Poza tym nie mogę przestać pracować. Muszę spłacić ten dług medyczny, wiesz o tym.

– Jesteś Vance z urodzenia – błagała Phoebe – co chroni cię przed jakimikolwiek konsekwencjami, i jesteś uprawnioną samicą z prawem do udziału. Alfa cię nie ukarze. I ja… zapłacę ci.

Przez chwilę stałam tam jak ogłuszona. Ale potem potrząsnęłam głową, a na samą myśl o spotkaniu przyrodniej siostry wywróciło mi się w żołądku. – Nie chcę widzieć Blair…

– Pięćdziesiąt tysięcy dolarów.

Mrugnęłam, patrząc na Phoebe i zastanawiając się, czy dobrze usłyszałam. Pięćdziesiąt kawałków…

Byłam winna tyle pieniędzy, a odsetki wciąż rosły… pięćdziesiąt tysięcy dolarów zmieniłoby wszystko. Nawet jeśli oznaczałoby to konieczność spotkania jej lub ewentualne upomnienie za zajęcie miejsca Phoebe.

– D-dobrze – wykrztusiłam w końcu. – Zrobię to. Dla ciebie.

Phoebe zapiszczała i uściskała mnie. – Dziękuję, dziękuję! Muszę lecieć – pogadamy, jak będzie po wszystkim – ale masz. – Wcisnęła mi w dłoń kopertę. – To moje zaproszenie – poinformowała mnie, otwierając drzwi. – Bądź tam w południe. Nie spóźnij się!

Założyłam najprostszą sukienkę, jaką znalazłam w szafie: bladoszaroniebieski szyfon o długości za kolano, do tego zwykłe białe baleriny. Nie zamierzałam przyciągać uwagi Alfy, o ile w ogóle istniała choćby cień szansy, że mógłby się mną zainteresować. Makijaż zrobiłam minimalistyczny, nie podkreślając pełnych ust ani szarych oczu, a długie ciemne włosy upięłam w kok tuż nad karkiem.

Mój obecny wygląd z pewnością nie przyciągał wzroku w porównaniu z innymi kobietami. Ale ja wcale nie chciałam wzbudzać zainteresowania. Chciałam po prostu wtopić się w tłum na tyle długo, by próba się skończyła, a potem odebrać pieniądze.

Wzięła głęboki oddech, przechodząc przez wielkie, ozdobne drzwi rezydencji Alfy wykonane z kości słoniowej. – Czy to pani Phoebe Wells? – zapytał potężny strażnik przy wejściu.

Skinęłam głową i nerwowo przygryzłam wargę, ale on machnął ręką, bym przeszła dalej. Moje ramiona rozluźniły się. Pokój, do którego mnie skierował, był już wypełniony po brzegi innymi dziewczynami.

Wyglądało na to, że przybyłam jako ostatnia, ale na szczęście żadna z nich nie spojrzała w moją stronę.

Zgodnie z moimi przewidywaniami, były ubrane podobnie do mnie, choć ich sukienki były nieco krótsze. Większość miała nienagannie ułożone fryzury i znacznie mocniejszy makijaż, ale tego też się spodziewałam. Trzymając głowę nisko, znalazłam miejsce w rogu pokoju, wdzięczna, że jest tu tyle osób. Dzięki temu znacznie łatwiej było pozostać niezauważoną.

Spojrzałam spod rzęs i dostrzegłam Blair po drugiej stronie sali, rozmawiającą z jedną ze swoich koleżanek.

Na szczęście mnie nie zauważyła, ale uderzyło mnie to, że wyglądała dokładnie tak samo jak w dniu, w którym odeszłam. Nic się w niej nie zmieniło i wydawało się, że nie straciła ani minuty snu z powodu tego, co się wydarzyło.

Nie żeby mnie to dziwiło. Obserwowałam, jak skupia na sobie uwagę reszty dziewcząt, oczarowując swoją publiczność niczym królowa. Cieszyło mnie to, bo oznaczało, że prawdopodobnie prześlizgnę się przez tę Próbę Partnerki niezauważona, bez ani jednego spojrzenia ze strony tych dziewczyn.

I miejmy nadzieję, że Alfa mnie pominie, co pozwoli mi na szybkie wyjście i przybliży mnie do planów, które miałam, gdy tylko skończę tę farsę i Phoebe wypłaci mi pieniądze.

Nagle w pokoju zrobiło się poruszenie, wyrywając mnie z myśli.

Wszedł potężny strażnik. – Przedstawiam Alfę Gideona Thorne’a! – zagrzmiał.

Siedzące dziewczyny wstały. Inne poprawiały stroje, gdy Alfa przechodził przez drzwi, szepcząc i chichocząc między sobą, ale ja trzymałam głowę nisko, trzymając się kąta.

Mój widok zasłaniały inne dziewczyny, więc widziałam tylko krótki błysk potężnego, wyrzeźbionego bicepsa, gdy Alfa wchodził, zanim znów spuściłam wzrok, zaciskając dłonie na sukience.

Przez minutę przechadzał się wokoło, nie mówiąc ani słowa. W pokoju panowała taka cisza, że można by usłyszeć upadek szpilki, poza echem jego butów na marmurowej podłodze.

A potem usłyszałam: – Wszystkie panie wyjdą. Z wyjątkiem ciebie.

Wypuściłam z ulgą powietrze, które wstrzymywałam. Cóż, wybrał kogoś dość szybko. To oznaczało, że mogę wracać do domu.

Z chórem zdezorientowanych i rozczarowanych szeptów dziewczyny przede mną zaczęły opuszczać pokój, a ja wstałam, by zrobić to samo. Ale gdy rozejrzałam się po sali, serce podeszło mi do gardła. Coś było nie tak.

Wszystkie dziewczyny wyszły.

Podniosłam głowę i napotkałam lodowate spojrzenie Alfy, Gideona.

Gapiłam się na niego z niedowierzaniem. – Ja!?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 1: #Rozdział 1: Próba partnera - Nie tylko kontrakt: Prawdziwa wybranka alfy | StoriesNook