MROCZNA RHEA
Godziny wloką się niemiłosiernie, a ja muszę w jakiś sposób oderwać myśli, by nie rozmyślać zbyt wiele. Wieczór przechodzi w noc, a po Aronie wciąż nie ma śladu. Krążę po domu jak szalona, wyglądając przez okna, próbując usłyszeć dźwięk silnika albo czyjeś kroki.
Mija pora kolacji.
Marcella i ja jemy, chociaż w większości ona, ale upiera się, bym dotrzymała jej towarzystwa. Angażuje m






