languageJęzyk

Rozdział 2 Zrozumieć swój błąd?

Autor: Aeliana Moreau 4 kwi 2026

Athena spuściła wzrok, zacisnęła zęby i zmusiła się do wstania. Nie odezwała się ani słowem, gdy niezgrabnie wspięła się do powozu, pomagając sobie dłońmi i kolanami.

Jej nogi pulsowały bólem, ledwo mogąc ją utrzymać; wyglądała absolutnie żałośnie.

Michael odwrócił się, nie chcąc na to patrzeć. Zakładał, że trzy lata kary wystarczą, by złamać jej ducha, tymczasem ledwie znów się spotkali, a ona już próbowała zgrywać ofiarę – odstawiać przedstawienie, by zyskać jego współczucie.

Gdyby nie rozkazy tamtej osoby, w ogóle by po nią nie przyjechał.

Zdumiewało go, dlaczego ktoś o tak wysokiej randze w ogóle zwrócił uwagę na Athenę – nie mówiąc już o wydaniu rozkazu w jej sprawie, ledwie powrócił do miasta Pidence.

Michael jako pierwszy wysiadł z powozu. Nie oglądając się za siebie, poinstruował swoich ludzi: – Mam sprawy w obozie. Kiedy ją odwieziecie, pozbądźcie się powozu. Nie chcę go więcej widzieć. Jest brudny.

Brudny. To słowo uderzyło ją niczym policzek. W klatce piersiowej Atheny wezbrał tępy, dławiący ból. Pociągnęła cicho nosem, z twarzą wypraną z emocji, po czym wysiadła z powozu.

Za bramą górujących, czerwonych wrót książęcej posiadłości czekała już jakaś kobieta. Na widok Atheny podbiegła, a jej oczy pełne były naglącego niepokoju.

Jednak pierwszym, co powiedziała, było: – Moja droga córeczko, minęły trzy lata. Czy w końcu zrozumiałaś swój błąd?

– Zrozumiałam – odparła beznamiętnie Athena.

Jej błędem było to, że zbyt mocno pragnęła miłości. Tym razem zamierzała zerwać te więzi – na dobre. Po prostu... jeszcze nie teraz. Nie dopóki Margaret Monson, jej babka, wciąż potrzebowała opieki.

Eloise Monson spojrzała na Athenę, swoją córkę – tak wychudzoną i bladą, z nieobecnym spojrzeniem – a jej wyraz twarzy nagle stężał.

Trzy lata udręki całkowicie zmieniły Athenę. Wystarczyło jedno spojrzenie, by serce ścisnęło jej się z bólu.

Nieważne, jak bardzo Athena zbłądziła, wciąż była jej córką – jej własną krwią i ciałem. I wyraźnie zapłaciła za to wysoką cenę.

– To dobrze, że teraz to rozumiesz – powiedziała miękko Eloise. – Nie wolno ci znów być tak samowolną. No już, wstawaj. – Wyciągnęła rękę, by jej pomóc.

Lecz Athena natychmiast wyprostowała się o własnych siłach i zrobiła krok w tył, by zachować dystans. W jej oczach malowała się rezerwa i ostrożność.

Serce Eloise skurczyło się z bólu. – Winisz mnie za to, że byłam zbyt surowa? Ale zrobiłam to dla twojego własnego dobra – dla twojej przyszłości! Jaka matka nie pragnie dla swojego dziecka tego, co najlepsze?

Jej oczy poczerwieniały, a w drżącym głosie zabrzmiała nuta łez. – Nie miej mi tego za złe...

Jej twarz wyrażała głęboki żal, jakby to ona cierpiała przez te ostatnie trzy lata.

Athena stała tam niewzruszona, nie podejmując najmniejszej próby, by zasypać dzielącą je przepaść.

Właśnie w tym momencie z posiadłości z wdziękiem wyłoniła się smukła sylwetka i delikatnie wsparła ramię Eloise.

– Matko, Athena dopiero wróciła do domu. Z pewnością jest przytłoczona. Nie denerwuj się, jeśli wydaje się nieobecna – daj jej trochę czasu, dobrze?

Dziewczyna była subtelna i jasna, o porcelanowej cerze i słodkim, niewinnym uśmiechu.

Odwróciła się do Atheny i wyciągnęła dłoń; jej oczy były szeroko otwarte, pełne szczerości. – Atheno, nie mam do ciebie żadnych urazów. Zapomnijmy o przeszłości, dobrze? Wciąż jesteśmy rodziną – powinnyśmy się kochać, tak jak dawniej.

