Kamerdyner skłonił się na znak, że zrozumiał, i już miał się wycofać.
Nagle zza dziedzińca rozległy się natarczywe głosy: "Panie, nie wolno ci wejść! Panie..."
Na ten dźwięk Atena zmarszczyła brwi.
I rzeczywiście, Henry i Eloise wtargnęli do środka, a za nimi ciągnęli służący, zbyt onieśmieleni, by stawić więcej niż symboliczny opór.
Ta dwójka wkroczyła do domu tanecznym krokiem, jakby to miejsce






