languageJęzyk

Rozdział 7

Autor: Avelon Thorne 4 kwi 2026

Punkt widzenia Magnusa

Pełne akta Aysel Vale leżały rozłożone przede mną.

Gruby plik raportów spoczywał na moim biurku, a zapach starego pergaminu i wilczego piżma mieszał się delikatnie w powietrzu. Moje pazury bębniły o brzeg teczki – powolny, rytmiczny dźwięk echem odbijał się w słabo oświetlonym gabinecie fortecy stada Shadowbane.

Przekartkowałem dokumenty; moje bystre oczy wyłapywały każdy wiersz, każde zdjęcie, każdy najmniejszy element układanki, która tworzyła życie tej dziwnej wilczycy.

Jej historia dzieliła się na trzy wyraźne etapy.

Zanim skończyła sześć lat, była jedyną córką stada Moonvale – małą księżniczką uwielbianą przez wszystkich, wychowywaną w nieustannym cieple opieki Alfy Remusa i Luny Evelyn. Błyskotliwa. Pełna wigoru. Radosna. Rodzaj światła, które przyciągało spojrzenia, gdziekolwiek się pojawiła.

Ale wszystko zmieniło się po przybyciu Celestine Ward.

Moonvale adoptowało ją – córkę siostry Luny Evelyn, Yuny. Od tego momentu światło Aysel przygasło. Przestała pojawiać się na spotkaniach, spuściła głowę i stała się cichym cieniem. Podczas gdy stado i świat śpiewali hymny pochwalne na cześć ukochanej córki Moonvale – Celestine – Aysel zniknęła za zamkniętymi drzwiami.

W każdym dokumencie jawiła się jako posłuszna aż do granic samounicestwienia. Marionetka o przyciętych sznurkach.

Aż do ukończenia siedemnastego roku życia.

Coś – nikt nie wie co – musiało w niej pęknąć. Zbuntowała się. Cicha, uległa dziewczyna stała się dzika, według niektórych relacji nawet okrutna. Jej konflikty z Celestine stały się otwarte i częste. Przeciwstawiła się rodzinie, drapiąc ściany złotej klatki, w której ją zamknęli. Po studiach całkowicie opuściła Moonvale, przeprowadzając się do miasta i zrywając wszelkie więzi.

Odchyliłem się do tyłu, a krzesło skrzypnęło pode mną.

Jackson, mój Beta i wiecznie posłuszny cień, złożył swój raport w wyważonym tonie, ale nie mógł oprzeć się dodaniu: "Siostry Moonvale mają... dość kontrastującą reputację, Alfo. Celestine Ward, łagodna i błyskotliwa – duma stada. Z kolei Aysel Vale... impulsywna, lekkomyślna i notorycznie trudna."

Moje wargi wygięły się, a w kąciku ust zaigrał najdelikatniejszy ślad uśmieszku.

"Głupota," mruknąłem.

Jackson roztropnie nic nie powiedział.

Wszyscy na tej ziemi wiedzieli, co oznaczało moje słowo. Jako dziedzica stada Shadowbane – najsilniejszej siły na kontynencie – mój głos mógł wstrząsać górami, naginać lojalność, decydować o tym, kto żył, a kto umierał. Całe stada zmieniały front, gdy tylko uniosłem brew.

Dlaczego więc, ze wszystkich rzeczy, siedziałem tutaj, czytając o wilczycy z podrzędnego stada?

Ta myśl by mnie rozbawiła – gdyby nie wydawała się tak niebezpieczna.

Aysel Vale.

To imię miało dziwny smak na moim języku.

Jackson musiał wyczuć zmianę mojego nastroju, ponieważ milczał, ale dostrzegłem błysk niepokoju w jego oczach. Prawdopodobnie myślał to, co wszyscy inni – że każda wilczyca, która przyciągnie moją uwagę, będzie przeklęta, a nie pobłogosławiona.

Zignorowałem go i wróciłem do strony opisującej jej rodowód.

Matka Celestine Ward – starsza siostra Luny Evelyn, Yuna – była kiedyś obiecana Alfie Remusowi. Ale podczas ich zalotów coś poszło nie tak. Zamiast niej młodsza siostra, Evelyn, zajęła jej miejsce jako Luna Moonvale.

Yuna poślubiła innego mężczyznę – hazardzistę, brutala, który częściej używał pięści niż rozumu. Po latach przemocy uciekła z nowo narodzoną córką, Celestine. Moonvale przyjęło je pod swój dach.

Następnie, w dniu szóstych urodzin Aysel, uderzyła tragedia. Yuna zginęła w wypadku powozu, szukając małej Aysel, która uciekła podczas własnego przyjęcia.

To był dzień, w którym wszystko się zmieniło.

Moonvale, obciążone poczuciem winy, adoptowało Celestine. Traktowali ją nie jak sierotę, ale jak odkupienie. W każdym wpisie jej życie lśniło – prezenty, pochwały, nieskończona czułość.

Nawet bracia Aysel – Fenrir i Lykos – zaczęli rozpieszczać Celestine bardziej niż własną rodzoną siostrę.

Wpatrywałem się w dwie leżące obok siebie fotografie – jedną, przedstawiającą pucołowate szczenię, szczerzące się ze słońcem w oczach, i drugą, nastoletniej wilczycy o ostrożnym, pustym spojrzeniu.

Moje oczy pociemniały.

Sięgnąłem dłonią i potarłem słaby ślad, który wciąż piekł mnie na skroni. To samo miejsce, w którym ta mała diablica uderzyła mnie głową zeszłej nocy.

Walczyła jak zagnane w róg dzikie zwierzę – same kły i furia. Rodzaj buntu, który w równej mierze przyciągał krew i szacunek.

Wciąż pamiętałem jej oczy z tamtej chwili – płonące złotem, zdziczałe, nieokiełznane. Mały wilczek, który ośmielił się obnażyć zęby na drapieżnika stojącego w hierarchii daleko nad nią.

W moim gardle zaburczał warkot, cichy i mimowolny.

Tak... ta jej wersja, ta z ogniem we krwi i buntem w zapachu, była o wiele bardziej interesująca niż marionetka, którą kiedyś wychowali.

"Powiedz mi," odezwałem się cicho, a powietrze między nami ochłodziło się, "gdybym umieścił ją w naszym stadzie, czy rozpętałaby piekło?"

Jackson zamarł.

To pytanie było na wpół żartem – a przynajmniej tak by zabrzmiało dla każdego innego. Ale mój Beta wiedział lepiej. Wiedział, że kiedy zawieszam na czymś – lub na kimś – oko, nigdy nie jest to próżna ciekawość.

A w tym momencie już to sobie wyobrażałem: małą wilczycę wrzuconą w samo serce stada Shadowbane, otoczoną przez bestie dwukrotnie większe od niej, wszystkie próbujące poddać próbie jej hart ducha.

Czy by ustąpiła?

Czy też by odgryzła się – tak jak zeszłej nocy, z oczami błyszczącymi buntem?

Prawie się uśmiechnąłem.

Po raz pierwszy od lat czemuś – komuś – udało się wzburzyć moją krew.

I nie był to po prostu byle kto. To była odrzucona córka Moonvale.

Wilczyca, która straciła wszystko, ale wciąż miała w sobie dość ducha, by obnażyć kły.

Idealnie.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 7: Rozdział 7 - Odrzucona Dziedziczka: Zabrana przez Mrocznego Alfę | StoriesNook