Nadszedł wieczór balu. Serce waliło mi jak szalone, gdy stałam na początku kolejki dziewcząt biorących udział w Próbie Partnerki przed wielkimi, ozdobnymi drzwiami sali balowej, czekając na wpuszczenie. Słyszałam głośny śmiech Blair z jej miejsca pod koniec kolejki – najwyraźniej chciała wejść jako ostatnia, bo myślała, że to zrobi najlepsze wrażenie.
Miałam na twarzy maskę zakrywającą górną połowę twarzy, wysadzaną tymi samymi kryształkami co pożyczona suknia, którą miałam na sobie. Cieszyłam się, że wszystkie miałyśmy maski, bo był to bal maskowy. Nie chciałam, by Alfa Gideon od razu mnie rozpoznał, zwłaszcza że jego wrażenie o mnie nie było najlepsze.
W końcu to on był sędzią w tym konkursie piękności, a ja nastawiłam się na wygranie nagrody pieniężnej. Pieniądze pozwoliłyby mi spłacić dług, a może nawet wynająć prywatnego detektywa, by poszukał mojego zaginionego dziecka.
Nawet jeśli nie wygram pierwszego miejsca, musiałam znaleźć się w pierwszej piątce, by cokolwiek dostać.
Drzwi otworzyły się, a ja wzięłam głęboki oddech, gdy wszystkie oczy zwróciły się ku tłumowi dziewcząt. Weszłam w szereg i zaczęłam schodzić po schodach, krok po kroku.
Gdy schodziłam, mój wzrok skrzyżował się z lodowatobłękitnymi oczami Alfy Gideona, który stał u podnóża schodów.
Wyglądał niesamowicie przystojnie. Stał wyprostowany i pewny siebie, a jego szerokie ramiona podkreślał skrojony na miarę czarny garnitur, który idealnie pasował do jego umięśnionej sylwetki. Ciemne włosy były starannie ułożone, a kilka pasm niedbale opadało mu na czoło, co nadawało mu potężną i onieśmielającą aurę bez zbędnego wysiłku.
I co najważniejsze, patrzył na mnie. Nie na inne. Na mnie.
To był dobry znak, prawda?
– Kto to jest? – usłyszałam czyjś głos, gdy kontynuowałam schodzenie po długich schodach, a ktoś inny go uciszył. Zeszłam na dół i uśmiechnęłam się niepewnie. Alfa Gideon wciąż nie spuszczał ze mnie wzroku przez długą chwilę, zanim odwrócił się, gdy za mną pojawiła się kolejna dziewczyna.
Kolejna dziewczyna schodziła po schodach, ciągnąc za sobą błyszczącą suknię, ale Alfa zaszczycił ją ledwie krótkim spojrzeniem.
Z każdą kolejną uczestniczką było podobnie; posyłał im zdawkowy uśmiech, a potem, jakby przyciągany jakąś niewidzialną siłą, wciąż zerkał w moją stronę.
Zanim Blair zeszła w swojej długiej, zielonej wieczorowej sukni o kroju syreny, patrzył na nią najwyżej pół sekundy, po czym znów spojrzał na mnie. Widziałam, jak moja przyrodnia siostra aż się gotuje i rzuca oskarżycielskie spojrzenie w moim kierunku, choć widziałam, że nie wie, iż to ja.
Gdyby wiedziała, zrobiłaby coś gorszego.
Gdy wszystkie dziewczyny już weszły, zaczęłyśmy mieszać się z tłumem. Stałam niezręcznie na środku parkietu, uśmiechając się i potakując, gdy starsza kobieta rozwodziła się nad tym, jak wspaniałą szansą dla nas dziewcząt jest udział w Próbie Partnerki.
Ale nagle tłum przede mną poruszył się. Nie, rozstąpił się.
Poczułam, jak zapiera mi dech, gdy zobaczyłam znajomą, wysoką postać idącą w moją stronę. Gideon miał wzrok skupiony na mnie niczym na celu.
– Czy mogę prosić do tańca? – Wyciągnął rękę. Zdusiłam w sobie chęć głośnego przełknięcia śliny, po czym położyłam dłoń w jego dłoni i pozwoliłam mu poprowadzić się bliżej muzyki.
Kwartet smyczkowy zaczął grać, gdy zaczęliśmy poruszać się po parkiecie. Wykonywał ze mną różne obroty, a ja z względną łatwością podążałam za jego prowadzeniem.
Napięcie między nami stawało się namacalne, gdy nie odrywał ode mnie wzroku. Ale nie wypowiedział ani słowa.
Potem, gdy muzyka wezbrała, pochylił się blisko. Jego oddech był ciepły przy moim uchu, gdy syknął: – Jak śmiesz mieć na sobie suknię mojej matki?
