Ale frakcja szlachecka coraz głośniej wyraża swój sprzeciw. Zaczęli organizować prywatne spotkania, dyskutując o „powstrzymaniu” tego, co nazywają „zagrożeniem ze strony watahy uzdrowicieli”. Jakby moja zdolność wyczuwania infekcji w jakiś sposób zagrażała ich strukturze władzy.
– Tu już nie chodzi tylko o uzdrawianie – słyszę, jak jeden szlachcic mówi drugiemu. – Ona gromadzi zwolenników. Buduje






