Serce waliło mi jak młotem, gdy odwzajemniałam jego stalowe spojrzenie. Nigdy wcześniej nie widziałam go osobiście. Mimo to uosabiał każdy fizyczny opis, jaki słyszałam z ust klientek w jadłodajni: niezwykle wysportowany, wysoki, o ciemnych włosach i zniewalającej urodzie – z lodowatobłękitnymi oczami.
Typ oczu, w których dziewczyna mogłaby utonąć.
Te oczy się zwęziły.
– Tak, ty. Wydaje mi się, że błędnie się pani przedstawiła, panno…?
Przełknęłam ciężko ślinę. Musiałam utrzymać tę fasadę jeszcze przez chwilę, inaczej rodzice Phoebe złapią ją, zanim ona i jej chłopak wyjadą z miasta. Przechyliłam głowę, udając dezorientację.
– To musi być nieporozumienie. Nazywam się Phoebe Wells; przy wejściu oddałam zaproszenie strażnikowi. – Skrzyżowałam ręce na piersi.
Sięgnął do kieszeni i wyciągnął telefon. Wyświetlił coś na ekranie i pokazał mi. To było zdjęcie Phoebe, która – muszę dodać – nie była do mnie ani trochę podobna.
Szlag.
– Każda osoba, która potwierdziła przybycie, miała obowiązek dołączyć zdjęcie do zgłoszenia. Naprawdę twierdzi pani, że to pani? – Uniósł ciemną brew.
Przełknęłam ślinę i wzięłam głęboki oddech, zdając sobie sprawę, że nie ma sensu kłamać Alfie. Zwłaszcza gdy te błękitne oczy były we mnie wbite. – Nazywam się Tessa Vance. Moja najlepsza przyjaciółka, Phoebe… jej rodzina chciała ją zmusić do przyjazdu tutaj, mimo że ona ma już partnera. Poprosiła mnie, żebym ją zastąpiła.
Alfa parsknął. – Więc zostawiła cię z perspektywą zarzutu o podszywanie się, gdybyś została złapana? Świetna mi przyjaciółka.
Poczułam lekki skurcz w żołądku. – Bardzo mi pomogła w przeszłości. Potrzebowała mojej…
– Czy chcesz tu być?
Zamilkłam, zaskoczona nagłym przerwaniem. Oczywiście, że nie chciałam tu być, ale w mojej głowie znów pojawiła się myśl o pieniądzach, które zmienią moje życie. Poza tym, on nie wyglądał na wściekłego. Może mogłabym zostać, tylko do końca prób, a potem Phoebe mi zapłaci i wszystko będzie w porządku.
– Tak, chcę – skłamałam.
Alfa patrzył na mnie przez chwilę, taksując mnie wzrokiem, jakby oceniał moją wartość. Jego błękitne oczy wędrowały po mojej sukience, moich włosach, a brew uniosła się na widok braku makijażu. Westchnął. – Cóż, tajemnica twojej przyjaciółki jest u mnie bezpieczna. Ale co do ciebie…
Oparł dłoń na biodrze i przez chwilę bębnił palcami, zastanawiając się. Serce mi biło, ale udało mi się zachować spokojny i opanowany wyraz twarzy.
W końcu podszedł do drzwi i przywołał kogoś. Była to kobieta w stroju pokojówki. – Proszę zaprowadzić pannę Tessę Vance do apartamentów dla uczestniczek Próby Partnerki.
Pokojówka skinęła głową i dała mi znak, bym szła za nią. Posłałam Alfie ostatnie spojrzenie. Czy to oznaczało, że wolno mi zostać…? Ale on odwrócił się już, by wyjrzeć przez okno, a jego mocna szczęka była zaciśnięta. Przeszedł mnie dreszcz.
Jego mina nie wróżyła mi niczego dobrego. Czy zażąda mojego całkowitego wygnania z watahy?
Mimo obaw poszłam za pokojówką do części mieszkalnej. – Każda dziewczyna ma własny pokój – powiedziała oschle – a także własną łazienkę. Alfa Gideon chciał, aby wszyscy czuli się tu komfortowo.
Stanęła przed jednymi z drzwi z numerem „14” wygrawerowanym na mosiężnej tabliczce. – To pani pokój – powiedziała, wręczając mi klucz z tym samym numerem. – Proszę poświęcić trochę czasu na zadomowienie się.
Udało mi się wykrzesać uśmiech. – Dziękuję.
Gdy odeszła, postanowiłam rzucić okiem na pokój i łazienkę, które były milion razy ładniejsze niż moje ciasne małe mieszkanko. Pokój był niewielki, ale gustownie urządzony, z żyrandolem zwisającym z sufitu, wielkim łóżkiem z baldachimem zasłanym stosem luksusowych poduszek i szafą pełną ubrań w moim rozmiarze – i Phoebe.
W łazience znajdowała się wanna na lwich łapach, kabina prysznicowa i toaleta z bidetem. Dawno nie mieszkałam w takich luksusach, w zasadzie od czasu, gdy mieszkałam w domu rodzinnym.
Dom…
Myśli o tym miejscu sprawiły, że zaczęłam rozważać możliwość natknięcia się tutaj na Blair w każdej chwili. Mimowolnie oplotłam się ramionami, by odegnać nagły chłód.
Jeśli tu zostanę, to siostrzane spotkanie prędzej czy później nastąpi. Miałam nadzieję, że Phoebe jest szczęśliwa ze swoim partnerem; na pewno wygarnę jej to wszystko, gdy tylko się skończy.
Bogini, potrzebowałam świeżego powietrza.
Wyszłam z apartamentów uczestniczek i znalazłam duże przeszklone drzwi prowadzące do ogrodu. Powietrze pachniało lawendą i różami, co natychmiast ukoiło moje skołatane nerwy.
Ogród był ogromny, postanowiłam więc niespiesznie go obejść, podziwiając wielkie krzewy kwiatowe i różne egzotyczne rośliny. Właśnie wtedy, gdy z głową zadartą do góry podziwiałam kwitnące pnącza na wysokim drzewie, moja stopa trąciła coś obcego. Spojrzałam w dół.
– Ojej, tak mi przykro! – sapnęłam. Czubek mojego buta trącił nogę małej dziewczynki siedzącej pod drzewem z długopisem i kartką papieru na kolanach.
Dziewczynka uśmiechnęła się, a ja zauważyłam piegi upstrzone na jej małych, okrągłych policzkach. Nie mogła mieć więcej niż sześć lub siedem lat. – Nic się nie stało! Próbowałam tylko narysować tamten krzew. – Wskazała ołówkiem na żółty krzak róży. – Pomożesz mi?
Skinęłam głową, usiadłam obok niej na trawie i spojrzałam na jej rysunek. Był… piękny. – Co z nim nie tak? Wygląda idealnie – powiedziałam.
Przygryzła wargę i chwyciła kartkę, obracając ją to w jedną, to w drugą stronę. – Nie wiem…
– Mogę? – zapytałam, wyciągając rękę po papier, a ona mi go podała. Patrzyłam przez chwilę i wskazałam na łodygi.
– Dodaj ciernie – powiedziałam, oddając rysunek.
– O! To jest to! – zawołała, chwytając ołówek i szybko dorysowując kilka ostrych punktów wzdłuż gałęzi krzewu. Wyglądała uroczo, gdy tak wystawiała język podczas pracy.
– Mieszkasz tutaj? – zapytałam.
Skinęła głową. – Moja mamusia jest… ekhm, jest tu pokojówką. Jestem Maisie – powiedziała radośnie. – Przychodzę tu codziennie.
– To super. Jest tu przepięknie. Czy Alfa też często tu zagląda?
Maisie znów skinęła głową. – On też lubi ogrody. Ale nie rozumiem, dlaczego tak wiele kobiet chce za niego wyjść? – Zmarszczyła nos, jakby z obrzydzeniem, a ja się zaśmiałam.
– Cóż – pochyliłam się konspiracyjnie – zdradzę ci mój mały sekret. Ja wcale nie chcę wyjść za Alfę. Jestem tu tylko po to, żeby pomóc przyjaciółce.
Maisie wybuchnęła śmiechem. – Będzie taki wściekły, jak się dowie! Myśli, że jest taaaaki fajny, bo te wszystkie dziewczyny go lubią. Czekajcie, aż się dowie, że ta najładniejsza wcale go nie lubi!
Moja twarz poczerwieniała bardziej niż róże. Gdy otwierałam usta, by odpowiedzieć, zza rogu wypadła moja przyrodnia siostra, niemal na mnie wpadając.
– Tu jesteś. Wydawało mi się, że widziałam cię wcześniej. Co ty tu do cholery robisz? – zażądała odpowiedzi Blair. Jej blond włosy były wciąż idealnie ułożone, mimo gwałtownych ruchów, ale błękitne oczy były czerwone i pełne złości.