Jej uśmiech był jak zawsze łagodny i nieszkodliwy.

Athena o mało nie wybuchnęła śmiechem. Po tym wszystkim, co wycierpiała, zastanawiała się: „Czy oni naprawdę myślą, że kilka miłych słów jest w stanie tak po prostu wszystko wymazać?”.

– Kochać się? Ty i ja? – W jej oczach mignęła odraza.

To wtedy ktoś ostatecznie stracił cierpliwość.

– Willow wręcz staje na głowie, by być dla ciebie miłą, a ty wciąż się tak zachowujesz? O co ci właściwie chodzi?

Nicolas Monson właśnie wrócił z dworu, wciąż ubrany w swoje szkarłatne, urzędnicze szaty. Zeskoczył z konia i podszedł do nich, wyraźnie zirytowany.

– Myślisz, że tylko ty cierpiałaś przez te ostatnie trzy lata? Masz w ogóle pojęcie, przez co przeszła matka? Zarywała noc za nocą, aż jej włosy zaczęły siwieć!

– Gdyby nie Willow, która się nią opiekowała i wypełniała twoje obowiązki, kto wie, co mogłoby się stać?

Nicolas widział całą wcześniejszą scenę – radość Eloise, która szybko zgasła, łagodny głos Willow, który spotkał się z chłodnym odrzuceniem ze strony Atheny.

Pomyślał: „I wszystko z powodu jakichś trzech lat kary? Jakim prawem zgrywa pokrzywdzoną? Willow omal nie umarła”.

Eloise zmarszczyła brwi, patrząc na swojego syna, Nicolasa, z wyraźną dezaprobatą. – Nie przesadzaj. Dopiero co wróciła. Jako starszy brat powinieneś być dla niej delikatniejszy. Nie strasz jej.

– Matko, nie musisz jej bronić. Rodzina Monsonów nie jest jej nic winna. To ona popełniła błąd. I przez nią ucierpiała reputacja całego naszego rodu.

– Wszyscy w Pidence wiedzą, że książęcy ród wychował podłą, manipulującą dziewuchę. A Willow? Nigdy nie narzekała – robiła wszystko, co w jej mocy, by chronić tę rodzinę.

Nicolas wciąż nie mógł się uspokoić.

– Atheno! Willow nawet cię kryła – powiedziała wszystkim, że wcale jej nie otrułaś, byle tylko chronić twoje dobre imię. Nie powinnaś być jej wdzięczna? – ciągnął dalej.

Gdy Athena nie odpowiadała, jego głos ostro przybrał na sile. – Powiedz coś! Oniemiałaś?

Athena zamrugała, starając się powstrzymać pieczenie w oczach.

Dawno temu Nicolas był zupełnie inny. W przeciwieństwie do jej drugiego i trzeciego brata, to on naprawdę się o nią troszczył.

Kiedyś powiedział jej, że podzieli miłość, którą darzył Willow, i odda jej połowę – i przez jakiś czas rzeczywiście tak było.

Kiedy służba patrzyła na nią z góry, w jej obronie kazał wymierzyć winnym po trzydzieści batów. Na jej urodziny własnoręcznie wyrzeźbił wisiorek z cennego kamienia. A gdy chorowała, czuwał przy jej łóżku przez całą noc.

Jednak cała ta dobroć ulatniała się w mgnieniu oka, gdy tylko Willow udawała zranioną.

Miłość, którą tak łatwo można było cofnąć – takiej miłości już nie pragnęła.

Powietrze między nimi stało się ciężkie od milczenia.

Eloise pospiesznie wkroczyła, by załagodzić sytuację. – Czasu nie cofniemy. Wejdźmy do środka, wasz ojciec i babka wciąż czekają.

Nicolas prychnął i lekceważąco machnął rękawem, odwracając się w stronę posiadłości.

Po zrobieniu kilku kroków obejrzał się za siebie, a jego głos nagle stał się miękki. – Willow, chodź tutaj.

– Już idę, Nicolasie. – Uśmiechnęła się słodko, rzucając spojrzenie Athenie. Nie powiedziała nic, ale w jakiś sposób to wystarczyło, by powiedzieć wszystko.

Athena zdążyła się już do tego przyzwyczaić. W tej rodzinie zawsze była wyrzutkiem.

Już dawno podjęła decyzję: odpuści. Niech Willow zabierze to wszystko – Michaela, jej rodziców i jej braci.

Lecz nawet z tym postanowieniem, obserwowanie tej sceny wciąż sprawiało, że czuła ucisk w gardle, a łzy same cisnęły się do oczu.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki