languageJęzyk

Rozdział 5

Autor: Avelon Thorne 4 kwi 2026

Perspektywa Aysel

Światło dzienne wlewało się przez wysokie okna Sali Egzekutorów Moonvale, ostre i zimne jak osąd.

Na zmianie byli teraz inni strażnicy – wilki, których nie rozpoznawałam.

Gdy usłyszeli, że osoba, która wezwała Egzekutorów, była również głównym podejrzanym, zamarli na moment ze zmarszczonymi brwiami i zapachem podszytym niedowierzaniem.

Zazwyczaj wilk, który odważył się z własnej woli wejść do Sali Egzekutorów, żądając dowiedzenia swojej niewinności, był albo głupcem... albo naprawdę czysty.

Spojrzeli na mnie tylko raz – na wciąż blade ślady krwi na moim rękawie, na moją spokojną twarz – a ich instynkty przechyliły się ku temu drugiemu.

Ale towarzysze ofiary byli głośni, dramatyczni, przysięgając na samą Księżycową Boginię. Więc funkcjonariusze zrobili to, co musieli – protokół ponad instynktem.

Potem nadeszła ta część, która zmieniła atmosferę:

"Ofiara" i ja należałyśmy do tego samego Stada.

Celestine Ward – cenna przybrana córka Moonvale, zawsze skąpana w uczuciach Luny Evelyn.

I ja – prawdziwa córka, stojąca samotnie po drugiej stronie pokoju, domagająca się śledztwa.

Egzekutorka sporządzająca raport mrugała na drzewo genealogiczne przez dłuższą chwilę, po czym mruknęła pod nosem: "Księżycu, dopomóż".

Nie winiłam jej.

Nawet z zewnątrz wyglądało to na rodzaj pokręconego dramatu stada, o którym wilki plotkują przez lata.

Zaledwie kilka godzin temu Alfa Remus spoliczkował mnie do krwi na oczach wszystkich. Fenrir patrzył na mnie tak, jakbym zabiła jego przeznaczoną. Lykos niemal warczał moje imię, jakby było przekleństwem.

A Damon, mój rzekomy narzeczony – obejmował Celestine, gdy cicho pokasływała, blada i delikatna, jak idealna Luna w trakcie szkolenia.

Na widok tego, jak nad nią skakał, oczy Egzekutorki pociemniały z obrzydzenia.

Jej zapach stał się ostry od osądzania.

"Oczekujesz, że uwierzę, że ta dziewczyna próbowała zabić tę tam? Jasne."

Gdyby wilki mogły przewracać oczami na głos, właśnie to by zrobiła.

Sposób, w jaki Damon odgarniał włosy Celestine do tyłu, jak jej drżące palce zaciskały się na jego rękawie – to było obsceniczne. To był ten rodzaj widoku, który sprawiał, że każdy instynkt we mnie chciał obnażyć kły.

Ale nie zrobiłam tego.

Po prostu tam siedziałam, spokojna jak lód, odpowiadając na pytania, równym głosem.

Egzekutorka – młoda, bystra i prawdopodobnie jedyna z działającym mózgiem w tym miejscu – obserwowała mnie przez chwilę, a potem po cichu postawiła przede mną kubek gorącej herbaty.

I małą tabliczkę czekolady.

Prawie się uśmiechnęłam. Musiała zauważyć, że służba Moonvale nawet nie przyniosła mi śniadania. Ich lojalność zaczynała się i kończyła na tym, kogo faworyzowała Luna.

Sama sprawa nie była skomplikowana.

Kierowca się przyznał.

Został wynajęty – ale nie przeze mnie.

Imię, które padło, zszokowało wszystkich.

Aine Rook.

Tancerka ze Stada Bluemoon. Rywalka Celestine w ich wspólnej grupie tanecznej.

Przyznała się do wszystkiego – powiedziała, że chciała tylko lekko zranić Celestine, zrujnować jej szanse na bycie główną solistką. Użyła jednak trwającego rodzinnego sporu jako przykrywki. Słyszała plotki o tym, że "nienawidzę swojej siostry", i postanowiła mnie wrobić, wiedząc, że moja rodzina gładko to przełknie.

Sprytna suka.

Gdybym nie weszła tu, by przyznać się do tego, że nie zrobiłam niczego, uszłoby jej to na sucho.

Celestine oczywiście wybrała przebaczenie. Ponieważ w tym była najlepsza – w obracaniu cudzych grzechów w scenę dla własnej świętości.

Kariera taneczna Aine dobiegła końca, ale wydawała się tym nie przejmować. Jej zapach był zimny, jej wyraz twarzy nieodgadniony, gdy mijała mnie, wychodząc.

Zatrzymała się tylko na tyle długo, by wyszeptać: "Może i udowodniłaś, że jesteś czysta, Aysel Vale, ale nadal przegrałaś. I zawsze będziesz przegrywać."

Nie odpowiedziałam.

Jej słowa bolały mniej niż kiedyś. Może po prostu zdrętwiałam.

Z powrotem w sali panowała cisza.

Twarz Alfy Remusa wykrzywiła się czymś na kształt żalu – do czasu, aż nie otworzył ust.

"Gdybyś nie była taka arogancka", powiedział, "twoi rówieśnicy nie obróciliby się przeciwko tobie. Sama to na siebie ściągnęłaś."

Prawie się zaśmiałam. "Racja. A jeśli kiedykolwiek spadnie jej choćby włos z głowy, to będzie moja wina, bo oddychałam zbyt blisko? Powinieneś po prostu zamknąć ją w szklanej gablocie i palić dla niej kadzidła trzy razy dziennie."

Uderzył dłonią w stół, a z głębi jego klatki piersiowej wezbrał warkot. "Waż słowa!"

Młoda Egzekutorka warknęła: "Żadnej agresji fizycznej w Sali, Alfo."

Ton rozkazu funkcjonariusza przebił się nawet przez autorytet Alfy i Remus zamarł z sierpem na karku podniesionym do połowy.

Celestine słabo zakaszlała, opierając się mocniej o Damona. Głos Luny Evelyn ociekał wyrzutem.

"Aysel, spójrz, co zrobiłaś. Zdrowie twojej siostry jest wystarczająco kruche – musisz ją przez to przeciągać?"

Fenrir skrzyżował ramiona z ponurym wyrazem twarzy. "Wiedziałaś, że jesteś niewinna. Mogłaś to załatwić po cichu, zamiast przynosić wstyd Stadu."

Lykos parsknął. "Może o to w tym chodzi. Niektóre wilki pragną uwagi, nawet jeśli oznacza to celę."

Spojrzałam na nich wszystkich – moją krew, moje Stado, rodzinę, o której kiedyś wierzyłam, że by za mnie umarła – i nie czułam nic poza chłodem.

"Racja", powiedziałam. "Jestem dramatyczna, jestem zazdrosna, jestem złośliwa. Ale przynajmniej wciąż jestem wilkiem, a nie jakimś stworzeniem, które kryje się w cieniu świętej i nazywa to miłością."

Pokój zamarł w bezruchu.

Potem przechyliłam głowę, a moje usta wykrzywiły się w zmęczonym uśmiechu. "To zabawne, jak wy wszyscy potraficie wyczuć kłamstwa, ale nigdy jej. Może wasze nosy służą tylko do ozdoby."

Jeden z męskich Egzekutorów zakrztusił się, próbując nie wybuchnąć śmiechem. Ogon młodej funkcjonariuszki drgnął raz z rozbawieniem.

Szczęka Luny Evelyn zacisnęła się.

Egzekutorka odwróciła się do mnie i powiedziała wyraźnie: "Aysel Vale, sprawa została oficjalnie zamknięta. Jesteś wolna i możesz odejść. Jeśli chodzi o Celestine Ward, jako strona poszkodowana, możemy skontaktować się z tobą w ramach działań następczych."

Wreszcie.

Podziękowałam jej cicho i odwróciłam się, by wyjść. Damon zrobił ruch, jakby chciał pójść za mną – ale Celestine zachwiała się, chwytając go za rękaw, i zamarł.

Typowe.

Nie obejrzałam się za siebie, dopóki głos Luny Evelyn nie podążył za mną. "Aysel, zaczekaj. Ceremonia tworzenia więzi między tobą a Damonem została wczoraj przerwana z powodu urazu Celestine, ale Najwyższy Kapłan wyznaczył datę następnej – to mniej niż miesiąc od dzisiaj. Powinnaś do tego czasu zostać w posiadłości."

Te słowa uderzyły we mnie jak żart samych bogów.

Odwróciłam się powoli, przenosząc wzrok na Damona – na ramię, które wciąż oplatało moją siostrę.

"Luno Evelyn", powiedziałam łagodnie, "spójrz jeszcze raz. On już trzyma swoją Lunę. Naprawdę myślisz, że to wciąż moja ceremonia?"

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Rozdział 5 - Odrzucona Dziedziczka: Zabrana przez Mrocznego Alfę | StoriesNook