Jim położył chleb z powrotem na talerz, odsunął go na bok i wstał, by zabrać bicz Marii z pobliskiego stołu. Z trzaskiem machnął nadgarstkiem, lustrując szereg narzędzi tortur zdobiących ściany.
„Myślę o namoczeniu twojego bicza w słonej wodzie i aplikowaniu ci codziennej chłosty. Oczywiście potem wezwę lekarza. Nie pozwolę ci umrzeć tak łatwo”.
„Daj mi chwilę. Myślę, że mam pomysł”. Jim okrążył M






