Następnego dnia Athena została wezwana na dziedziniec Margaret.
Gdy tam dotarła, Willow już tam była, klęcząc posłusznie obok Margaret, delikatnie masując jej nogi.
W chwili, gdy Athena weszła, Willow w panice zerwała się na nogi. Przywitała się z nią nieśmiało: "Atheno", po czym szybko odsunęła się na bok, by ustąpić jej miejsca, wyglądając przy tym jak uosobienie łagodności i cichego cierpienia.
Nicolas zmarszczył brwi, wyraźnie niezadowolony. Jego głos był niski i surowy. "Willow, ty też wychowałaś się pod tym dachem. Nie musisz zgrywać przed nią takiej żałosnej."
Następnie posłał Athenie ostre spojrzenie, a jego oczy pełne były pogardy. "Nikt w tym domu nie jest ci nic winien. Dla kogo codziennie stroisz te skwaszone miny?"
Eloise odchrząknęła lekko w chusteczkę. "Nicolasie, wystarczy."
Nicolas spojrzał na nią, a potem ugryzł się w język — jednak jego wyraz twarzy pozostał zimny, a oczy surowe.
Athena wtedy zrozumiała — on stawał w obronie Eloise. Musiał słyszeć, że poprzedniego wieczoru odprawiła Eloise z kwitkiem.
Spojrzała na Eloise, która miała sztywny, zawstydzony wyraz twarzy.
Eloise zdawała się chcieć coś powiedzieć, ale kiedy jej oczy spotkały się z lodowatym spojrzeniem Atheny, straciła odwagę i się wycofała. Zirytowana, odwróciła się i warknęła na Nicolasa: "Idź sprawdzić, czy lekarstwo dla twojej babki jest już gotowe."
Doskonale wiedział, że próbowała go odesłać — a prawdę mówiąc, nie miał najmniejszej ochoty dłużej znosić chłodnego spojrzenia Atheny. Z trzepotem płaszcza wypadł z pokoju.
"Ależ ma temperament", mruknęła Margaret, gdy tylko zniknął, po czym przywołała Athenę. "Atheno, chodź tu. Usiądź z babcią."
Athena podeszła i usiadła obok niej. Margaret wzięła ją za rękę, a jej głos był ciepły i pełen czułości. "Miałaś ciężki czas."
Athena delikatnie położyła dłoń na jej dłoni. "Dopóki cię mam, babciu, wcale nie było tak ciężko."
Margaret wydała z siebie długie westchnienie, po czym przeszła do sedna. "Atheno, o coś chcę cię zapytać."
"Oczywiście, babciu. Mów proszę."
"Czy wciąż zależy ci na Michaelu? Czy on naprawdę jest dla ciebie tym jedynym?" W jej oczach malowało się wahanie, a na twarzy głęboka, bolesna troska.
Odkąd Athena wróciła do posiadłości, rodzina Osborne'ów bardzo dyskretnie przysłała kogoś, by zasugerować zastąpienie jej w zaręczynach.
Nie chcąc, by Athena została upokorzona, Margaret odesłała ich pod byle pretekstem.
Athena zrozumiała natychmiast. "Chcą zerwać zaręczyny?"
Spędziła trzy długie lata zamknięta w obozie wojskowym — a jej reputacja legła w gruzach. Oczywistym było, że rodzina Osborne'ów nie będzie już chciała zhańbionej kobiety na synową.
Margaret skinęła głową, wyraźnie zmagając się, by wypowiedzieć to na głos. "To nie do końca zerwanie… Oni po prostu chcą, by ożenił się z kimś innym zamiast ciebie."
Wzrok Atheny przeniósł się na Willow, która szybko odwróciła wzrok, a na jej twarzy malowało się poczucie winy, gdy opuściła głowę.
Teraz wszystko nabrało sensu.
Jej reputacja legła w gruzach. Gdyby rodzina Osborne'ów oficjalnie zerwała zaręczyny, obraziliby rodzinę Monsonów i stworzyli złą krew.
Ale już jej nie chcieli. Zamiana jej na Willow — czystą, niewinną Willow — byłaby idealnym kompromisem. A co ważniejsze, Willow była na to chętna.
Wszyscy w pokoju skupiali się na ochronie reputacji posiadłości księcia — a jednak nikt z nich nie zapytał Atheny, czego ona by chciała.
Nic dziwnego, że ich miny były takie napięte. Bali się, że zrobi scenę. Szkoda dla nich — nie dałaby im tej satysfakcji.
"Babciu, zgadzam się", powiedziała Athena z pustym wyrazem twarzy i tonem tak spokojnym, jakby komentowała pogodę. "Zgadzam się na zmianę w zaręczynach."
Margaret i Eloise wpatrywały się w nią oszołomione.
"Ale przecież byłaś kiedyś tak zakochana w Michaelu. Co sprawiło, że tak nagle zmieniłaś zdanie?" zapytała Margaret, wyraźnie zbita z tropu.
Athena kiedyś darzyła Michaela tak głębokim uczuciem, że oddałaby za niego życie. To był jedyny powód, dla którego Margaret w ogóle zawracała sobie głowę pytaniem jej o to.
Ale wyraz twarzy Atheny nawet nie drgnął. "To było dawno temu, babciu. Ludzie się zmieniają. Już dawno przestało mi na nim zależeć."
Na te słowa z ust Eloise wyrwało się widoczne westchnienie ulgi. Odwróciła się do Willow i posłała jej znaczący, czuły uśmiech.
Willow uczepiła się jej ramienia, z opuszczonym wzrokiem, a jej twarz zabarwiła się nieśmiałą radością.
Cicha wymiana zdań między tą dwójką sprawiła, że cała ta sytuacja wydała się Athenie jeszcze bardziej absurdalna. Decyzja oczywiście została już podjęta — zastanawiała się więc: 'Po co ta szopka z pytaniem mnie o zdanie?'
Margaret spojrzała na Athenę z głębokim smutkiem w oczach. "Atheno, nie bój się. Nawet jeśli rodzina Osborne'ów się wycofa, zrobię wszystko, co w mojej mocy, by znaleźć ci dobrą partię."
Ale w sercu wiedziała — Michael był najlepszym, na co mogli liczyć.
Z reputacją Atheny ległą w gruzach, nie było żadnych szans na to, by teraz zorganizować jej partię o równej pozycji społecznej. Żadna szlachecka rodzina nawet by jej nie rozważyła. Jej życie w oczach towarzystwa dobiegło końca.
Margaret poczuła ukłucie bólu — jej cenna Athena wycierpiała zbyt wiele.
Ale Athena uśmiechnęła się tylko słabo, jakby to nie miało już znaczenia. "Wszystko, czego pragnę, to zostać u twojego boku, babciu."
"Nie bądź niemądra." Margaret westchnęła. "Nie możesz spędzić całego życia, opiekując się mną."
Nienawidziła patrzeć na krzywdę Atheny, ale to było najlepsze z możliwych wyjść. Gdyby rodzina Osborne'ów oficjalnie zerwała zaręczyny, reputacja Atheny zostałaby całkowicie zniszczona.
Wkrótce Margaret opadła z sił. Po tym, jak pomogła jej ułożyć się do drzemki, Athena cicho wyszła na zewnątrz.
Wychodząc, wręczyła złożoną kartkę papieru Marquicie Huynh. "Od teraz przygotowuj lekarstwo dla babki według tej recepty."
Marquita spojrzała zaskoczona. "Lady Atheno, skąd to się wzięło?"
"Przyjaciel mi to dał. Jeśli nie jesteś pewna, możesz dać to lekarzowi do przejrzenia." Athena nie wchodziła w szczegóły. Wręczyła receptę i odeszła.
Właśnie gdy przechodziła przez bramę, zatrzymała się gwałtownie — tuż przed nią stał Michael.
Oświetlony od tyłu przez słońce, wyglądał jak zimny cień, który na nią opadł.
"Atheno", powiedział, zatrzymując się przed nią. Jego wysoka sylwetka natychmiast przysłoniła słońce.
Chłód, który od niego emanował, przyprawił ją o dreszcz. Nawet po trzech latach bycie tak blisko wciąż pozostawiało w jej piersi tępy ból.
Nagle Michael chwycił ją za chudy nadgarstek, a jego głos był niski i lodowaty. "Te zaręczyny zostały ustalone lata temu. Nie masz prawa tak po prostu od nich odejść."






