languageJęzyk

Rozdział 6

Autor: Avelon Thorne 4 kwi 2026

Punkt widzenia Aysel

Zapadła ciężka cisza. Wzrok wszystkich obrócił się ku tej dwójce – idealnej pary, promieniejącej w porannym świetle.

Uśmiechnęłam się bez grama ciepła. "Bez obaw. Jedyne, co tu jest brudne, to to, jak krystalicznie czystych wszyscy udajecie."

Lykos warknął: "Jesteś po prostu zazdrosna. Pomaga jej, bo jest słaba!"

"Jasne, jasne," powiedziałam, a mój ton był ostry jak brzytwa. "W pokoju pełnym ludzi tylko ona jedna jest delikatna – i jakimś cudem, zupełnie przypadkiem wpada prosto w ramiona mojego przeznaczonego. A Damon? Och, on jest po prostu zbyt miły, prawda? Tak miły, że nie mógł powstrzymać się przed wzięciem jej w ramiona. Jeśli pewnego dnia wylądują w jednym łóżku, to pewnie dlatego, że wszyscy wokół byli ślepi."

Moja klatka piersiowa unosiła się i opadała, gdy wymusiłam gorzki śmiech. "Szczerze mówiąc, patrzę na nich oboje i nie potrafię stwierdzić, kto jest bardziej plugawy – dwa idealnie dobrane kosze na śmieci, przepełnione kłamstwami."

"Aysel, źle to zrozumiałaś," powiedział Damon napiętym głosem. Odsunął się od Celestine w tej samej sekundzie, w której się odwróciłam. Ale słysząc, jak znów staje w jej obronie, poczułam, jak coś we mnie zostaje rozdrapane do żywego mięsa.

"Źle zrozumiałam?" Przechyliłam głowę, napotykając jego spojrzenie. "Damon, czy ty w ogóle wiesz, ile razy mówiłeś mi to przez te wszystkie lata?"

Zamarł. "Mogę to wyjaśnić. Jest powód..."

"Nie chcę tego słuchać."

Intencje nie miały znaczenia w świecie wilków. Więź mierzono tym, co robisz, a nie tym, co twierdzisz, że czujesz. A Damon zbyt wiele razy stanął przeciwko mnie, bym zdołała to zliczyć.

"Jeśli chodzi o ceremonię koronacji..." zaczęła Luna Evelyn.

"Koronacji?" Przerwałam jej, krzywiąc wargi. "Przysięgi nawet się nie odbyły. Co tu koronować?"

"Co masz na myśli?" Evelyn zamrugała, zaskoczona.

Wszyscy wpatrywali się we mnie – Damon, Alfa Remus, Lykos, Fenrir. Tylko oczy Celestine błyszczały lekko w blasku świec, jakby czekała na ten moment.

"Naprawdę nie rozumiesz?" Odwróciłam się z powrotem do Damona. "Wczoraj, kiedy ode mnie odszedłeś, powiedziałam ci – jeśli wyjdziesz, z nami koniec. Pozwól więc, że wyrażę się jaśniej: Damon Blackwood, z nami koniec. Już cię nie chcę."

"Nie!" Jego głos pękł jak grzmot. "Nie zgadzam się na to."

Wyglądał, jakby dostał cios w głowę. Widziałam, jak drżą mu mięśnie szczęki.

Był w moim życiu odkąd skończyłam trzy lata – dwie dekady wspólnych oddechów, wspólnych polowań, wspólnych obietnic. Był moim przeznaczonym... a przynajmniej tak wierzyłam.

"Nie mówisz poważnie," powiedział, próbując opanować głos. "Jesteś zła. Cofnij to, Aysel."

Nie odpowiedziałam mu. Moje spojrzenie przesunęło się na Lunę Evelyn. "Zerwanie stało się oficjalne. Jeśli nie chcecie ceremonii koronacji bez panny młodej, teraz macie szansę ją odwołać."

"Dość!" Ryk Alfy Remusa wstrząsnął salą. "Sojusz między Moonvale a Blackwood został uzgodniony dawno temu! Myślisz, że sojusze przez łączenie w pary to jakaś dziecięca zabawa? Błagałaś, by wyjść za niego, kiedy byłaś szczenięciem. A teraz odrzucasz to, jakby to było nic? Myślisz, że świat kręci się wokół twoich fochów?"

Chłodno odwzajemniłam jego mordercze spojrzenie. "Więc sam za niego wyjdź. Albo jeszcze lepiej..." Moje oczy powędrowały w stronę Celestine. "Czy nie masz już innej córki?"

"Aysel!" Głos Damona się załamał. "Wiesz, że kocham tylko ciebie."

Zaśmiałam się krótko, głucho. "Kiedyś też w to wierzyłam."

Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, ciężkie dębowe drzwi skrzypnęły, otwierając się. Do środka wszedł nowy Egzekutor; wciąż pachniał lekko deszczem i żelazem.

"Vale?" powiedział z uniesionymi brwiami. "Proszę, proszę – czy jej też tu wczoraj nie było?"

Te słowa zmroziły pomieszczenie.

Był jednym z Egzekutorów, którzy zajmowali się zeszłonocnym incydentem z wyrzutkami. Najwyraźniej los chciał zrobić ze mnie widowisko.

"Znasz Aysel?" Damon gwałtownie się odwrócił.

"W jakie kłopoty wpadła tym razem?" warknął Alfa Remus, tracąc resztki cierpliwości.

