languageJęzyk

Rozdział 4 Winny

Autor: Aeliana Moreau 4 kwi 2026

Zanim Athena zdążyła powiedzieć choćby słowo, Nicolas wystąpił naprzód, zasłaniając widok Margaret.

"Atheno! Robisz to celowo?" warknął. "Trzy lata nie wystarczyły, by nauczyć cię manier? Wciąż grasz w te swoje gierki? Naprawdę mnie zawiodłaś!"

"Kazałem ci się odpowiednio zaprezentować. Co ty masz na sobie?" Jego wyraz twarzy pełen był dezaprobaty, a ton nieświadomie przepełniony surowym autorytetem urzędnika Ministerstwa Sprawiedliwości.

Patrzył na nią, jakby stawała przed sądem. "Jeśli masz jakieś skargi, kieruj je do mnie. Po co tu przychodzisz i urządzasz przedstawienie przed babką? Próbujesz wzbudzić jej litość? Chcesz ją zdenerwować tak bardzo, że aż zachoruje?"

Athena o mało nie wybuchnęła śmiechem.

Uniosła brew, a jej uśmiech był chłodny i powściągliwy. "Ubrania? Lady Eloise je wybrała. Czego oczekiwałeś, że w co będę ubrana — w to, w czym wróciłam z obozu wojskowego?"

To zamknęło mu usta. Przez chwilę Nicolas był zdezorientowany. Nazwała Eloise "lady Eloise" — a nie "matką".

Dopiero wtedy dotarło do niego: odkąd Athena wróciła, ani razu nie potraktowała go również jako brata.

Cień niepokoju zakradł się do jego piersi. Ostre słowa uwięzły mu w gardle i nigdy nie zostały wypowiedziane.

Zmrużył oczy, a z tyłu głowy dręczyła go pewna myśl. 'Minęły zaledwie trzy lata… jak mogła tak zmarnieć?'

Eloise szybko wkroczyła, by załagodzić sytuację. "To moje przeoczenie. Nie bądź dla Atheny zbyt surowy."

Nicolas odsunął się, pozwalając Athenie wejść.

Oczy Margaret rozbłysły na jej widok.

"Chodź tu, chodź", zawołała lekko drżącym głosem. "Daj mi się na ciebie dobrze napatrzeć."

To ciepło, ta tęsknota w jej oczach — Athena poczuła szczypanie w nosie. Podeszła bliżej i pozwoliła Margaret ująć się za ręce i obejrzeć od stóp do głów.

"Jak mogłaś tak schudnąć?" Margaret przyciągnęła ją do siebie, mocno obejmując, a jej głos dławiły emocje. "Moja słodka dziewczynko… wycierpiałaś się. To wszystko moja wina. Jestem za stara, zbyt bezużyteczna… nie potrafiłam cię ochronić…"

Athena wiedziała, jak sprawy się miały. Wtedy Margaret stała po jej stronie, nawet jeśli oznaczało to zrażenie do siebie reszty rodziny. Jej zdrowie już wtedy było kruche.

Sam fakt, że przetrwała te lata, był cudem. Gdyby nie surowe prawa imperium, nie wiadomo, co by się stało…

Oplotła ramionami Margaret i szepnęła przez ściśnięte gardło: "Babciu."

Tylko to jedno słowo — i Margaret całkowicie się załamała, a po jej twarzy spłynęły łzy.

Stojąca z boku Eloise przyglądała się temu spotkaniu, a w jej piersi narastało ukłucie goryczy.

Athena była w domu już od jakiegoś czasu… i wciąż nie nazwała jej "matką".

Otarła oczy jedwabną chusteczką, odgrywając rolę pogrążonego w żalu rodzica.

Willow podeszła, delikatnie ją obejmując. "Nie smuć się, matko. Athena jest już w domu." Jej głos był cichy, pocieszający, posłuszny.

Eloise spojrzała z góry na swoją ukochaną Willow i poczuła głębokie ukojenie.

Skinęła głową, a jej oczy wciąż były wilgotne, choć na ustach błąkał się słaby uśmiech. Pomyślała: 'Przynajmniej Willow rozumie'.

Ale w chwili, gdy zaczęła czuć spokój, uśmiech zamarł na jej twarzy.

Głos Margaret, drżący i pełen dezorientacji, rozbrzmiał głośno: "Co się dzieje?"

