Alaric
Jest cała w skaleczeniach i siniakach! Kto, do kurwy nędzy, zrobiłby jej coś takiego i dlaczego czuję tę obezwładniającą potrzebę, żeby ich odnaleźć i zabić, powoli i boleśnie? Jest takim maleńkim stworzonkiem, szczupłym i delikatnym. Tylko najgorszy rodzaj dręczyciela zrobiłby coś takiego komuś takiemu jak ona.
– Powiedz mi, kto cię skrzywdził, słoneczko. – Nie zamierzam warczeć, ale nie mogę się powstrzymać.
Nie jestem łagodnym mężczyzną. Jestem przyzwyczajony do wzbudzania szacunku, a nie cackania się z małymi omegami. Ale ona nie wydaje się tym zrażona, w rzeczywistości wygląda, jakby całkowicie to ignorowała.
– A kto nie? – Wzrusza ramionami, jakby to nie było nic wielkiego. – Proszę, przyniosłam ci trochę jedzenia. To niewiele, ale musisz dbać o swoje siły.
Gada bez przerwy, rozpakowując swoje małe zawiniątko i wręczając mi je jak ofiarę. Nie wydaje się w ogóle przejęta swoimi obrażeniami, choć patrząc na nie, domyślam się, że muszą być bolesne. Wygląda to tak, jakby była przyzwyczajona do takiego traktowania i to mi się nie podoba. Bardzo mi się to nie podoba.
– Zadałem ci pytanie, słoneczko. I oczekuję odpowiedzi. – Mój ton jest stanowczy, nieznoszący sprzeciwu, ale udaje mi się trzymać moją aurę w ryzach. Nie jestem przyzwyczajony do tego, by ktoś mi się sprzeciwiał lub mnie ignorował.
Wzdycha z poirytowaniem, ale z rezygnacją. – Córka Bety mnie nienawidzi. Właściwie wszyscy mnie nienawidzą, ale ona nie znosi mnie bardziej niż inni. Zrobiła ze mnie swoją życiową misję, żeby ranić mnie, kiedy nikt nie patrzy.
– A jej przyjaciółki aż rwą się do tego, by dołączyć do zabawy. Dzisiaj było po prostu gorzej niż zwykle. A teraz pozwól mi sprawdzić tego paskudnego guza na twojej głowie.
– To może poczekać. Powiedz mi, dlaczego uważasz, że wszyscy cię nienawidzą. – To jasne po jej zrujnowanej małej ruderze i braku jedzenia w spiżarni, że wataha nie dba o nią dobrze. To niewybaczalne i chcę wiedzieć dlaczego.
– Nie mam wilka. – Odwraca wzrok, kiedy odpowiada, a jej twarz oblewa się rumieńcem wstydu. – Przynoszę im wstyd.
– Rozumiem. – Zachowuję neutralny wyraz twarzy, ale w głębi duszy jestem wściekły. Wiedziałem, że nie ma wilka w chwili, gdy ją spotkałem. Brak wilka to anomalia, ale czasem się zdarza. Nie ma w tym nic wstydliwego. Każdy dobry Alfa dbałby o wszystkich członków swojej watahy po równo.
Mój wilk warczy nieszczęśliwie, popychając mnie do tego, by ją pocieszyć, ale nie chcę, by się przywiązała. Nie wymieniliśmy się jeszcze nawet imionami i tak jest lepiej. Nie mogę tu długo zostać.
– A córka Bety? Jaki jest jej problem? – Naciskam, by uzyskać więcej informacji. Nie z troski o nią, ale dlatego, że wszystko, co wyjawi, może być korzystne dla mojej misji. Przynajmniej tak sobie wmawiam.
– Nie podoba jej się, że syn Alfy, Cassius, jest dla mnie miły. Uznała, że należy do niej i chce, żebym trzymała się od niego z daleka. Myśli, że próbuję go uwieść, czy coś w tym stylu.
– Co jest niedorzeczne. – Uroczo marszczy nos. – Ledwo mogę się przy nim odezwać. Plącze mi się język, gdy jest w pobliżu, co trudno nazwać uwodzicielskim zachowaniem. A poza tym, i tak nigdy nie potraktowałby kogoś takiego jak ja poważnie.
– Hmm. – mruczę. – Jakoś nie masz problemu, żeby rozmawiać ze mną.
– Z tobą łatwo się rozmawia i jesteś dobrym słuchaczem. – papla, nie tracąc rytmu. – W każdym razie Daphne jest najbardziej psychotyczna z nich wszystkich i niestety jestem na jej linii strzału.
– Może rozsądnie byłoby omijać syna Alfy szerokim łukiem, jeśli to na nią tak działa. – Sugeruję coś oczywistego, ale ta mała złośnica nawet o tym nie myśli.
– Absolutnie nie! Jest jedyną osobą w tej watasze, która kiedykolwiek była dla mnie miła i nie odpłacę mu unikaniem go, żeby ocalić własną skórę. – Rzuca ostro. – Poza tym, spędzanie z nim czasu, bez względu na to, jak krótki by był, jest najlepszym momentem w moim dniu. No i bardzo miło się na niego patrzy.
Muszę powstrzymać warkot, który grozi wyrwaniem się na jej słowa. Dlaczego miałoby mnie obchodzić, że nie ma instynktu samozachowawczego i marnuje czas na faceta takiego jak Cassius Sloane? Z tego co o nim wiem, wcale nie jest dla niej dobry, ale to nie moje miejsce, żeby jej to uświadamiać.
– Och! Zgadnij, co! – Wykrzykuje, nie czekając na właściwą próbę odgadnięcia. – Jutro jest wielki konkurs, który ma wyłonić nowego Głównego Omegę dla domu watahy!
– Zamierzam wziąć w nim udział! Jeśli zostanę wybrana, będę mogła codziennie pracować w środku, a nie na polach w tym obezwładniającym upale. Ale najlepsze w tym wszystkim jest to, że ściśle współpracowałabym z Cassiusem każdego dnia, by upewnić się, że wszystko jest zgodnie z jego upodobaniami.
– Spędzalibyśmy razem dużo czasu, wybierając menu na kolacje watahy i przeglądając jego harmonogram, upewniając się, że ma wszystko, czego potrzebuje na spotkania i tym podobne. To byłoby dla mnie spełnieniem marzeń!
Tym razem warkot wydostaje się na zewnątrz. Z jakiegoś powodu myśl o tym, że miałaby spędzać czas z tym facetem, irytuje mnie do kurwy nędzy! Naprawdę potrzebuję, by te rany się szybko zagoiły, żebym mógł ruszyć w swoją stronę, zanim ta mała omega wejdzie mi pod skórę.
Lekko wzdryga się na ten dźwięk i czuję się winny, że ją przestraszyłem. – Przepraszam. Nie skrzywdzę cię, malutka.
– Wiem. Nie boję się ciebie. Jesteś moim przyjacielem. – mówi z przekonaniem, posyłając mi promienny uśmiech.
Pomaga mi pochylić się do przodu i oczyszcza rany na moich plecach, a jej dotyk jest cierpliwy i delikatny. Zauważyłem, że nuci podczas pracy, a ten dźwięk koi mnie, gdy staram się oddychać, walcząc z bólem. Ale coś z tego, co powiedziała, nie daje mi spokoju.
– Cieszę się, że jestem twoim przyjacielem, słoneczko. Ale nie powinnaś ufać tak łatwo. Nie znasz mnie na tyle dobrze. Gdybym był kimś innym, mogłabyś znaleźć się w prawdziwym niebezpieczeństwie. Wydawałoby się, że twoja wataha dobrze cię nauczyła tej lekcji.
– A gdybym pozwoliła im mnie złamać, gdybym się zamknęła w sobie, podejrzliwa wobec wszystkich, zamiast decydować się na szukanie w ludziach tego, co najlepsze, ty nie żyłbyś dzisiaj. – Stawia mi się, a jej usta wyginają się w wyzywającym uśmieszku.
Jakkolwiek uwielbiam dobre wyzwania, puszczam ten komentarz mimo uszu. Mam robotę do zrobienia i droczenie się z mikroskopijną omegą nie jest częścią mojego planu. Muszę skupić swoją energię na leczeniu, żeby móc ruszyć dalej. Jednak mała kropla poczucia winy kłuje mnie, kiedy widzę, jak jej twarz rzednie przy moim jawnym zlekceważeniu.
Dlaczego odnoszę wrażenie, że ta malutka omega bez wilka będzie przyczyną mojej zguby?