Fenrir parsknął. "Hala Egzekutorów mogłaby równie dobrze przydzielić jej stałą celę. Czy ona myśli, że wciąż jest w fazie buntu?"

Potępili mnie z łatwością, ich słowa były ostre i wyćwiczone.

Tylko Celestine opuściła rzęsy, a jej głos był cichy i ostrożny. "Proszę, ojcze. Nie wyciągaj pochopnych wniosków. Aysel jest wciąż młoda. Czasem po prostu działa pod wpływem emocji."

"Wciąż młoda? Ma dwadzieścia trzy lata." Remus uderzył dłonią w stół. "Gdyby tylko miała chociaż połowę twojej dyscypliny, Celestine, nie musiałbym się tak martwić."

"Och, chwileczkę," przerwał Egzekutor, wyraźnie urażony. "Kto powiedział, że została aresztowana? Dziewczyna została wczoraj zaatakowana przez wyrzutków. Prawie ją rozszarpali. Ma szczęście, że żyje. Gdyby nie pomoc przechodnia – i interwencja jego prawnika – te gnojki mogłyby obrócić całą historię przeciwko niej."

Pokręcił głową, mrucząc: "Jej ramię wciąż jest zabandażowane. Biedactwo było całe we krwi, kiedy ją znaleźliśmy. Nawet nie drgnęła podczas przesłuchania. Po prostu siedziała cicho, wręcz zbyt spokojna. Myślałem, że jest sierotą – okazuje się, że ma rodzinę. Hę. Niezła z was rodzina."

Jego ostatnie słowa spadły jak cięcie pazurów na każdą zadowoloną z siebie twarz w pomieszczeniu.

Po raz pierwszy zapadła cisza.

Nagle przypomnieli sobie, jak blada byłam, kiedy weszłam. Nikt nawet o to nie zapytał.

"Była ranna?" Głos Luny Evelyn się załamał.

"To nic," powiedziałam cicho. "Tylko kilka zadrapań."

Prawda była taka, że wyrzutkowie skończyli o wiele gorzej.

Egzekutor kontynuował, nieświadomy rosnącego napięcia. "Była przerażona. Mówiła, że ktoś ją śledzi, ale nikt z jej rodziny nie odbierał telefonów. Zgaduję, że wszyscy mieliście wyłączone komunikatory. Mężczyzna, który jej pomógł, musiał sam wpłacić za nią kaucję. Cholerny wstyd."

Każde słowo uderzało jak cios.

Twarz Damona zbladła. Widziałam ten moment, w którym dotarło do niego uświadomienie – to połączenie. To, które zbył, myśląc, że po prostu dramatyzuję.

Powiedział mi, żebym "nie robiła scen". A ja się rozłączyłam, trzęsąc się, otoczona przez wyrzutków.

Kiedyś obiecaliśmy sobie – bez względu na wszystko, nigdy nie zignorujemy swoich telefonów.

Złamał tę przysięgę.

Alfa Remus odchrząknął, z jego głosu zniknęła ostrość. "Wróć dziś do domu na kolację, Aysel. Zrobimy twoje ulubione dania."

Lykos poruszył się niespokojnie. "Ci wyrzutkowie zostali złapani, prawda?"

Egzekutor skinął głową.

Ton Fenrira stał się twardy. "W takim razie żądam, by ponieśli pełną karę. A ten samiec, który uratował moją siostrę – jak się nazywa? Jesteśmy mu winni wdzięczność."

Zaśmiałam się pod nosem, kręcąc głową. "Darujcie sobie. Nie wrócę do domu. Wystarczająco dobrze bawicie się w rodzinę beze mnie. Żegnajcie."

Odwróciłam się, machając raz na pożegnanie, co było ostrym gestem buntu.

"Aysel!" Damon ruszył za mną, ale Celestine złapała go za nadgarstek.

"To moja wina," szepnęła, a jej głos drżał na tyle, by brzmieć szczerze. "Gdybym nie odniosła wczoraj obrażeń, nie musiałbyś zostawiać jej samej. Teraz jest zła, ale się uspokoi. Zbyt bardzo cię kocha, by długo się gniewać. Po prostu daj jej czas."

"Tak," zgodziła się Luna Evelyn, klepiąc córkę po dłoni. "Zostaw ją w spokoju. Zmieni zdanie, zawsze tak robi. Zrobiłeś dobrze, Damon. Chora siostra przyszłej Luny jest ważniejsza niż histeria."

Celestine pokornie spuściła wzrok, choć nawet z progu czułam bijącą od jej zapachu satysfakcję.

Trzy lata temu wpadła do morza podczas rejsu – razem ze swoim ówczesnym przeznaczonym. Zginął, ratując Damona. Celestine przeżyła, ale po przebudzeniu nazywała Damona imieniem swojego zmarłego kochanka.

Jej umysł pękł. Jej serce, być może nie.

Zeszłej nocy, po swoim wypadku, znów miała nawrót choroby, wołając ducha tego mężczyzny. Evelyn wezwała Damona, by ją uspokoił – w samym środku naszej ceremonii koronacji.

Wszyscy uważali to za rozsądne. Logiczne. Usprawiedliwione.

Gdyby ponownie dano im wybór, i tak wybraliby ją.

Ponieważ Celestine Ward, ulubienica Moonvale, zawsze była tą kruchą, którą warto ocalić.

A ja, Aysel Vale – niechciana dziedziczka – zawsze byłam tą, na której stratę mogli sobie pozwolić.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki