Zmierzch zapadał, a powóz spowił półmrok.
Słaby zapach od Ateny dotarł do nozdrzy Xandera. Wpatrywał się w jej pełne wargi, które poruszały się w górę i w dół, gdy mówiła.
Ich głęboki odcień przypominał mu wiśnie na drzewie, emanujące słodkim aromatem.
Xander bezwiednie przełknął ślinę. Choć letnie upały dawno już minęły, wciąż było mu nieco gorąco.
Uniósł rękaw, by zetrzeć pot z czoła. Atena to z






