languageJęzyk
Strona główna/Dominujący/Ojciec/Rozdział 6: Nie odchodź

Rozdział 6: Nie odchodź

Autor: Winston. W29 maj 2025

Ashton

Zie wyszedł z pokoju, żeby umyć nasze naczynia. Nie wiem, ile głębokich westchnień wydałem z siebie od tamtej pory. Z żalem podszedłem do torby i wyciągnąłem jakieś znośne ubrania. Poszedłem do łazienki i wziąłem szybki prysznic. Kiedy z niej wyszedłem, byłem w szoku na widok nagiego ciała Zie; jego pośladki znów były zwrócone w moją stronę. Wyglądało na to, że nie zauważył, że na niego patrzę. Wyglądał seksownie, zwłaszcza gdy podniósł stopę, by wsunąć slipy. Poczekałem, aż skończy się ubierać, po czym podszedłem do swojej torby i zabrałem ubrania. Zie usiadł na łóżku, poprawiając krawat swojego biurowego stroju. Wróciłem do łazienki ze swoimi rzeczami i szybko się ubrałem.

– Bardzo ci dziękuję, że mnie tu przyjąłeś, Zie – powiedziałem szczerze. Gdyby nie on, prawdopodobnie spałbym zeszłej nocy na przystanku. Zarzuciłem torbę na plecy, gotów do opuszczenia apartamentu. Musiałem wyjść i poszukać taniego mieszkania oraz pracy, ale zastanawiałem się, jaka praca czeka na kogoś w moim tak młodym wieku.

– Nie kazałem ci odchodzić, Ash – powiedział Zie władczym głosem. Nie potrafiłem z jego wyrazu twarzy wyczytać emocji, ale wydawało się, że jest zirytowany. Jego korporacyjny ubiór dodawał mi tylko nerwowości; wyglądał na kogoś, kto lubi rządzić.

– A-ale muszę iść, żeby zacząć szukać mieszkania i pracy – odparłem ze smutkiem. Zbliżył się do mnie i zabrał moją torbę. Byłem zdezorientowany tym, co robił.

– Hej, skarbie, czy nie mówiłem ci wcześniej, że ci pomogę? – Zwrócił się do mnie życzliwie. Miło było usłyszeć, jak nazywa mnie skarbem.

– Chcę, żebyś ze mną zamieszkał. Nie musisz już pracować, skarbie. Zapewnię ci wszystko, czego potrzebujesz. Poślę cię też do szkoły, jeśli chcesz – powiedział z taką powagą, że aż mnie to rozśmieszyło. Czy właśnie zaproponował mi, żebym z nim zamieszkał? Ale dlaczego? To bardzo miłe z jego strony, że oferuje mi dach nad głową, ale czego chce w zamian?

– C-czego chcesz w zamian? – zapytałem. Zie mógł być dla mnie miły, ale wiedziałem, że jego oferta nie jest darmowa.

– Nie masz się czym martwić, skarbie, po prostu chcę, żebyś był moją osobą do towarzystwa na każdym wydarzeniu, na które się udam. Chcę, żebyś był moim kumplem do pieprzenia – oświadczył śmiało, jakby prosił mnie o jakąś błahostkę. Chce, żebym był jego osobą do towarzystwa. O jakie wydarzenia mu chodziło? Czy to po prostu zwykłe spotkania?

– U mojego boku będziesz bezpieczny, Ash – dodał, widząc, że się waham i tonę w myślach. Zamknąłem oczy, analizując sytuację, w której się znalazłem. Jeśli przyjmę jego ofertę, wszystkie moje problemy zostaną rozwiązane. Nie będę już musiał szukać miejsca do zamieszkania ani pracy.

– W p-porządku – odpowiedziałem stanowczo. Miałem nadzieję, że robię słusznie. Był moją ostatnią deską ratunku, bo wiedziałem, że jest to jedyne dostępne dla mnie teraz rozwiązanie. Jego uśmiech poszerzył się po usłyszeniu mojej odpowiedzi; podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.

– W takim razie postanowione. Umm, mam trochę papierkowej roboty, więc muszę iść do biura. Chcesz zabrać się ze mną, czy wolisz zostać tu, w apartamencie? Jeśli chcesz, możesz obejrzeć kolejny film. Jeśli nie podobają ci się płyty, możesz przejrzeć Netflixa. Mam tu też bibliotekę, więc jeśli masz ochotę poczytać, mogę oprowadzić cię po niej przed wyjściem. – Uśmiechnąłem się na te słowa. Nie mogłem przestać być zahipnotyzowanym tym, jak mnie traktował. Nigdy wcześniej nie traktowano mnie jak prawdziwy skarb i to mnie przytłaczało. Był taki miły i delikatny.