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, jednym szybkim ruchem odsunął mnie od siebie, wyciągając moje ramię, gdy trzymał mnie na dystans. Potem nagłym ruchem nadgarstka zakręcił mną mocno, przyciągając mnie z powrotem blisko, aż nasze twarze dzieliły zaledwie centymetry.
Opanowałam się i odpowiedziałam spokojnie: – Trzymanie jej zamkniętej w gablocie to miejsce, gdzie suknia umiera. Zasługuje na to, by ją podziwiać.
Uścisk na mojej talii zelżał, ostrość jego wyrazu twarzy złagodniała, a jego oczy zaczęły śledzić linie sukni. – Jesteś śmiała – mruknął, a jego złość zamieniała się w coś bardziej refleksyjnego. – Mojej matce by się to spodobało.
Mrugnęłam, zaskoczona nagłą zmianą tonu. – Nie chciałam okazać braku szacunku – powiedziałam cichszym głosem. – Ta suknia mnie po prostu zainspirowała.
Znów mną zakręcił, tym razem wolniej. – Widzę to. Matka zawsze uważała, że rzeczy, które uszyła, powinny służyć do życia, a nie do ukrywania. Być może byłem zbyt sentymentalny w tej kwestii. Chciałaby, żeby ktoś inny ją nosił, doceniał.
Pochylił mnie w tańcu, a jego spojrzenie szukało moich oczu. Gdy mnie podciągnął, cień uśmiechu błąkał się w kąciku jego ust. – Wiesz, naprawdę ci pasuje. Oszałamiająca suknia dla oszałamiającej dziewczyny. Chociaż nie przypominam sobie, bym widział cię podczas mojego poprzedniego spotkania z dziewczynami z Próby Partnerki.
Uniosłam brew, wyczuwając figlarną nutę w jego głosie. – Oszałamiająca, powiada pan. Cóż, nie mogę być aż tak oszałamiająca, skoro nawet pan mnie nie pamięta. Ale może to dowód na to, że pierwsze wrażenie naprawdę nie zawsze jest najlepsze.
– Być może – zadumał się.
Taniec dobiegł końca, a Alfa szybkim ruchem sięgnął i zdjął moją maskę.
– To ty – powiedział, a jego oczy zwęziły się, gdy dotarło do niego, kogo widzi. Serce mi zamarło. Nie było szans, bym dostała tę nagrodę, skoro mnie rozpoznał, a na dodatek był zdenerwowany sprawą sukni.
Może wybaczyłby innej dziewczynie jej założenie, ale my już od początku mieliśmy pod górkę.
Nagle głos Blair przeciął powietrze, pełen furii. – Tessa! – Zgadłam, że w końcu mnie dostrzegła. Pewnie myślała, że nie przyszłam, skoro zniszczyła moją suknię, a teraz wiedziała, że Alfa zignorował ją podczas jej wielkiego wejścia – dla mnie.
Zanim jednak zdołała do mnie podejść, mała rączka chwyciła moją i uniosła ją w górę. – Ogłaszam Tessę zwyciężczynią! – zapiszczała Maisie z promiennym uśmiechem. Wyglądała uroczo w białej sukience z pasującą kokardą we włosach.
Blair podbiegła, a jej twarz wykrzywił grymas niedowierzania. – Kto dał ci prawo podejmować decyzje za Alfę Gideona, ty mały bachorze?! Jesteś tylko bezwartościowym kundlem!
Jej krzyki sprawiły, że w tłumie zapadła pełna oszołomienia cisza. Nawet orkiestra przestała grać.
Gideon zmroził ją spojrzeniem i morderczym głosem zapytał: – Kogo dokładnie nazywasz córką kundla?
Blair zamarła, krew odpłynęła jej z twarzy, gdy patrzyła to na niego, to na Maisie, zdając sobie sprawę, kim dokładnie dziewczynka dla niego jest. Cofnęła się gwałtownie, w kompletnym szoku. Ja tylko tam stałam, obserwując to wszystko z niemałą satysfakcją.
– Przepraszam! – rzuciła szybko i uciekła z sali balowej, praktycznie przepychając się przez innych. Usłyszałam kilka okrzyków i drwin, ale ledwo do mnie docierały. W tej chwili w głowie miałam tylko jedną rzecz.
Patrzyłam w dół na Maisie, która wciąż trzymała mnie za rękę, uśmiechając się do mnie szeroko. Czy to oznaczało, że naprawdę wygrałam nagrodę w wysokości stu tysięcy dolarów? Czy to działo się naprawdę?
Uśmiechnęłam się do Maisie, czując ogromną wdzięczność dla tej słodkiej dziewczynki, ale nagle zamarłam, gdy coś na jej szyi przykuło moją uwagę. Blady znak na karku – znamię w kształcie półksiężyca – identyczne jak to, które miało moje dziecko, gdy się urodziło.
Zaparło mi dech.
Czy Maisie mogłaby być moją zaginioną córką?






