languageJęzyk

#Rozdział 5: Umowa

Autor: Clara Finn4 maj 2026

Alfa Gideon wyprowadził Maisie i mnie z sali balowej, podczas gdy Maisie kurczowo trzymała nas oboje za ręce. Moje myśli wirowały wokół wydarzeń dzisiejszej nocy, wciąż powracając do znamienia na karku Maisie.

Przeszedł mnie dreszcz na samą myśl o tym, że to naprawdę mogłaby być ona – moja córka, dziecko, które straciłam tak dawno temu.

Ta myśl jednocześnie mnie zachwycała i przerażała. Świadomość, że mogła być tak blisko, przez cały ten czas, a teraz jest tuż obok mnie, na wyciągnięcie ręki, była obezwładniająca.

Ale to nie miało sensu. Maisie była córką Alfy. On by… Nie było mowy, żeby nasz Alfa ukradł moją córkę.

Prawda?

A jednak… widziałam to znamię.

Może to jednak tylko zbieg okoliczności.

Maisie radośnie podskakiwała obok nas, z podekscytowaniem tłumacząc Gideonowi: – Dałam Tessie suknię! Jest zbyt ładna, żeby jej nie nosić! Poza tym, lubię ją – chcę ją!

Jej niewinne oświadczenie uderzyło mnie mocno. Natychmiastowa więź między nami była faktem, to pewne.

Ale nie czułam się na to gotowa – nie byłam gotowa na jej przywiązanie do mnie, na możliwość, że może być moja. A jednak, jak mogłam zaprzeczyć więzi, która już połączyła mnie z tą słodką małą dziewczynką?

Było między nami coś niezaprzeczalnego, coś, co szarpało moje serce z każdą sekundą.

Ledwie zdążyłam przetrawić te myśli, gdy Gideon odpowiedział, karcąc ją.

– Zbyt szybko ufasz obcej osobie. – Jego wzrok przesunął się nad jej głową na mnie; zmarszczył brwi, a jego oczy były zimne i pełne podejrzliwości. Jego grymas pogłębił się, co było jasnym sygnałem, że nie podoba mu się, jak bardzo Maisie mnie polubiła – a może po prostu to, jak wiele zaczęłam dla niej znaczyć.

Ale Maisie kontynuowała, niezrażona jego reakcją: – Cóż, nie obchodzi mnie to! – Stała się natarczywa, ciągnąc go za rękę. – Próba Partnerki ma mi znaleźć nową mamusię, prawda? No więc, najbardziej lubię Tessę! Jest miła, piękna i nie obchodzi jej, kim jesteś, tatusiu. To jest mamusia, której szukałam!

Jej słowa wywołały ukłucie w moim sercu, rodzaj bólu, który pojawia się, gdy nadzieja przeplata się ze strachem. Maisie ścisnęła moją dłoń, a moje serce zakwiliło, rozdarte między możliwością, że Maisie jest moją córką, a rzeczywistością sytuacji, w której się znalazłam.

W głowie kłębiło mi się tyle pytań – na przykład jak Alfa mógłby porwać moje dziecko, gdyby faktycznie była moją córką – ale starałam się odsunąć je wszystkie i skupić na tym, co jest tu i teraz.

Nie mogłam się teraz nad tym zastanawiać. Nie tutaj. Jeszcze nie.

Alfa Gideon pozostał niewzruszony słowami Maisie, choć napięcie w jego postawie mówiło mi, że nie jest tak obojętny, jak udaje. Był spięty.

Skinął na pobliską pokojówkę, która pośpiesznie podeszła. Wskazał na Maisie.

– Proszę zaprowadzić Maisie do jej pokoju – rozkazał. – Miała na dzisiaj wystarczająco dużo wrażeń.

– Ale tato! – błagała Maisie, ale jego spojrzenie było stanowcze i nie pozostawiało pola do negocjacji. Westchnęła i niechętnie puściła moją rękę.

– Dobranoc, Tessa – szepnęła, obdarzając mnie miękkim, długim uściskiem. Ciepło jej małych rączek wokół mnie sprawiło, że moje serce zabolało jeszcze mocniej.

– Dobranoc, Maisie – odpowiedziałam cicho, odwzajemniając uścisk przed puszczeniem jej. – Może jutro pójdziemy pobawić się w ogrodach? – zapytałam radośnie, mając nadzieję, że poprawię jej humor.