– Myślę, że pojadę z tobą – powiedziałem. Uwielbiałem oglądać filmy kryminalne i czytać powieści, ale nie chciałem zostać sam w jego apartamencie. Chciałem iść z nim, choć wiedziałem, że papierkowa robota brzmi nudno; zgaduję jednak, że był do takich rzeczy przyzwyczajony. Hmm, co ja będę robił w jego biurze?

– W porządku – odpowiedział.

Wyszliśmy z jego mieszkania. W garażu zaparkowany był wspaniały samochód, a obok niego stał zwalisty mężczyzna, którego lepiej było nie denerwować, bo inaczej z pewnością trafiłoby się do piekła. Mężczyzna stał tam, jakby był jakimś ochroniarzem z mafii. Zie skinął mu głową, a ja po prostu stałem za nim, czekając na instrukcje. Zie otworzył drzwi i ruchem ręki nakazał mi wejść. Usiedliśmy w komfortowej ciszy wewnątrz samochodu.

Zaledwie kilka minut później samochód zaparkował przed ogromnym budynkiem. Powitały mnie wielkie litery umieszczone na jego fasadzie: „Mendez Publishing Inc.”. Otworzyłem szeroko oczy i spojrzałem na Zie.

– Jesteś właścicielem tego budynku? – zapytałem z ekscytacją. W odpowiedzi tylko skinął głową. O mój Boże, Zie jest właścicielem słynnej i wiodącej firmy wydawniczej i poligraficznej w kraju.

– Wysiadaj skarbie, wejdźmy do środka – polecił mi Zie. Wysiadłem z samochodu, uśmiechając się nerwowo. Położył ramię na mojej talii, gdy zbliżaliśmy się do wejścia do budynku. Moje serce zaczęło bić szybciej na myśl, że istnieje szansa, iż spotkam wewnątrz niektórych moich ulubionych pisarzy. Moje serce przepełniała radość i nie mogłem powstrzymać się przed mocnym przytuleniem go.

– Hej, co się stało skarbie? – zapytał zaniepokojonym tonem.

– Po prostu nie mogę uwierzyć, że mam teraz okazję wejść do tego budynku. Zawsze o tym marzyłem, ale ochrona jest tu bardzo surowa. Nie wpuścili mnie nawet wtedy, gdy składałem swój rękopis – powiedziałem i roześmiałem się, wspominając dzień, w którym nalegałem, by strażnik mnie wpuścił, ponieważ chciałem osobiście złożyć mój manuskrypt redaktorowi.

– Naprawdę? Złożyłeś tu rękopis? – zapytał zaskoczony.

– Czy redaktor już do ciebie napisał? – dodał.

– Tak – odpowiedziałem i westchnąłem, przypominając sobie dokładne słowa zapisane w e-mailu. To był jeden z najbardziej łamiących serce momentów w moim życiu.

– I? – zapytał z niecierpliwym wyrazem twarzy, czekając na moją odpowiedź.

– Mój rękopis został odrzucony – odpowiedziałem smutno. – To było straszne, czytać tego maila. Każde jego słowo cięło jak nóż, ale po kilku dniach doszedłem do siebie. Cóż, a przynajmniej próbowałem.

– Jaki był powód odrzucenia twojego rękopisu?

– Umm, nie publikujecie powieści o tematyce chłopięcej miłości? – odparłem.

– Och, tak, bardzo mi przykro z tego powodu. Nie próbowaliśmy jeszcze publikować powieści BL i nie sądzę, byśmy byli na to gotowi. Może wkrótce damy temu szansę – powiedział, a ja tylko mu przytaknąłem, gdy w końcu weszliśmy do budynku.

Pracownicy ciepło witali Zie, gdy ich mijaliśmy, a on jedynie potakiwał w odpowiedzi. Sądząc po ich minach, wszyscy zdawali się zastanawiać, dlaczego Zie i ja jesteśmy tu razem, a może myśleli, kim do cholery jestem, ale nikt nie odważył się zapytać. Zie i ja weszliśmy do przestronnego gabinetu. Atmosfera w nim była bardzo przyjemna, a widok na zewnątrz przez szklaną ścianę zapierał dech w piersiach.

– W porządku, skarbie, po prostu zrobię trochę papierkowej roboty. Mam tu książki, jeśli chcesz poczytać. Mamy tu też połączenie z internetem, jeśli chcesz przejrzeć swoje konta społecznościowe. Po prostu rób to, na co masz ochotę. Uwinę się z tym szybko, dobrze, skarbie? – powiedział i usiadł na swoim obrotowym fotelu. Chwilę później był już pochłonięty pracą papierkową, jakby było to najciekawsze zajęcie na świecie. Postanowiłem mu nie przeszkadzać i podszedłem do małego regału w jego biurze; wyglądało na to, że będę miał trudności z wyborem książki do czytania, ponieważ było tam mnóstwo interesujących tytułów.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 7: Rozdział 6: Nie odchodź - Ojciec | StoriesNook