languageJęzyk

#Rozdział 6: Dom

Autor: Clara Finn4 maj 2026

Gideon

Od momentu, gdy Tessa zeszła po schodach w sali balowej, byłem urzeczony. To było tak, jakby została stworzona po to, by zawładnąć całą moją uwagą. Nawet teraz, gdy siedziała w moim gabinecie w swoim zwykłym stroju, nie mogłem oderwać od niej wzroku.

Już od naszego pierwszego spotkania mój wzrok przyciągał jej oczy. W tym pokoju pełnym kobiet, które wkładały przesadnie dużo wysiłku w to, bym je zauważył — mnie przyciągnęła ona, ta najmniej rzucająca się w oczy.

Tessa.

Szybko zdałem sobie sprawę, że nie było jej na liście, bo gdyby na niej była, na pewno bym to odnotował.

Nie mogłem przestać myśleć o tych stalowoszarych oczach, ciemnych włosach i jej wydatnych ustach.

Moje myśli wróciły do dzisiejszego wieczoru. Musiałem przyznać, że jakaś niewytłumaczalna siła sprawiała, że nie mogłem przestać na nią patrzeć. Zaprosiłem ją do tego pierwszego tańca, a taniec z nią był odurzający.

To było uczucie, którego nie zaznałem od dawna; w tej chwili z nią czułem się ożywiony i wolny.

Dopóki nie wróciłem do rzeczywistości i nie pojawiła się ostrożność. Tańczyłem z kobietą, która była na tyle zuchwała, by założyć suknię mojej matki. Ktoś tak odważny mógł zwiastować tylko kłopoty, a ja nie chciałem powtórki z dramatów mojej byłej żony.

A jednak Tessa i ta suknia… sposób, w jaki ta kreacja na niej leżała, sprawił, że suknia ożyła w najlepszy możliwy sposób. Moja matka byłaby zachwycona, widząc ją w niej.

Nie chciałem robić sceny z powodu sukni — zwłaszcza że Maisie ją wybrała, chciała, żeby Tessa ją założyła. Postanowiłem więc nie zaprzątać już sobie tym głowy. Dla Maisie.

Kontrakt na partnerkę jasno określał obowiązki Tessy, dotyczące mnie i Maisie — głównie Maisie — a w zamian miałem spłacić wszystkie jej długi i zapewniać miesięczną pensję.

— Możesz myśleć o tym jak o pracy — powiedziałem beznamiętnie — a ja jestem twoim pracodawcą.

Tessa

Gideon siedział spięty, obserwując, jak uważnie kartkuję każdą stronę kontraktu.

— Dlaczego w tej umowie jest napisane, że będziesz mnie szkolić na Lunę? — zapytałam z wahaniem. — To tak na serio? Nie mam nawet wilka. Straciłam go lata temu. — Mój głos się załamał.

Kto w ogóle wybrałby bezwilczą kobietę na Lunę? To było niespotykane.

Ale wyraz twarzy Gideona pozostał niezmieniony. — Potrzebuję, abyś zapewniła Maisie idealne dzieciństwo. To oznacza, że nasz kontrakt, jeśli wszystko pójdzie dobrze, może trwać aż do jej pełnoletności. Z perspektywy długofalowej będę cię szkolić na Lunę i z czasem oceniać twoje umiejętności. Wiedzę, którą zdobędziesz, będziesz mogła przekazać jej.

Sfrasowałam się, wciąż próbując to wszystko przetrawić. — Wybierasz mnie, bo Maisie mnie lubi? Musisz być najbardziej pobłażliwym ojcem na świecie, zwłaszcza gdy chodzi o znalezienie sobie partnerki. Mam wrażenie, że próbujesz odkupić coś, co jej zrobiłeś.

Jego twarz nagle spoważniała, a w pokoju zapadła ciężka cisza.

Zdałam sobie sprawę, że uderzyłam w czuły punkt, i drążyłam dalej: — Co takiego zrobiłeś?

Jego odpowiedź była zimna i zdystansowana. — Podpisz kontrakt i pamiętaj o swoich obowiązkach. Masz dwa dni na oficjalną przeprowadzkę, jeśli przyjmiesz ofertę.

Nie udzielił mi więcej odpowiedzi.

Ale przyjęłam ją. Bo nie tylko kontrakt gwarantował spłatę moich długów i regularną pensję, ale oznaczał również, że będę mogła być blisko Maisie.

A jeśli ona była moją córką…

Cóż, najpierw musiałam się upewnić, że niczego sobie nie zmyśliłam. Krok po kroku, zanim przywiążę się do marzenia, które może się nie spełnić.

Kiedy wróciłam do pokojów gościnnych, zauważyłam, że pozostałe dziewczyny i ich rzeczy zostały już uprzątnięte. Pod moimi drzwiami czekała pokojówka z moimi rzeczami, które były już spakowane.

— Alfa chce, żebyś wróciła tu na stałe za dwa dni — poinstruowała mnie. Wzięłam bagaż i zostałam odprowadzona do samochodu, gdzie kierowca zawiózł mnie z powrotem do mojego mieszkania.