Skinęła entuzjastycznie głową, a jej oczy rozbłysły z radości. – Tak! Pokażę ci supertajną kryjówkę, którą znalazłam pod wielką wierzbą! Jest idealna do zabawy w chowanego. I możemy łapać motyle! Jest ich tam tak dużo! – Jej głos aż kipiał od ekscytacji, gdy podskakiwała na palcach.

– To brzmi jak świetna zabawa – powiedziałam, uśmiechając się. – Bardzo chciałabym zobaczyć twoją kryjówkę. Może przyniesiemy jakieś przekąski i zrobimy mały piknik? Co ty na to?

– Tak! O, i może uda mi się namówić pokojówki, żeby przyniosły mój zestaw do herbaty! Zawsze chciałam urządzić herbatkę w ogrodzie. Ty będziesz królową, a ja księżniczką… I zaprosimy motyle, żeby do nas dołączyły!

Zaśmiałam się z jej entuzjazmu. – Herbatka z motylami brzmi idealnie.

Zachichotała, a potem spojrzała na Alfę Gideona. – Tatusiu, jesteś zbyt poważny, żeby być nadwornym błaznem. Możesz być wielkim złym wilkiem, który próbuje nas dopaść!

Alfa Gideon wyglądał na sfrustrowanego tym, że ona jeszcze nie poszła spać, patrząc z irytacją na mnie i pokojówkę.

– Maisie, będziesz miała mnóstwo czasu na zabawę jutro, ale teraz naprawdę musisz iść do łóżka. – Jego ton był stanowczy, ale kryła się w nim łagodność, która pokazywała, że faktycznie ma słabość do córki.

– Dobrze, już dobrze – powiedziała Maisie. Spojrzała na nas oboje promiennie. – Dobranoc! – zawołała raz jeszcze, zanim pozwoliła pokojówce poprowadzić się korytarzem.

Obejrzała się na mnie ostatni raz z lekkim machnięciem ręki i szerokim uśmiechem, zanim zniknęła za zakrętem korytarza.

Usta Gideona były mocno zaciśnięte i zastanawiałam się, czy jest mu przykro, że zapomniała go uściskać.

Nieco później, po przebraniu się z balowej sukni, znalazłam się w gabinecie Alfy. Było to pomieszczenie równie onieśmielające jak jego właściciel.

Trzy ściany wyłożone były regałami z książkami, których grzbiety były mocno wysłużone. Na czwartej ścianie znajdował się duży kominek, a przed nim pluszowa sofa. Jego wielkie biurko otoczone było regałami, a ja siedziałam naprzeciwko niego na twardym drewnianym krześle, na którym zapewne kazał siadać ludziom, gdy chciał podkreślić swoją wyższość – było niesamowicie niewygodne.

Stanowiło wyraźny kontrast do dużego, miękkiego fotela biurowego, na którym on siedział.

Zachowanie Alfy Gideona było tak zimne jak krzesło pode mną. Jego wzrok był ostry, gdy rzucił dokument na blat biurka i pchnął go w moją stronę.

– Nie ufam ci – powiedział chłodno. – Wierzę, że zbliżyłaś się do Maisie z ukrytymi motywami. Mogę ulegać zachciankom córki, ale to nie oznacza, że będę tak samo wyrozumiały wobec ciebie.

Zaskoczona, zerwałam się z miejsca, gotowa do obrony. – Nie mam żadnych złych zamiarów wobec Maisie. Chcę się tylko o nią troszczyć. Nigdy bym…

Przerwał mi, rzucając we mnie kolejnym zestawem papierów. Spodziewałam się, że te dokumenty to jakaś odprawa, łapówka, bym opuściła jego dom, zostawiła Maisie i całą tę Próbę Partnerki za sobą. Może jeszcze kilka dni temu przyjęłabym takie pieniądze, ale teraz…

Teraz wszystko się zmieniło, odkąd zobaczyłam to znajome znamię w kształcie półksiężyca na szyi Maisie. Mogła być moją dawno zaginioną córką i bez względu na to, co się stanie, nie mogłam porzucić tej nadziei. Musiałam zostać tu wystarczająco długo, by dowiedzieć się prawdy.

– Proszę, musi mi pan pozwolić to wyjaśnić – zaczęłam łamiącym się głosem.

– Czytaj – rozkazał chłodno Gideon, zanim zdążyłam skończyć. Przełknęłam ślinę, niechętnie otwierając dokument, po czym mrugnęłam na widok wypisanego pogrubioną czcionką tytułu, który na mnie spoglądał.

– Kontrakt… partnerstwa??

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: #Rozdział 5: Umowa - Nie tylko kontrakt: Prawdziwa wybranka alfy | StoriesNook