Niegdyś delikatne palce Atheny były teraz pokryte bliznami — sczerniałymi siniakami i poszarpanymi pręgami. Kiedy uniosła rękaw, stare rany po nożu i świeże oparzenia szpeciły skórę na jej ramionach.

Spojrzenie Margaret się załamało. Nie mogła znieść dłuższego patrzenia. "Została wysłana do pracy… jak to się stało, że tak skończyła?"

Eloise wyglądała na szczerze zszokowaną. "Te obrażenia — jak do tego doszło?"

Otoczona zatroskanymi twarzami, Athena ukryła pustkę w oczach i odpowiedziała cicho: "Oczywiście od nadzorców w obozie…"

Przez pokój przetoczyły się westchnienia. Usta Atheny wygięły się w delikatnym, drwiącym uśmiechu. "Byłam tam po to, by pracować, a nie po to, by traktowano mnie jak młodą damę. Bicie było po prostu częścią rutyny."

Nie powiedziała nic więcej. Samo wspomnienie przyprawiało ją o mdłości.

Jednak jej kilka słów już wstrząsnęło wszystkimi do głębi. Pomyśleli: 'Bita — przez pełne trzy lata. Jak ona w ogóle przeżyła?'

Ręce Margaret drżały, gdy zaciskała je na dłoniach Atheny. "Jak mogli? Jak śmieli? Jesteś córką księcia! Ten obóz był pod dowództwem twojego narzeczonego — jak ktokolwiek mógł tam podnieść na ciebie rękę?"

Uśmiech Atheny poszerzył się, zimny i kąśliwy. "Ponieważ ktoś wydał taki rozkaz."

Twarz Nicolasa poczerwieniała z wściekłości. "Naprawdę jesteś bezużyteczna. Pozwoliłaś im tak się bić i nawet nie oddałaś?"

Głos Atheny pozostał płaski, niemal beznamiętny. "Myślisz, że miejsce takie jak to dawało mi prawo głosu, a co dopiero oporu? Bycie cichą i posłuszną oznaczało mniej bicie. Taka jest rzeczywistość."

Spojrzała prosto na niego z tym samym słabym uśmiechem na ustach. "Czy nie tego chciałeś, lordzie Nicolasie? Żebym się dobrze zachowywała? Żeby mnie wreszcie 'nauczono rozumu'? Cóż, nauczyłam się. Teraz jestem cicha. Czy to nie sprawia, że jesteś szczęśliwy?"

Nicolas patrzył na nią w milczeniu.

Uśmiechała się, owszem — ale ten uśmiech nigdy nie dotarł do jej oczu. Nie wypowiedziała ani jednego słowa oskarżenia, a jednak poczucie winy uderzyło go niczym nóż w klatkę piersiową.

Jego wyraz twarzy zaczął łagodnieć, i właśnie gdy otworzył usta, by coś powiedzieć — nagle przerwał mu głos Willow.

"To wszystko moja wina. To mnie należy obwiniać. Gdyby moje ciało nie było tak słabe — gdybym nie zareagowała źle na lekarstwo — Athena nigdy nie zostałaby ukarana.

"I tak nigdy nie miałam należeć do tej rodziny. Może… może powinnam zamieszkać na wsi z moimi biologicznymi rodzicami…"

Zalała się łzami, a jej głos drżał z każdym oddechem. Łzy swobodnie spływały po jej twarzy, jakby to ona była tą, która cierpiała.

Natychmiast podbiegła do niej zaniepokojona Eloise, delikatnie gładząc ją po plecach. "Ciii, nie płacz, kochanie. Rozchorujesz się od tego."

Nicolas również włączył się zaniepokojony. "Wiesz, jak kruche jest twoje zdrowie — co ty robisz, płacząc w ten sposób? Gdybym wiedział, nigdy bym ci nie pozwolił tu przyjść. Popatrz, co się teraz stało."

Następnie odwrócił się, rzucając Athenie ostre spojrzenie. Jakby chciał powiedzieć: "Po co musiałaś pokazywać te rany? Teraz babka jest załamana, Willow tonie we łzach, a matkę dręczy poczucie winy."

Wkrótce wszyscy w pokoju skakali wokół Willow — oferując jej kawę, podając lekarstwa, uspokajając miłymi słowami.

A Athena? Stała tam sama, zapomniana, jakby była zaledwie obserwatorem.

Ale oczywiście… nie była obserwatorem. Była powodem. Powodem ich poczucia winy, ich zmartwień, ich bólu. Tą, którą należy winić.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki