Z perspektywy trzeciej osoby
Lincoln podniósł ich z ziemi, wstając z Rowanem w ramionach.
Nie mówiąc nic nikomu, ani nawet na nich nie patrząc, zaniósł swojego słodkiego, małego Omegę do domu, trzymając go ciasno owiniętego w ramionach.
Rowan lgnął do Lincolna, oplatając go mocno rękami i nogami, z twarzą wtuloną w jego szyję.
Nie mogę uwierzyć, że prawie go straciłem, że prawie to straciłem. Pomy