Po tym szaleństwie ostatnich kilku dni, to było niesamowite, że moje mieszkanie wciąż wyglądało tak samo, podczas gdy wszystko inne wokół mnie uległo zmianie.

To samo łuszczące się linoleum, te same marne blaty, to samo stare zdjęcie w ramce, na którym trzymam moje dziecko w beciku w szpitalnym łóżku. Nie miałam wielu rzeczy, na których by mi zależało, ale to zdjęcie spakowałam jako pierwsze.

Następnego dnia próbowałam zebrać jak najwięcej informacji o rozwodzie Gideona. Jego poprzednia Luna miała na imię Vivienne, a ich rozwód trzymano w najgłębszej tajemnicy. Przeszukiwałam internet, ale wszystko było puste. Nie było nawet ogłoszenia o ślubie tej pary.

Zadzwoniłam do Phoebe, żeby dowiedzieć się, co ona o nich wie. Napisała do mnie kilka dni temu, że wraz ze swoim partnerem bezpiecznie opuścili miasto, ale byłam tak zajęta Próbą Partnerek, że zapomniałam odpisać. Cieszyłam się, że są bezpieczni i u nich wszystko w porządku.

— Cześć, Tess! — powiedziała wesoło. — Przesłałam pieniądze na twoje konto wczoraj, jak tylko usłyszałam nowiny! Chciałam wcześniej, ale byliśmy w biegu przy rozpakowywaniu się. Nie wiem, jak udało ci się usidlić Alfę w zaledwie kilka dni, ale gratulacje.

— Dziękuję — odparłam, nie chcąc teraz wchodzić w szczegóły. — Hej, chciałam zapytać, co wiesz o rozwodzie Gideona. Nie mogę nic znaleźć w sieci.

Zamilkła na chwilę.

— Nie powiedział ci? Żenisz się z tym człowiekiem, a on ci o tym nie powiedział?

— Nie — odparłam krótko.

— Cóż, krążyło o tym mnóstwo plotek. Mówiąc wprost i bez owijania w bawełnę, wiem, że wielu ludzi uważa, iż oni do siebie wrócą, bo są przeznaczonymi partnerami i nie odrzucili się nawzajem. Ale tak naprawdę nikt nic nie wie — powiedziała.

Westchnęłam, dziękując jej. Pogadałyśmy jeszcze chwilę — wygarnęłam jej to, co planowałam, ale tak naprawdę nie mogłam się na nią gniewać — zanim się rozłączyłyśmy.

Leżąc tej nocy w łóżku, nie mogłam przestać myśleć o tym, co powiedziała Phoebe: Vivienne i Gideon byli przeznaczonymi partnerami. Wiedziałam, że nadzieja dla mnie nie jest całkowicie stracona na tym polu. Powszechnie wiadomo było, że jeśli Alfa odrzuci więź ze swoją przeznaczoną partnerką, wtedy ona słabnie i umiera.

To mogło po prostu oznaczać, że nie chciał zabić swojej byłej żony, a nie że wciąż ją kochał.

Nie żeby martwiło mnie to, czy kocha ją z powodów romantycznych. To był układ czysto zawodowy — nie, czysto dotyczący Maisie. Musiałam być blisko niej, by dowiedzieć się, czy jest moja.

W końcu, dlaczego miałabym być zainteresowana mężczyzną, który potencjalnie ukradł mi dziecko?

Ale mimo to wciąż uważałam za dziwne, że Gideon zatrudnił partnerkę na kontrakt. Że zatrudnił mnie jako swoją kontraktową partnerkę.

Nie miałam jednak czasu, by się nad tym rozwodzić. Od teraz moim priorytetem była Maisie.

Dwa dni później ponownie zjawiłam się w domu Alfy Gideona, ciągnąc za sobą walizkę. W posiadłości panował gwar, nikt nie zauważył mojego przybycia. Nie wiedziałam, gdzie mam czekać — czy powinnam najpierw spotkać się z Gideonem, czy znaleźć swój pokój.

Próbowałam zapytać jedną z pokojówek o moje pokoje: — Przeprasza— — Ale podeszła starsza służąca, odpędzając tę młodszą. Rzuciła mi pogardliwe spojrzenie.

— Jestem Martha, ochmistrzyni. Będziesz mieszkać w pokojach dla służby — powiedziała chłodno, prowadząc mnie do małej klitki. — Pamiętaj o swoim miejscu. Luna Vivienne wkrótce wróci do Alfy Gideona. Jesteś tylko wyżej postawioną nianią.

W tym momencie znajomy głos zawołał: — Mamusia!

Radosny okrzyk Maisie poniósł się echem po korytarzu, ale zanim zdążyłam odpowiedzieć, głos Gideona przeciął napiętą atmosferę. — Degradujesz żonę Alfy do roli zwykłej niani? — Pojawił się praktycznie znikąd, górując nad ochmistrzynią.

Jej oczy stały się wielkie jak spodki. — A-Alfo, ja… —

— Kto dał ci prawo tak ją obrażać? — warknął.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 6: #Rozdział 6: Dom - Nie tylko kontrakt: Prawdziwa wybranka alfy | StoriesNook