Wstałam i otrzepałam sukienkę. – Biorę udział w Próbie Partnerki, tak samo jak ty – stwierdziłam spokojnie.
Parsknęła: – Jakby jakiś Alfa mógł cię chcieć. Jesteś tylko kelnerką. Nie udawaj zdziwionej, że o tym wiem. – Widząc moją minę, dodała z wyższością: – Mama i tata wynajęli prywatnego detektywa, żeby cię śledził, jakieś rok temu.
Oczywiście, że tak. Zignorowałam jej zaczepkę i odwróciłam się, by odejść, ale zastąpiła mi drogę.
– Powiedz mi, czego Alfa chciał od ciebie dzisiaj.
– Czy to nie pokazuje, że dzisiaj był zainteresowany mną, a nie tobą? – odcięłam się.
– O, proszę cię – warknęła Blair. – Pewnie po prostu szukał nowej pomywaczki czy kogoś w tym stylu, a ty idealnie pasujesz. Chodzi mi o to, że siedem lat temu zaszłaś w ciążę z bękartem jakiegoś wilka-nikogo. Opuściłaś jedyną rodzinę, straciłaś wilka, narobiłaś sobie góry długów, a bachor nawet nie przeżył! Tessa, twoje życie to kompletny żart. Nigdy nie powinnaś tu przychodzić.
Wspomnienie o moim dziecku sprawiło, że zobaczyłam czerwień. Nikt nie miał prawa mówić o moim doświadczeniu w ten sposób. Nikt. – Ona nie umarła – syknęłam. – Została skradziona.
Blair tylko parsknęła. – Nawet teraz, siedem lat później, jesteś tak samo szalona i masz takie same urojenia jak wcześniej.
Moje oczy się rozszerzyły. Blair sypała sól na ranę i doskonale o tym wiedziała. Nikt nie wierzył mi, gdy mówiłam, że moje dziecko nie umarło – wszyscy twierdzili, że oszalałam, że po stracie dziecka pomieszało mi się w głowie.
Ale prawda była taka, że nigdy nie widziałam ciała mojej córeczki. To znaczy, kiedy władze uznały ją za zmarłą, zaginęła już dwa lata wcześniej. Mogła wciąż gdzieś tam być, o ile mi wiadomo. O ile ktokolwiek wiedział.
Zadowolona z mojej ciszy, Blair uśmiechnęła się drwiąco i odwróciła, by odejść.
– Hej! – Maisie nagle zerwała się na równe nogi, zapominając o swoim rysunku. – Powiem tatusiowi, że byłaś niemiła dla mojej nowej przyjaciółki!
Blair odwróciła się gwałtownie, a jej oczy zapłonęły. – Ach tak? A kim jest twój tatuś, ty mały kurduplu? Jakimś sługusem? Zmiataj stąd!
Maisie potrząsnęła głową, a jej brązowe loki zatańczyły. – Mój tatuś to wielki i straszny wilk! Powiem mu o tobie!
Z tymi słowami Maisie ruszyła, by nas minąć. Blair zamierzyła się, by pchnąć ją przy przechodzeniu, ale złapałam ją za ramię i stanęłam między nimi, zanim zdołała jej dotknąć. Szarpała się w moim uścisku. Nawet „bez wilka”, jak mi tak uprzejmie przypomniała, wciąż byłam od niej silniejsza.
– Ugh… dziwadło! – syknęła Blair, krzywiąc się pod moim uściskiem. – Jesteś taką…
– Nie powinnaś bić dzieci, Blair. – Zacisnęłam palce na jej nadgarstku. – Czy może wciąż wydaje ci się, że sama jesteś dzieckiem?
– Co tu się dzieje? – nagle zagrzmiał głos za naszymi plecami. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Gideona stojącego tam i patrzącego na nas, jakbyśmy były jakimś widowiskiem.
I w tej chwili pewnie tak właśnie było.
Puściłam Blair, a ona rzuciła się ku niemu z zachwytem, poprawiając włosy za uszami. – Alfo…
Nawet na nią nie spojrzał. – Odejdź – rozkazał jej.
Moja siostra patrzyła na niego z rozchylonymi ustami, po czym spuściła głowę i pośpiesznie go minęła, wychodząc z ogrodu.
Maisie podbiegła prosto do Gideona i mocno go uściskała. – Tatusiu! – wykrzyknęła, ale jego oczy wciąż nie opuszczały moich.
Serce waliło mi w piersi, gdy dotarła do mnie prawda. Nie była córką pokojówki, była jego córką.
Córką Alfy.






